Materiały

Mariusz Borkiet borkiet o golfie, czyli dlaczego wszyscy kochają celować do dołka

Dziś rzecz o wyobraźni. Coś, co niegdyś stanowiło główną siłę gier video, a co obecnie coraz częściej twórców tychże zawodzi. Będzie także słówko o Heavy Rain – ale nie zamierzam zdradzać kompletnie nic z fabuły ani ogólnych wrażeń. Będzie głównie o golfie. I o tym, dlaczego nawet Kratos lubi od czasu do czasu pospacerować po zielonym polu i zaliczyć kilka dołków. W końcu czego jak czego, ale wyobraźni Kratosowi odmówić nie można.

Chciałem jakoś zgrabnie połączyć temat wyobraźni i gry w golfa, i długo nie mogłem znaleźć odpowiedniego pretekstu. Gra Heavy Rain opiera się w całości na zawierzeniu wyobraźni gracza. Zawierzeniu w to, że gracz będzie w stanie sobie wyobrazić te sytuacje i to, jak sam by się w danym momencie zachował. I w moim przypadku to naprawdę działało. Udało mi się na tyle wczuć we wszystkie postaci, że zakończenie sprawiło mi tym większą przykrość. Ale o tym kiedy indziej. W pewnym momencie gry jest scena w której nasz misiowaty detektyw przychodzi porozmawiać z tatusiem podejrzanego w sprawie Zabójcy Origami. I zaczynają grać w golfa – a raczej ćwiczyć uderzenia.

O co chodzi w golfie?  Chodzi o wpakowanie piłeczki do dołka przy pomocy jak najmniejszej liczby uderzeń. Przecież każdy gracz doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Golf to gra, w której chodzi o to, żeby być najlepszym. Błąd.

Golf w rzeczywistości polega na tym, że idzie się na pole golfowe, ciągnąc za sobą absurdalnie wyglądający wózeczek, mając na stopach buty, w których nie pokazałbyś się na żadnej imprezie, staje się przy pierwszym punkcie do pierwszego dołku, po czym zaczyna się dyskusja. Dyskusja polegająca – w zależności od tego, czy jesteśmy na danym polu po raz pierwszy, czy nie – na tym gdzie do cholery może być ten dołek, bo go nigdzie nie widać. Zerka się na mapę, określa miejsce, w którym się jest, na podstawie ilości uderzeń dla danego dołka określa taktykę, a wszystko w atmosferze życzliwego doradzania sobie i żartów. Po czym pierwsza osoba uderza piłeczkę, która… gdzieś spadła. I tu warto pamiętać o jednym: lepiej wi(e)dzieć gdzie piłeczka doleciała, niż uderzać mocniej. W końcu wszyscy oddali po jednym strzale i rozpoczyna się proces przemieszczania w kierunku dołka.

Podczas tego podziwia się okolicę, komentuje gdzie kto uderzył, rozprawia o kobietach i odreagowuje pracę. Po czym po kolei, idąc śladem piłeczek, każdy oddaje kolejne uderzenia, które czasami się wpisuje w zeszyt, a czasami się mylą i daje się temu spokój. Relaksowanie się. Przeciwieństwo stresowania się tym, czy wygram czy przegram. Cholernie miłe i sympatyczne spędzanie wolnego czasu.

Cholernie miłe spędzanie wolnego czasu, które gry video zredukowały do tego, czy uda mi się trafić w dołek mniejszą liczbą uderzeń niż przeciwnik.

Czyż to nie smutne i żałosne?

Na szczęście mamy jeszcze Japończyków i ich wizję świata. W przeciwnym wypadku skazani bylibyśmy na gry o golfie, które dalej wmawiałyby nam, że chodzi o to, żeby być najlepszym.

Tiger Woods PGA Tour 10 w wersji na Wii jest grą świetną. I właśnie w tym kierunku podążać będą twórcy tychże – jak najwierniejsze oddanie mechaniki rozgrywki. Tylko co z całą otoczką?

Gdzie to wszystko, czym golf tak naprawdę jest? Niby ludzie klaszczą mojemu czarnemu avatarowi, niby robi wszystko dokładnie tak, jak ja, niby graficznie też nie jest najgorzej – rzekłbym nawet, że jest bardzo dobrze jak na Wii… ale gdzie ta cała reszta? Okazuje się, że potrzeba jedynie drugiej osoby (lub więcej) i ta cała reszta w grze od Electronic Arts niemal wraca. Ale czy to znaczy, że gry w golfa są tylko dla osobników, które lubią socjalizować? Że dla odludków nie ma żadnej innej możliwości uchwycenia choć trochę tej atmosfery? Przekonania się o tym, że każdy kocha grać w golfa?

I tutaj z pomocą przychodzą nam niezawodni Japończycy. Ci sami panowie, którzy wyścigi samochodowe zamienili w kakofonię dźwięków i obrazów. Ci sami, którzy wymyślili jak sprawić, żeby dorosły facet bał się wziąć pada do ręki stosując prostą sztuczkę z mgłą. Ci sami, którzy wpadli na banalnie prosty pomysł, że w końcu wszyscy uwielbiają grać w golfa, tylko niekoniecznie jeszcze zdają sobie z tego sprawę! Pozwoliła im na to niczym nie ograniczona fantazja, odsuwająca prawdziwy świat i reguły nim rządzące zupełnie na drugi plan – wysuwająca grywalność przed wszelki realizm.

Everybody’s Golf World Tour to gra o golfie. Chodzi w niej o zaliczenie dołka przy pomocy jak najmniejszej ilości uderzeń. Do dyspozycji mamy różne postaci, różniące się umiejętnościami i sprzęt, który ma różne właściwości – możemy na przykład bardziej podkręcić piłkę. Tyle teorii.

W praktyce jeśli podchodzisz do gier o golfie na zasadzie: „zwycięstwo ubber alles”, to wybór tej gry będzie największym rozczarowaniem w Twoim życiu. Bo grając dla zwyciestwa i nie pozwalając sobie na odrobinę szaleństwa jesteś tutaj z góry skazany na klęskę. Jeśli jednak masz ochotę na odrobinę relaksu i odprężenia – nie mogłeś lepiej trafić.

Pamiętacie Flower? Ludzie podzielili się niemal natychmiast na dwa obozy: miłośników i przeciwników. Ci pierwsi zachwycali się tym, że gra jest tak relaksująca i odprężająca (nie licząc kilku momentów), ci drudzy żachnęli się, bo co to ma być? Pół godziny grania i żadnego sensu. Ci drudzy nie docenią Everybody’s Golf. Ci pierwsi… mogą skończyć tak, jak ja.

Jest tutaj wszystko – balony latające nad nami, wiewiórki, zebry, słonie, wyścigi buggy. Można nawet trafić w orła. No tak – ale gdyby to było wszystko jeśli chodzi o „wyobraźnię”, to byłoby nieco ubogo. Zerknijcie zatem na poniższy filmik, zanim przejdziecie do reszty tekstu:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=TJfgBG7mcU8&hl=en_US&fs=1&]

Od razu uprzedzę – takie rzeczy da się zrobić, ale trzeba naprawdę długo posiedzieć, żeby się udało. Bo tak naprawdę jest to zwykła gra o golfie, która jednak co chwilę pokazuje, że tak naprawdę w golfa uwielbiają grać wszyscy – tylko nie wszyscy o tym jeszcze wiedzą. Zachowanie piłeczki, jej fizyka – te elementy są na naprawdę tak wysokim poziomie, że nawet oficjalna gra z Tigerem Woodsem robi pod tym względem mniejsze wrażenie. Ale dzięki tej iskrze pozwalającej na toczenie pojedynku w golfa między Kratosem i Hello Kitty bez rozdźwięku w postaci „ależ to głupie” – Gra czaruje i sprawia, że każde me posiedzenie z nią przeciąga się znacznie dłużej niż planowałem.

A skoro już jestem przy Tigerze Woodsie, nie mogę nie przypomnieć jakże doskonale pokazującej, że golf to gra dla ludzi z wyobraźnią, reklamy:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=FZ1st1Vw2kY&hl=en_US&fs=1&]

A co to wszystko ma wspólnego z Heavy Rain? Dobre uderzenie sprawiło mi w tej grze naprawdę sporo satysfakcji. Trzymając pada w dłoniach miałem ochotę pokazać temu cwaniaczkowi z którym rozmawiałem, że ma do czynienia z kimś, kogo należy traktować poważnie. I szczerze mówiąc był to jedyny moment w tej grze, kiedy czekałem, aż zostanę sprowokowany, żeby mieć pretekst do użycia tego kija.  Co ciekawe – w prawdziwym życiu nigdy mi taka myśl przez głowę nie przeszła – trzymanie w dłoni kija kojarzyło mi się z radośnie beztroskim sposobem na spędzanie wolnego czasu. Na pewno nie z przemocą. Zatem uważajcie grając w Heavy Rain – ta gra może z was zrobić psychopatów.

Na szczęście następnego dnia miejsce miała “awaria PSN” i w związku z tym, że gra o zabójcy Origami się nie uruchamiała – pograłem w Everybody’s Golf. I przypomniałem sobie, że te kijki służą do wyprowadzania ich na spacer. A lokalne pole otwierają dopiero jutro – siódmego marca. Trzymajcie kciuki za dobrą pogodę i jeśli macie ochotę przekonać, że wy też kochacie grać w golfa – polecam Everybody’s Golf – World Tour. Nie traktujcie tej gry serio. Potraktujcie ją tak, jak wygląda – niepoważna, radosna, ale pokazująca jak cholernie miłym sposobem na spędzanie wolnego czasu jest golf.

P.S.

Na europejskim PSN dostępne jest do pobrania demo Everybody’s Golf. Serdecznie zachęcam wszystkich do spróbowania.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (3)

  • SimonX Marzec 07, 2010 o 21:43

    Bardzo fajny tekst, dobrze się czytało. Teraz pozostaje jeszcze sciągnięcie tego golfa na PSP i sprawdzenie, czy to wszystko się w moim przypadku potwierdzi. Kiedyś - bardzo dawno temu - bardzo lubiłem golfy na PC, potem jakoś przestałem w nie grać w ogóle.

  • jurget Marzec 08, 2010 o 16:16

    Ja często gram w Let's golf na ip, polecam

  • SimonX Marzec 08, 2010 o 17:00

    właśnie widziałem lets go na PSP w minisach - wyglada jak blizniak everybodys golf - menu, czcionki, logo, postacie wygladają identycznie, albo bardzo podobnie
    jakby to ta sama firma wyprodukowała
    demko EG:WT obadałem - faktycznie bardzo przyjemne
    niestety gra - jak na relaksujący nieskomplikowany tytuł - jest dość droga
    w ogóle myślałem, że to tytuł z PSNu, tymczasem to gra dyskowa, na allegro chcę 75zł
    także nie ma mowy o zakupie
    prędzej rozważę tego minisa, zaraz popatrzę na youtube, czy to coś warte :)




Powrót do góry