Artykuły

Beniamin Durski Standardowy tekst targowy: Driver: San Francisco

Tutaj będzie bez owijania w bawełnę – Driver: San Francisco nas nie rozjechał, a wręcz w trakcie prezentacji krążyła mi w głowie myśl, że Ubisoft zdecydowanie za wcześnie ujawnił, że pracuje nad nowym tytułem z tym logo. Na szczęście już zdążyli przesunąć premierę, więc traktujcie nasze wrażenia z przymrużeniem oka, bo nie wiemy ile z tego uda się poprawić.

Najważniejszym elementem pokazu miała być nowa zdolność Tannera, czyli bohatera serii. Umiejętność Shift to jakieś nieporozumienie fabularne. Nawet zabawnie się słucha o tym, jak policjant w śpiączce przenosi się pomiędzy kolejnymi samochodami bez problemu, a deweloper sili się, żeby to brzmiało poważnie. Dla mnie to niestety raczej idiotyczne, szczególnie, że Tanner wchodząc do ciała bezbronnego cywila może jego samochodem od razu wjechać w ścianę i to mu wcale nie przeszkodzi, bo przecież on łapie przestępcę. Inna sprawa, że co nam przeszkadza w takim wypadku przenieść się do wozu ściganego, zatrzymać się i poczekać na policję. Oczywiście tego nam nie wyjaśniono dlaczego tak nie można zrobić, za to pokazano znany motyw z ciężarówką, gdzie zamiast prowadzić normalny pościg przenosimy się do ciała kierowcy TIRa nadjeżdżającego z przeciwka i blokujemy w ten sposób drogę.

Jeśli jednak pominąć część fabularną tej zdolności to sam pomysł wydaje się być całkiem niezły, bo już nie powinny zdarzać się sytuacje, w których zahaczenie o jakąś wystającą krawędź czy inny kubeł na śmieci spowoduje powtarzanie całego pościgu od początku. Ciekawie prezentuje się również ta umiejętność, gdy jest na maksymalnie wysokim poziomie. Gracz ma już wtedy dostęp nie tylko do kilku pobliskich samochód, nie tylko do samochodów na jednej ulicy czy skrzyżowaniu, ale do aut w obrębie całego miasta i taki widok robi wrażenie.

Jeśli gracz ma ochotę to może przenieść się do auta policjanta prowadzącego właśnie pościg jednocześnie rozpoczynając kolejną misję. Tutaj zaprezentowano również nową zdolność – rapid shift, pozwalający na szybkie przeskakiwanie pomiędzy prowadzącymi pościg radiowozami. Dzięki temu będziemy jak najbliżej akcji, nie musimy wstrzymywać naszych działań, odsuwać kamery tylko wciskamy kwadrat (odpowiednio X na padzie od Xboxa 360) i już siedzimy w aucie prowadzącym pościg.

Cieszy informacja o ponad 100 licencjonowanych samochodach, które będą się również niszczyć w Driver: San Francisco. Niestety póki co wyglądają one kiepsko – brakuje im przede wszystkim detali i porządnych odbić na lakierze. Przyzwoicie prezentuje się natomiast wnętrze pojazdów, które co prawda mogłoby być bardziej dokładne, ale jak na ten typ gry wydaje się to wystarczające.

Podobnie wygląda sprawa, jeśli chodzi o otoczenie i wygląd samego miasta. Przy szybkiej jeździe nie zauważamy tak bardzo raczej kiepskich i powtarzających się tekstur, ale ogólnie San Francisco brakuje trochę detali. Jest bardzo sztampowe i jakby poskładane z prostych klocków obłożonych naklejkami. Na plus wypadają rozstawione w różnych miejscach zniszczalne elementy otoczenia typu barierki, przystanki, słupki czy beczki, bo dodają rozgrywce charakteru pościgu, gdy w pełnym pędzie przez nie przejeżdżamy i widzimy, jak uderzają w maskę naszego auta.

Na prezentowanym materiale zabrakło mi również odrobinkę dynamiki w pościgu, a to już bardzo ważny element. W Driverze nie do końca, póki co, czujemy, że pędzimy na złamanie karku i w każdej chwili pościg może się skończyć bardzo poważnym wypadkiem. Rozumiem jednak, że nad tym twórcy nadal pracują.

Patrząc na Driver: San Francisco ucieszyłem się, że deweloperzy przesunęli premierę i dali sobie szansę na poprawę jakości gry. Nie wiem czy ten czas wykorzystają w odpowiednim stopniu, ale oglądając prezentację na GC wiem, że nie mógłbym Wam tej gry polecić, a bardzo chciałbym, bo kiedyś świetnie się bawiłem przy produkcjach z tej serii.

Jakub Tepper

Większe wrażenie niż gra zrobił na mnie opis Beniamina. Rozumiem chęć dyplomatycznego wypowiedzenia się, ale nowy Driver wygląda po prostu tragicznie słabo. Tekst o “czy to przypadkiem nie PS2?” jest już kliszą porównywalną z nastoletnim bohaterem jRPG, ale te słowa same cisnęły się na usta. Zdaję sobie sprawę, że to wczesna wersja i na pewno zostanie dopracowana, ale rzeczywiście chyba lepiej było póki co tej gry nie pokazywać.

Z drugiej strony sam motyw przeskakiwania między autami wygląda ciekawie. Wytłumaczenie tego nominuje do jednego z głupszych w historii naszej branży, ale starajmy się nie na tym skupiać. Dzięki oryginalnemu pomysłowi nie traci się dynamiki w trakcie kraks, ale za długie wydają się same “przejścia”. W momencie rozwalenia auta kamera i akcja na chwilę zwalniają, co może wybijać z rytmu.

Tak naprawdę jednak o nowym Driverze nie wiemy praktycznie nic, a na durną historię spuszczam zasłonę milczenia – oby ją jeszcze zmienili. Pomysły w nim zawarte wydają się warte sprawdzenia, tylko należy do nich dorobić jeszcze godną fabułę i oprawę. Mam nadzieję, że Ubi tego nie zawali. To seria z tradycjami.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (0)




Powrót do góry