Newsy

Jakub Tepper Standardowy tekst targowy: Rock Band i Guitar Hero w jednym stały domu (długie!)

No właśnie, stały. Po Gamescomie można bowiem swobodnie potwierdzić, że twórcy zdecydowali się rozdzielić i już nie idą tą samą, wydeptaną wcześniej ścieżką. Guitar Hero Warriors of Rock gra bezpieczniej, nie wprowadzając specjalnie radykalnych zmian. Rock Band 3 zaś mówi wyraźnie: chcemy zrewolucjonizować segment gier muzycznych. I wszystko wskazuje na to, że są na dobrej drodze.

Nie ma sensu opisywać ścieżki dźwiękowej, czy oprawy w grach muzycznych. Ich odbiór to kwestia bardzo subiektywna, jeśli w ogóle istotna (grafika w tle?). Zamiast skupiać się zatem na nieistotnych detalach, sprawdźmy co nowego w stosunku do poprzedników w sferze rozgrywki mają obie gry do zaproponowania oraz kto w trakcie pokazów w Kolonii był bardziej przekonujący.

Chronologicznie – najpierw zobaczyliśmy Guitar Hero, gdzie skupiono się przede wszystkim na grze samemu (nareszcie!) i masie rzeczy do odkrycia. Nowy tryb Quest to wielka muzyczna przygoda, gdzie przyjdzie nam ostatecznie pokonać Bestię i ocalić rockową muzykę. Jednymi z częściej wypowiadanych słów na pokazie to “over the top“, czyli wszystko będzie mocno przesadzone i kompletnie nierealistyczne. W każdej z plansz, na które trafimy będziemy mieli inną gatunkowo listę kawałków do zagrania, a po jej rozpracowaniu dołączy do naszej ekipy kolejny mocarz wspierający w walce z Bestią. Dzięki temu zdobywać będziemy moce (uwaga, nowy i ważny element), które wspomogą nas w walce (czyli przechodzeniu utworów). Dzięki nim np. za każde 10 dobrze zagranych pod rząd nutek dostaniemy 2% Star Powera. Ostatecznie, po zsumowaniu wszystkich dodatkowych sił możemy dobić do mnożnika punktów 36x, co ma być nieocenione przy trudniejszych kawałkach. Dość powiedzieć, że ostatnia plansza ma być w całości złożona z muzyki o poziomie trudności “Through the Fire and Flames” i wyższym. Sam producent nie był ich w stanie przejść w tradycyjny sposób, ale dzięki dodatkowym mocom udało mu się dobrnąć do końca. Brzmi jak ciekawe urozmaicenie zabawy. Quest, w którym funkcję lektora pełni Gene Simmons z The Kiss zdaje się czerpać inspiracje poniekąd z Brutal Legend i jest wielkim hołdem dla metalowej muzyki. Wygląda radośnie i stanowić będzie na pewno ciekawą alternatywę dla zwykłego grania kawałków.

Natomiast Neversoft postarało się, aby i to ostatnie sprawiało nam przyjemność. W Quickplay+ nie tylko możemy ot tak pograć, ale także odkryć masę dodatków. Nowe kawałki, stroje, materiały z tworzenia gry – co tam sobie wymarzycie tutaj będzie. Dzięki temu deweloper zmotywował mnie do przynajmniej dwukrotnego zagrania kawałków, raz w Queście, raz w Quickplayu. Nie można także zapomnieć o masie nowych zadań (więcej niż wcześniej) do wykonania w trakcie każdego kawałka. Będzie co robić i jak to producent nam powiedział: kto wymaksuje Warriors of Rock w ciągu miesiąca, tam on osobiście przyleci i… Nie pamiętam co, mówił chyba po prostu o pogratulowaniu. Zapewnił jednak, że to się na pewno nie zdarzy.

Na fali jest także aspekt społecznościowy, którego także w GH nie mogło zabraknąć. Grając możemy podejrzeć wyniki naszych znajomych dla danego numeru i ustawić sobie je za cel dla siebie. Takie rozwiązanie Konami wyjaśniło co prawda sto lat temu w np. Beatmanii, ale sprawdza się ono znakomicie i przede wszystkim motywuje do dalszej gry – a to ważne. Jeśli pobijemy kolegę, to możemy mu to zakomunikować automatyczną wiadomością. Nareszcie rywalizacja nabierze rumieńców.

Na drugim biegunie obecnie znajduje się Rock Band 3. Owszem, w trybie kariery będziemy odkrywać masę niepotrzebnych rzeczy (tak samo jak w grze konkurencji, co mnie akurat cieszy), ale nie to jest najważniejsze. RB3 stoi nowymi instrumentami. Po prostu.

Osobiście grałem jedynie na perkusji i tutaj krytycznych zmian nie ma. Poza bębnami mamy teraz 3 talerze, ale ich kolory pokrywają się już ze starym zestawem. W związku z tym możemy grać jedynie na 4 pady, albo spróbować w trybie Pro, gdzie rozróżniany jest bęben od talerza. Wtedy należy patrzeć nie tylko na kolor ikonek spadających na planszy, ale również ich kształt. Talerze wyglądają bowiem nieco inaczej. Zmiana w sumie niewielka, także nie ma co się rozwodzić – ot, potrzeba troszkę więcej obycia z perkusją.

Kluczowe nowości to keytar, czyli klawiatura oraz 6-strunowy Fender, czyli prawdziwa gitara. Na tych sprzętach próbował swoich sił Rysław, więc wrażenia z obcowania z nimi on opisze najlepiej. Ze swojej strony tylko muszę napisać, że wrzucenie do gry naprawdę rozbudowanej szkółki gitarowej uczącej nas grania od jednej struny po pełne akordy na pewno się przyda i aspirujący muzycy będą mieli co robić.

W RB3 odpalimy kawałki z poprzednich części, natomiast nie jest pewna ich kompatybilność z nowym sprzętem. W razie czego będzie można skorzystać z dowolnego innego instrumentu, bowiem wszystkie z nich będą z grą współpracować. Dodatkowo po zakupie modułu midi Madcatza będzie można podpiąć dowolną gitarę, keyboard czy elektroniczną perkusję, choćby DTXplorer Yamahy. To już brzmi bardzo ciekawie i chętnie sprawdzę tę funkcjonalność.

Podsumowując, Guitar Hero w zasadzie cofa się do swoich korzeni i prawdziwie nowego ma do zaproponowania niewiele. Jednych przekona 2112 od Rush, innych tryb Story. Mnie szczególnie to drugie. Rock Band 3 zaś to okazja przede wszystkim do nauczenia się gry na gitarze, ale także konieczność wydania masy pieniędzy na nowe instrumenty, aby zabawa była sensowna. I o ile ostatnio już nowych części GH czy RB nie chciało mi się kupować (jakieś Green Daye i inne takie), tak te wychodzące w październiku na pewno nabędę. I gra Neversoftu i Harmonix ma mi coś do zaoferowania, czym trudno będzie pogardzić.

Wrażenia Rysława

Większość ważnych rzeczy napisał powyżej Kuba. Pozwolę sobie dodać kilka bardzo subiektywnych spostrzeżeń.

W serię Guitar Hero gram od samego początku. Już od pierwszych zapowiedzi wersji na PS2 śledziłem wszystkie możliwe informacje na jej temat. Gdy przyszło co do czego, przy okazji pobytu w USA przywiozłem do Polski gitarę, odprowadzany zdziwionymi acz i życzliwymi spojrzeniami celników. To był rok bodajże 2005. Od tej pory kupowałem praktycznie każdą kolejną wersję – na całe szczęście począwszy od GH2 już na konsole nowej wówczas generacji. Obserwowałem zawirowania związane z odejściem ekipy Harmonix i przejęciem tytułu przez “deskorolkową” firmę Neversoft, co skończyło się powstaniem świetnego GH3: Legends of Rock. Jednak później rozpoczęła się jak dla mnie spora zniżka formy. GH4 kupiłem wyłącznie dla nowych instrumentów, ponieważ sama gra, a właściwie dobór utworów, okazały się mocno średnie. Podobnie sprawa się miała z GH5 – kupiłem, a nie grałem praktycznie, koncentrując czas na Rock Bandzie 2.

Dlatego w tym roku, szczególnie po zobaczeniu zapowiedzi RB3, postanowiłem, że GH6 nie kupię. Trwałem w tej decyzji dość krótko. Pierwszym czynnikiem, który zmusił mnie do jej zmiany było 2112, czyli absolutnie genialna suita jednego z moich ukochanych zespołów – Rush – która zostanie umieszczona w grze. Tak, już sam ten utwór jest wart wydania pieniędzy na nową wersję GH. Drugim czynnikiem była prezentacja na Gamescomie. W tej grze po prostu będą TONY rzeczy do zrobienia i co najważniejsze, wszystko wygląda na naprawdę dobrze przemyślane.

Zmuszony więc jestem do zanegowania pierwszego zdania poprzedniego akapitu – GH6 jednak kupuję. Acz Rock Band 3 kupuję bardziej. Czemu? Bo RB3 wygląda na grę kompletną – dodano brakujące instrumenty klawiszowe, ale przede wszystkim wprowadzono tryb Pro, który umożliwia grę na prawdziwej gitarze i instrumentach klawiszowych (acz niestety z ograniczeniem tylko do dwóch oktaw – więc granie 1 do 1 utworów Emerson, Lake and Palmer raczej odpada).

Miałem okazję przetestować zarówno obie nowe gitary, jak klawisze. Na pierwszy ogień poszła gitara z przyciskami zamiast strun. Robi wrażenie dość onieśmielające, bo przyciski są na każdym przejściu między progami, czyli jest ich ponad 100. Trzyma się ją jednak dość wygodnie, przyciski reagują dobrze i są odpowiednio spasowane. Mimo wszystko jest to jednak tylko substytut prawdziwego instrumentu – choć bliski oryginałowi.

Prawdziwą gwiazdą RB3 pozostaje specjalny model Fendera Stratocastera, przygotowany specjalnie dla tej gry. W chwili obecnej na świecie są jedynie 3 sztuki tych gitar, więc miałem szczęście, że w Kolonii prezentowano jedną z nich. Jako, że mam w domu zwykłego Fendera, mogłem je dość dokładnie porównać. Pod względem wagi i “czucia” instrumentu jest to zupełnie normalna gitara. Można ją podpiąć do wzmacniacza i normalnie grać. Na pierwszy rzut oka jedyną różnicą są przyciski kontrolera umieszczone na korpusie, pod potencjometrami. Dodatkowo w gryfie gitary zamontowane są czujniki, które cały czas śledzą pozycję naszej ręki.

To właśnie ta gitara oraz umieszczone w grze samouczki będą dla mnie głównym powodem zakupu RB3. Zawsze chciałem się nauczyć gry na tym instrumencie (stąd niegdyś powodowany szaleństwem kupiłem wspomnianego wyżej Fendera), ale nigdy nie wyszedłem ponad absolutne podstawy. Teraz będę miał okazję nadrobić wieloletnie zaległości. Niestety nieznana jest cena gitary, ani termin jej dostępności. Na pewno nie będzie to zaraz po premierze, obstawiałbym raczej początek przyszłego roku.

Co do klawiszy – zagrałem na nich (a raczej próbowałem zagrać) Bohemian Rhapsody Queenów i mimo kiepskich początków bawiłem się świetnie. Wiem, że moje starsze dziecię będzie szaleć na tym instrumencie, bo od kilku lat gra już na pianinie, więc mam nadzieję, że wskoczy od razu na tryb eksperta. Jednak zdecydowaną wadą jest ograniczenie do dwóch oktaw. Dla niektórych utworów to po prostu za mało. Kto wie, może w RB4 rozszerzą ten zakres.

Podsumowując ten i tak już przydługi wywód – kupuję obie gry. Obie zapowiadają się wyśmienicie. Ale to RB3 będzie miało zdecydowaną palmę pierwszeństwa, bo jest to gra, które może pomóc spełnić marzenia o opanowaniu gry na prawdziwym instrumencie. Czego swoim sąsiadom życzę.

Wpis powstał przy akompaniamencie Rush, Dream Theater, Symphony X oraz Return to Forever. I Franz Ferdinand, Friendly Fires oraz Moloko (dop. JT).

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (3)

  • Anon1m Sierpień 27, 2010 o 01:44

    A ja w końcu czekam aż będzie możliwość kupienia czystej gry i samodzielnego wybrania, powiedzmy, 40 kawałków ze sklepu. Najbliżej byłem zakupienia Rock Band: The Beatles, ale w końcu jakoś straciłem impet. Mam parę pytań, może ktoś odpowie:
    1. Czy jak kupię Rock Banda 3 to będę mógł dokupić wcześniejsze DLC np. całą płytę Pixies 'Doolitle'?
    2. Czy taka gitara Lennona z Rock Band the Beatles będzie działała z innymi Guitar Hero i Rock Bandami?
    3. Macie do polecania może jakiś zagraniczny sklep, z którego można ściąnąć taki zestaw? Bo na allegro brak.
    Poza tym Rock Band 3 ma bliższą mi setlistę(The Cure 'Just Like Heaven' - wreszcie jakaś piosenka mojego ulubionego zespołu).
    Sorry, że nie zapytałem google'a, ale z góry dzięki za pomoc.

  • Kazz Sierpień 27, 2010 o 01:47

    Powiedz Rysław, po co kupować pseudo gitarę z 16 progami, jeżeli masz prawdziwego Fendera ?

  • Sialala Sierpień 27, 2010 o 08:23

    Anonim - gitary z RB:The Beatles beda dzialac z wszystkimi innymi grami muzycznymi, czyli zarowno z Guitar Hero jak i Rock Bandami. tutaj nie bedzie problemow. jedyny problem to taki, ze IMO gitary od Rock Bandow sa mniej fajne do grania (polegajacego na wciskaniu przyciskow) niz gitary od GH. kwestia "struny".

    gdybys kupil RB:The Beatles, to odcialbys sie od wszelkiego DLC, oprocz tego Beatlesowego - inne utwory ze sklepiku Rock Banda nie dzialaja z ta gra. zreszta dziala to tez w druga strone - DLC dostepne dla RB:The Beatles nie dziala z innymi Rock Bandami.

    kupujac kazdego innego Rock Banda (acz nie mam pewnosci co do RB:AC/DC live i RB: Green Day) masz dostep do calego DLC. czyli kupujac RB2 bedziesz miec dostep do DLC dostepnego od czasow pierwszego RB, ba! bedziesz mogl zaimportowac kawalki z pierwszego Rock Banda (oraz z Rock Band Lego) na dysk, zeby moc je uzywac z RB2. oczywiscie nie za darmo, a za drobna oplata.

    co do RB3 - mnie przekonaly klawisze. wystarczajacy powod, zeby kupic dla nich gre. dodatkowo mam ogromna nadzieje, ze Harmonix wyda patcha do Rock Band The Beatles (ktore moim zdaniem jest na dzien dzisiejszy absolutnym szczytem gier muzycznych, Mount Everestem wyroslym posrod Tatr, Einsteinem posrod wyksztalciuchow itp.itd.) umozliwiajacego zagranie "A day in the life" ( http://www.youtube.com/watch?v=7nY0SRsAeaw ) na klawiszach.

    Guitar Hero 6 - nadal nie jestem przekonany. gra bedzie kosztowac (jak to Guitar Hero) chore pieniadze (obstawiam 65 Euro na premierze), dlugo nie bedzie taniec, a jak stanieje, to juz nikt w to grac nie bedzie, wiec aspekt spolecznosciowy mi umknie... pozostane chyba jednak przy Rock Bandzie...

    aha - Ryslawie! w koncu ktos w Polsce, kto gral w pierwsza czesc Guitar Hero - az lezka w oku mi sie kreci, jak sobie przypomne reakcje ludzi na moje wrazenia z obcowania z pierwszym Guitar Hero na PS2 ( http://forum.purepc.pl/Konsole-f100/Guitar-Hero-t205869.html ). to byl rok 2006 ;)




Powrót do góry