Przynajmniej na mnie. Jednego nie można odmówić nowej ścigałce spod sztandaru Need for Speed – widowiskowości. Pierwsze zwiastuny i filmiki z rozgrywki naprawdę robią wrażenie. Chociaż po obejrzeniu ich nie do końca wiem, czy ta gra nadal powinna nazywać się Need for Speed, a nie Burnout.
Electronic Arts dostaje ode mnie na starcie duży kredyt zaufania, ponieważ do produkcji Need for Speed: Hot Pursuit zatrudniło studio Criterion Games, twórców wspomnianego Burnouta. Co z tego, że gra będzie bardzo przypominać rzeczoną serię, jeśli będzie po prostu dobra? Liczę, że dostaniemy powrót do otwartych miast, nielegalnych wyścigów i gonitw z policją, znanych chociażby z mojej ulubionej odsłony NFS – Most Wanted.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Niezgrany klub dyskusyjny, czyli co w naszej społeczności piszczy
@skylight: Byle nie Ojcze Dyrektorze
Dojdziemy do tego, na pewno. Nie emocjonuj się Skylight - wszystko po ko@Jakub Tepper: A wpisy o Japonii... Podobno miały się pojawiać, teraz nie mają? ;>
@skylight: Nie wspominając o tym, że taki Kouros od YSL budzi u niektórych szereg różnych negatywnych sko
@szpynda: Dorzuciłem kolejny C64, tym razem "G". Moje CDTV tez schowane jest głęboko w szafie (mam nadzi
KOMENTARZE (1)
no ja chce zagrać w to tylko po to, żeby być gliniarzem w szybkim samochodzie ;] no własnie... fajnie by było, gdyby się udało chłopakom na miejscu porównać oba gameplay'e (tzn porównianie uciekający kontra ścigający)