Promowane

Cascad Dlaczego warto kupić DeathSpank

Gdy Ron Gilbert bierze się za nową grę, wypada się nią zainteresować. Jego najmłodsze dziecko, DeathSpank mimo iż przeznaczone zostało tylko do cyfrowej dystrybucji, ma w sobie duszę „dużych” tytułów. Czy naśmiewający się z Diablo hack’n’slash, wypełniony rubasznym humorem jest w stanie zaoferować graczom coś ciekawego? Po ukończeniu gry na 100% stwierdzam, że tak.

Na plus:

- Dźwięk – Oprawa muzyczna Deathspank prezentuje się bardzo okazale. Gra jest wypełniona po brzegi bardzo głupimi dialogami nagranymi z najwyższa starannością. Aktorzy podkładający głos pod każdą z dziesiątek napotkanych postaci spisali się wręcz rewelacyjnie. Sam DeathSpank brzmi jak rasowy przygłup. Gilbert pisząc dialogi zadbał o to by tryskały abstrakcyjnym humorem, jednak prawdziwe brawa należą się ludziom, którzy potrafili tchnąć życie w cyfrowe postaci. Szkoda, że ścieżka muzyczna nie dotrzymuje im kroku prezentując jedną, zapętlającą się melodie, której po kilku godzinach gry można mieć dosyć.

- Stylizacja – Wygląd gry przypomina teatralną scenografię, mieszając trójwymiarowe postaci z dwuwymiarowymi obiektami. Design świata jest kolorowy, pełen pociesznych kreatur chcących zabić naszego bohatera o kwadratowej szczęce. Dobre wrażenie robi także efekt „kulistości” całego środowiska gry, przez co mamy wrażenie podróżowania po wielkim globusie, pełnym zróżnicowanych lokacji. Otrzymujemy tu wszystko czego moglibyśmy się spodziewać po grze fantasy: jeziora, kopalnie, obozy orków, cmentarzyska, wioski, i oczywiście różowe lasy jednorożców.

- Questy – Ilość zadań, które możemy wykonać przekracza sto (tak, pięć razy dwadzieścia). Co prawda większość z nich polega na tym samym schemacie, ale ciężko się tym znudzić. Gdy na początku przygody mamy jeszcze na tyle słabą postać, że niektóre z nich trzeba odłożyć na później, zabawa jest naprawdę emocjonująca. Szybkość z jaką nasz dzienniczek questów się zapełnia jest zawrotna i przyjemnie zaskakuje każdego kto wątpił w to, że gra dostępna tylko w cyfrowej dystrybucji nie może być duża i rozbudowana.

- Długość – ukończenie całej zabawy, odkrywając wszystko co tylko można to zadanie na minumum 12 godzin, co stanowi naprawdę konkretny wynik, przy którym większość z dzisiejszych tytułów wymięka. Mi zajęło to jeszcze więcej czasu, gdyż przez pół gry zamiast na zachód (tak jak trzeba) brnąłem na wschód gdzie spotykałem zbyt mocnych oponentów. Tak to już jest gdy utonie się w morzu zadań podocznych DeathSpanka – nigdy nie wiadomo gdzie nas zaprowadzą.

- Prostota – DeathSpank nikogo nie porazi swym skomplikowaniem. Owszem – ma kilka zakładek w menu, jednak samo wybieranie oręża odbywa się na banalnie prostej zasadzie. Z pancerzem jest jeszcze łatwiej – wystarczy zaznaczyć odpowiednią opcję (jedno naciśniecie przycisku) i gra automatycznie będzie nam kompletować najmocniejsza zbroję.

- Dostępność – W większości przypadków budowa misji jest prosta i czytelna, po mapie świata można się przemieszczać z szybkością błyskawicy, a wykonanie zadania to przeważnie kilka-kilkanaście minut. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy odpalać grę nawet na chwilę przed ważnym spotkaniem, filmem w telewizji etc. Przyznam, że taka budowa sprawia, że DeathSpank świetnie sprawowałby się na platformach przenośnych.

Na minus:

- Powtarzalność – gra jest hack’n’slashem o prostej mechanice, wymagającej tylko podporządkowania pod wybrany przycisk, którejś z posiadanych broni i szlachtowaniu za jej pomocą hord przeciwników. Brak naprawdę wymagających zadań i misje polegające na ciągłym chodzeniu w miejsce X by zdobyć przedmiot Y dla postaci Z zapewne odrzucą niektórych graczy.

- Humor – DeathSpankowe żarty nie są szczytem inteligencji i finezji, gra stara się wszystko dookoła wyśmiewać do tego stopnia, że stają się zbyt oczywiste. Po paru godzinach sytuacja się rozkręca, jednak nie każdy musi tolerować tego typu humor (wychodki pełnią rolę teleportów, szuka się mistycznej kupy jednorożca itd.).

Podsumowując – przygoda DeathSpanka to barwny i wesoły sposób na spędzenie letniego wieczoru. Gra jest długa, zachęcająca do wymaksowania i momentami rozbrajająco zabawna. Przynajmniej dla osób, które bardzo dobrze znają język angielski będzie stanowić smaczny kąsek. Wysoka rozdzielczość, grywalny system, który co chwilę nagradza gracza nowym orężem i ciekawymi historiami, oraz zdrowy czas gry zdecydowanie przesłaniają wady tej produkcji. Deathspank to naprawdę dobra inwestycja, której nikt nie powinien żałować.

Jak grałem: Skupiłem się na wypełnianiu każdej misji, co na poziomie normal zajęło mi ponad 14 godzin bezustannej zabawy. Złapałem bakcyla już podczas pierwszego posiedzenia. Odpalałem konsolę przy każdej możliwej okazji, tak bardzo spodobał mi się świat stworzony przez Gilberta.

KOMENTARZE (0)

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.