Promowane

Padre Dlaczego warto kupić Monday Night Combat?

Jak co roku, Microsoft zorganizował letnią akcję Summer of Arcade. Pod tym szyldem na Xbox LIVE Arcade wydano cztery gry, które miały umilić czas graczom podczas lipcowo-sierpniowego sezonu ogórkowego. Jednym z oferowanych tytułów jest Monday Night Combat, przenoszący nas w realia tytułowego show. Sama gra to połączenie strategii typu tower defense z wieloosobową strzelaniną TPP. Bardzo udane połączenie.

Co mi się podobało:

- AtmosferaMonday Night Combat doskonale oddaje klimat szalonego sportu-teleturnieju. Komentator wychodzi z siebie, atrakcyjna Pit Girl kusząco się wygina, maskotka programu prowokuje zawodników a fikcyjni sponsorzy ładują się na wizję z reklamami (czasem bardzo dosłownie). Pomysł nie jest może oryginalny (pamiętacie Smash TV?), ale nieporównywalnie bardziej świeży, niż strzelanie do hitlerowców, terrorystów czy kosmitów.

- Oprawa – Wiadomo, że cyfrowa dystrybucja i ceny gier na Xbox LIVE Arcade ograniczają twórców. Uber Entertainment wzorowo wybrnęli z tej sytuacji i ubrali swoją grę w proste, ale przyjemne dla oka szaty. Komiksowa grafika od razu kojarzy się z Team Fortress 2 i jest to skojarzenie jak najbardziej pozytywne. Charakterystyczny styl świetnie się wpisuje w turniejowo-humorystyczną otoczkę gry. Wszystko uzupełnia udźwiękowienie – od pełnych emocji zawodzeń “wodzireja”, po krótkie utwory muzyczne, przygrywające poległym zawodnikom.

- Prosto, ale nie prostacko – Uber Entertainment stworzyło grę, która jest łatwa w opanowaniu, ale bogata w niuanse. Zabawa nie jest wymagająca, ale jednocześnie nie robi się nudna po kilku meczach. Do dyspozycji mamy wprawdzie tylko dwa tryby (kooperacja lub rywalizacja) i kilka map, jednak przy sześciu różnych klasach postaci, ciekawych zdolnościach, rozwijaniu atrybutów i rozbudowywaniu bazy nietrudno znajdywać nowe wyzwania. Dodatkowym urozmaiceniem jest możliwość tworzenia zmodyfikowanych klas – nic wielkiego, a cieszy.

- Zabawa! – w Monday Night Combat najzwyczajniej w świecie chce się grać. Ten tytuł wywołuje znany syndrom “jeszcze jednego meczu”. Trudno odłożyć pada, kiedy poszczególne elementy gry tak dobrze do siebie pasują, a sama rozgrywka dostarcza nam tyle dobrej zabawy. To wypadkowa dopracowanej mechaniki, sterowania, balansu i całej fabularnej otoczki gry. Twórcy MNC zadbali o motywację graczy w jeszcze jeden sposób – nasza kariera jest dokładnie monitorowana i w każdej chwili możemy porównać swoje wyniki ze znajomymi.

- Cena/zawartość – dużo się ostatnio narzeka, że Microsoft forsuje nowy model wyceniania gier na Xbox LIVE Arcade. Dawniej za pełnoprawny tytuł XBLA żądano 800 MS Points. Monday Night Combat, podobnie jak inne gry z Summer of Arcade, kosztuje 1200 punktów, ale w tym przypadku trudno mówić o naciąganiu klienta. Uber Entertainment oddaje w nasze ręce produkt z pogranicza XBLA i pełnoprawnego tytułu wydanego na płycie. Nawet w obecnej formie, Monday Night Combat dostarcza więcej zabawy niż wiele “dużych” gier, za które żąda się od nas 180-200 złotych. Nie bądźcie zdziwieni, kiedy kontynuacja MNC pojawi się w sklepach na fizycznym nośniku. “Jedynce” niewiele do tego brakuje.

- Kooperacja – wspólnej eksterminacji sterowanych przez konsolę przeciwników poświęcono oddzielny tryb – Blitz. Możemy się bawić na jednej konsoli (dwóch graczy) lub po sieci (maksymalnie czterech zawodników). Warto dodać, że jest to kooperacja typu drop-in/drop-out, a więc w każdej chwili możemy dołączyć lub wyjść z meczu. Konsola sama dobierze odpowiedni poziom trudności dla aktualnej liczby użytkowników.

Co mi się nie podobało:

- Tylko jedna mapa w trybie Blitz – kooperacyjne tryby “hordo-podobne” bardzo mnie rozpieściły. Jedna jedyna dostępna mapa to trochę za mało, nawet na grę z XBLA. Zabrakło czasu, czy Uber Entertainment planuje płatne dodatki?

- Drobne błędy - MNC to dopracowana gra, ale twórcy nie ustrzegli się pojedynczych błędów. W pewnych sytuacjach klasa Assault ma problemy z detekcją kolizji podczas używania niektórych zdolności. Nie jest to nic wielkiego, ale czasem prowadzi do sytuacji, kiedy chcemy skoczyć na przeciwnika (“kanapka” na Assassina!), a trafiamy w krawędź platformy, z której się wybijaliśmy.

Komu polecam Monday Night Combat? Wszystkim, którzy lubią strzelanie, humor, odrobinę strategii i atmosferę telewizyjnego widowiska. Sam byłem do tej gry sceptycznie nastawiony, ale demo szybko przekonało mnie do produkcji Uber Entertainment. To gra z jajem. Po prostu.

Jak grałem: Najwięcej czasu spędziłem przy trybie zmagań drużynowych – Crossfire. Sprawdziłem wszystkie dostępne klasy, za zarobione wirtualne pieniądze stworzyłem własną zmodyfikowaną postać. Najbardziej do gustu przypadł mi Zabójca (Assassin), ale nie pogardzę żadną z klas. Tryb Blitz zgłębiałem sam i w towarzystwie przypadkowych graczy (z całkiem pozytywnym skutkiem). Już teraz planuję dłuższe sesje kooperacyjne, tym razem ze znajomymi. Z pewnością nie odmówię zaproszeniom do gry :)

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (0)




Powrót do góry