Tej wojny jeszcze nie przerabialiśmy – tak można by zacząć wpis o Call of Duty: Black Ops. Dla mnie osobiście ten okres historyczny wydaje się zdecydowanie ciekawszy niż II wojna światowa, którą zdążyliśmy wygrać już z każdej strony, jako każda narodowość (nawet Polacy), a sam Berlin płonął w tylu grach, że trudno to zliczyć.
Oderwanie się od oklepanego schematu, gdzie na końcu jak zwykle musimy pokonać ostatnią linię obrony Niemców, wyszło Treyarch zdecydowanie na plus. Zaprezentowane fragmenty rozgrywki nie były całkowicie nowe, bo widzieliśmy je już na E3, ale rozszerzono je w na tyle dużym stopniu, że można było spokojnie ocenić jak bardzo rozgrywka uległa zmianie i czy nabrała charakteru, którego spodziewamy się po wojnie w Wietnamie.
O to drugie nie musimy się martwić, bo oprócz fragmentu w podziemnych tunelach, który już dobrze znacie, pokazano nam też, że tym razem możemy nurkować w wodzie. Oczywiście misja zaczyna się odpowiednio efektownie – nasz helikopter zostaje strącony, a my próbujemy wydostać się na powierzchnię, ale niekoniecznie tak, żeby od razu trafić pod lufę Wietkongu. Podwodna część świata nie jest może jakoś wielce rozbudowana, ale robi naprawdę dobre wrażenie graficznie. Ławice ryb przepływające przed naszą twarzą, bujna roślinność oraz odpowiednie filtry dają razem złudne wrażenie beztroski i przez chwilę można naprawdę zapomnieć się, że to strzelanina.
Niestety wynurzenie nie jest już tak delikatne, bo robiąc z jednego z Wietnamczyków żywą tarczę musimy załatwić pozostałych przeciwników. Black Ops pełen będzie skryptów, więc momentów pełnych emocji na pewno nie zabraknie – przedzieranie się po cichu przez wietnamską wioskę i zabijanie śpiących wrogów z noża nie trwa długo. Chwilę później znów jesteśmy w wodzie, a przed nami w całkowicie niespodziewanym momencie wpada ciało zabitego Wietnamczyka i zabarwia wodę na czerwono. Ja prawie podskoczyłem na krześle, a po sali widziałem, że nie jestem jedynym, na kim, ten moment zrobił wrażenie. Za to właśnie uwielbiamy serię Call of Duty i tutaj nie może być mowy o zawodzie. Tak samo dobrze wypadła kończąca tę misję regularna wymiana ognia pomiędzy naszym oddziałem, a przerażonym i zdezorientowanym przeciwnikiem. Oczywiście nie zabrakło kul latających ze wszystkich stron, a nawet rakiet, które o milimetry mijały naszą postać. Oj tak, Black Ops zdecydowanie będzie grą emocjonującą i już nie mogę się doczekać jak na weteranie znów podejmę kolejne wyzwanie rzucone przez twórców Call of Duty.
Druga prezentowana przez dewelopera misja to był Payback, czyli przelot zdobycznym helikopterem, którego krótszy fragment mogliście zobaczyć już na konferencji Microsoftu na E3. Porwanie Hinda idzie nam, aż za łatwo, ale to pewnie kwestia poziomu trudności. Jak już siedzimy za sterami maszyny to dopiero zaczyna się prawdziwa rozwałka. W tym momencie w zasięgu naszych działek i rakiet nikt nie może być bezpieczny, chociaż Wietnamczycy za wszelką cenę próbują strącić maszynę. Oczywiście w tym momencie nic sobie z tego nie robimy, chociaż fajnie oddane jest to, że jednak nie jesteśmy niezniszczalni, bo dość szybko rozbita zostaje szyba kokpitu, w którym siedzimy.
Podobnie jak misje AC-130 w Modern Warfare czy przelot jako strzelec w World At War tutaj również głównie skupiamy się na destrukcji. Jest tu pewna lekkość, chociaż twórcy zapewniają, że przez cały czas musimy się pilnować, bo pilotowanie i strzelanie nie jest łatwe. Aby rozgrywce dodać charakteru Treyarch nie zapomniał porozsiewać na ziemi odpowiednio wybuchowych celów – rurociągi, mosty linowe z przejeżdżającymi pojazdami wroga czy bazy ze składami amunicji. Cała akcja jest niesamowicie intensywna, ja oglądając pokaz miałem trudności z nadążeniem za akcją na ekranie, więc tym bardziej będzie to odczuwalne, gdy sami chwycimy za pada.
Nie ma wątpliwości, ze Call od Duty: Black Ops nie zawodzi. To może nie jest kolejny krok milowy w branży gier, ale chyba nie tego oczekiwaliśmy. Jeśli chodzi o rozgrywkę dla pojedynczego gracza to jest dynamicznie i efektownie oraz wszystko wskazuje na to, że sam scenariusz będzie lepiej poskładany, niż wydarzenia z Modern Warfare 2. Minimalny zarzut można mieć do oprawy audiowizualnej, która jakby zostawała w jednym miejscu. Nie jest brzydka (na tle innych tytułów), ale jednak czuć, że odrobinkę się zestarzała. Na szczęście rekompensuje to płynność, która w takiej produkcji jest bardzo ważna. Black Ops to nowe pole bitwy, jeszcze więcej emocji, dynamika jak w najszybszych arcadowych wyścigach i multiplayer, który zapewne ocenimy dopiero w kilka miesięcy po premierze. Dla mnie to wystarczająco dużo.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
CD Projekt o grach używanych i plotkach dotyczących nowego Xboxa
Cannon Fodder wraca po 17 latach!
Cannon Fodder wraca po 17 latach!
Ridge Racer z darmowymi dodatkami na premierę PS Vita
Trailer, w którym dużo strzela się do robotów
@adek: Nie chcę na to czekać. Boję się, że jak teraz się podjaram, to wyjdzie z tego lipa i tylko będę zawied
Zabawa w zgadnij, skąd pochodzi ten obrazek
Zabawa w zgadnij, skąd pochodzi ten obrazek
KOMENTARZE (0)