Artykuły

Beniamin Durski Czy PlayStation Move mnie poruszyło – część 2

Troszkę się to wszystko opóźniło, ale w końcu jest. Uzupełniam pokaźną listę gier na PlayStation Move, którą udało mi się przetestować na Gamescomie. Teraz jest już bardzo przekrojowo od gier dla dzieci po najbardziej hardkorowe produkcje.

Start The Party to zestaw prostych mini gier, które budzą natychmiastowe skojarzenia ze starym, dobrym EyeToyem. Tutaj również jesteśmy w świecie łączącym elementy realne (nas na ekranie) z wirtualnymi. Niestety gra nie wychodzi poza ramy gierek, które znamy już z EyeToya, czyli szorujemy zęby aligatorowi, przekłuwamy balony czy też rysujemy po ekranie. Co prawda większość z nich pokazuje dokładność kontrolera działając bardzo dobrze, ale po krótkiej chwili okazuje się, że Start the Party nie ma nam nic więcej do zaoferowania. Jeśli macie młodsze rodzeństwo lub dzieci to może być to dla nich ciekawa zabawa, ale normalnie gra raczej nie będzie warta sugerowanych 140zł, które sobie za to życzy Sony.

Muszę jednak powiedzieć, że dłuższą chwilę spędziłem na tej jednej mini grze, gdzie musimy zamalowywać specyficzne kształty na ekranie. Pomysł jest świetny w swojej prostocie i przyznam, że z chęcią zobaczyłbym taki prosty program malarski na PS3, gdzie moglibyśmy się pobawić w bycie Picassem i potem wysłać nasze dzieło w świat. Podobną funkcjonalność ma dawać Beat Sketcher, zobaczymy jak to wyjdzie w praniu.

Następne w kolejce było TV Superstars, czyli  najbardziej promowana produkcja przez polski oddział Sony. Lista „gwiazd” jest tam pokaźna, ale na GC i tak mogliśmy grać w wersję niemiecką, więc skupimy się na rozgrywce.  No, a ta wydaje się przekombinowana. Otóż wstęp jest całkiem ciekawy – zostajemy wybrani do teleturnieju, tworzymy sobie awatara normalnej wielkości (nie tak jak te pokraki z Wii), robimy sobie zdjęcia twarzy uśmiechniętej i złej, które posłużą za animacje twarzy naszej postaci oraz dorzucamy odręczny podpis i hasło wejściowe. Przy pierwszym pojawieniu się w grze możemy się czuć jak Pudzian wychodzący na arenę przed walką. No, a jakie są konkurencje? Będąc raczej z zasady człowiekiem leniwym postanowiłem nie ryzykować sportów wyczynowych. Przebieranki również mnie średnio cieszą, więc zdecydowałem się na konkurs kulinarny.

Myślę sobie, że to będzie pewniak, w końcu Cooking Mamma mam obcykane. Nic bardziej mylnego, przede wszystkim musicie nauczyć się patrzeć w głąb ekranu co takie łatwe początkowo nie jest. Stół z patelnią i jakimiś składnikami do potrawy jest widoczny pod pewnym kątem i naprawdę poruszanie się po nim nie jest początkowo łatwe. Powiem tak, gdy ja gotuję, a mistrzem nie jestem, to nie ma w kuchni takiego bałaganu, jaki zrobiłem przy pomocy Move. Wszędzie był rozlany olej, ciasto naleśnikowe i porozrzucane były owoce. Sama zabawa była jednak tak samo przyjemna jak Cooking Mamma właśnie, razem z krojeniem nożem, ruszaniem patelnią itd. Tutaj jednak wchodzi ten element przekombinowania – okazało się, że żeby rozbić jajka to muszę zacząć rapować razem z jakimś przemiłym grubaśnym czarnoskórym kucharzem. Jak mniemam u nas to będzie Tede, ale mogę Was zapewnić, że pomimo pochwał pani ze stanowiska nie czułem się dobrze rapując po niemiecku do jajka. Nie wiem czy twórcy chcieli umieścić w swojej grze za dużo rzeczy naraz, ale efekt końcowy odrobinkę mnie przytłoczył. Jestem ciekawy co będzie w innych konkurencjach, ale na to będę musiał zaczekać już do premiery gry.

Jeśli chodzi o patrzenie perspektywiczne i poruszanie się w głąb ekranu to dobrym przykładem tego jest Tumble. Początkowo liczyłem, że będzie to Boom Blox, tylko na PlayStation Network, ale niestety wygląda na to, że grze zabraknie magii, którą tak ceniłem w tytule reklamowanym imieniem Stevena Spielberga. W Tumble gramy w ten sposób, że za pomocą kontrolera i wciśnięcia przycisku Move podnosimy klocek i po prostu kładziemy go na wieży. Do obsługi kamery służy przycisk „t”, czyli po prostu trigger. Niestety początkowo trudno było mi się odnaleźć w tej przestrzeni 3D i klocki głównie kładłem poprawnie dzięki cieniowi, jaki rzucały na planszę. Gra jest bardzo dokładna, co jest jej zdecydowaną zaletą, ale sama rozgrywka wydawała się dość monotonna, a oprawa i otoczenie zbyt sterylne, by dało się Tumble poświęcić sporo czasu. Chyba wolałbym, żeby EA odtworzyło klasycznego Boom Bloxa, bo przy tamtej produkcji z chęcią spędziłbym znowu sporo czasu.

Na koniec zostawiłem sobie gry dla graczy albo tak mogłoby się wydawać patrząc na prezentację i oprawę takich tytułów jak The Fight. Produkcja ta jest ulepszonym boksem z zestawu Wii Sports z wystarczającą przekonywującą oprawą audiowizualną i odpowiednim odwzorowaniem ruchów. Tutaj jednak wyszło na jaw, że prawdopodobnie bez częstego kalibrowania Move nie będzie się dobrze sprawdzać. Wziąłem dwie różdżki do rąk po kimś, kto nie dokończył rozgrywki, ale widać było, że gra była skalibrowana pod niego. Praktycznie żaden cios mi nie wychodził i wręcz zastanawiałem się co się dzieje, bo moja postać reagowała ze znaczącym opóźnieniem na jakiekolwiek akcje. Potem jednak skalibrowałem kontroler pod siebie i rozgrywka nabrała sensu. Dobre kilka minut spędziłem tłukąc mojego wirtualnego przeciwnika i chociaż Adamek nie byłby ze mnie dumny, bo ataki raczej były nieskoordynowane to i tak z przyjemnością patrzyłem na to, gdy mój rywal leci na deski. No i było tam nawet odrobinkę wysiłku fizycznego, ale no ja mam kondycję typowego nerda, więc tym się nie przejmujcie. Ogólnie wrażenia były pozytywne, co prawda nie wiem czy dałbym radę grać w The Fight jakoś bardzo długo, ale jako chwilowa odskocznia wydaje się ciekawy.

Zanim przejdę do dania głównego to jeszcze krótko o SOCOM: Special Forces, które również było prezentowane w wersji na PlayStation Move. Sterowanie oczywiście działa, gra się całkiem dobrze, chociaż wcale nie powiedziałbym, że mamy większą dokładność niż na DualShocku 3. Znaczy się na pewno mamy większą celność, ale z drugiej strony jakoś trudniej szło mi poruszanie się, choć to może być kwestia przyzwyczajenia. Mogę powiedzieć natomiast, że gra odwzorowuje ruchy Move jeden do jednego, bo widziałem jak kursor razem z moją trzęsącą się ręką przeskakuje po ekranie. W sumie to może być problem przy celowaniu, ale Zipper ma jeszcze czas, by to dopracować.

Na koniec zostawiłem sobie dwa tytuły, które zrobiły na mnie największe wrażenie – po pierwsze Virtua Tennis 4. Gra była prezentowana bardziej w formie tech dema, bo my sami nie sterowaliśmy naszą postacią, a robiła to za nas konsola. Mimo wszystko oddanie zagrywek było bardzo dokładne, więc nie było problemu z lobami, dropszotami czy smeczami oraz walką pod siatką. Niestety lekkim zaburzeniem immersji było to, że na każdej powtórce oglądaliśmy naszego zawodnika jako awatara, by zaraz potem widzieć jedynie wirtualną rakietę wiszącą w powietrzu i reagującą na nasze ruchy Move. Jakoś się to ze sobą nie kleiło, ale poza tym VT4 wydaje się świetna i ja już mam ją w planie zakupowym. Ach, jeszcze słówko o grafice – wyglądało to praktycznie tak samo jak w poprzedniej części, chociaż gra obsługuje również tryb 3D, więc może to jest jej dodatkowy atut.

Drugą wisienką na torcie jest oczywiście Heavy Rain. Tutaj nie ma co się rozpisywać, bo widać, że David Cage od początku miał w planie implementację nowego interfejsu w swoim tytule. Oczywiście niektóre elementy scen statycznych wydają się dziwne, gdy wykonujemy je dwoma rękami, a właśnie np. wchodzimy po schodach, ale Move świetnie sprawdza się we wszystkich scenach walki, gdzie napięcie jest największe. Dzięki nowego kontrolerowi czujemy jakbyśmy tam naprawdę byli, a adrenalina jeszcze szybciej płynie przez nasze ciało. Ja już jestem pewien, że przejdę jeszcze raz Heavy Rain z Move i wszyscy, którzy ominęli ten tytuł teraz będą mieli konkretny powód, żeby spróbować.

Podsumowanie nie wiem czy jest koniecznie, ponieważ gry jasno pokazują jaka jest tendencja. Potencjał i dokładność w nowym kontrolerze Sony z pewnością jest, ale najprostsze mini gierki jakie oferuje nam wydawca w dniu premiery jakoś się nie sprawdzają i raczej nie przekonują mnie do zakupu. Co innego ping pong w Sports Champions czy odrobinkę ambitniejsze produkcje jak RUSE czy VT4. Ja nowy kontroler nabędę z przeświadczeniem, że może być już tylko lepiej, ale jeśli macie go kupować razem z PS3 to zdecydowanie lepiej zaczekać i zobaczyć jak się sytuacja rozwinie.

KOMENTARZE (2)

  • Sialala Wrzesień 07, 2010 o 10:37

    nareszcie!

    pytanie podstawowe: czy w tego tenisa stolowego z zestawu sportowego bedzie mozna grac we dwie osoby na split screenie?

  • Beniamin Durski Wrzesień 07, 2010 o 17:25

    Tak, tak właśnie graliśmy w tego ping ponga z tap-chanem razem na jednym ekranie.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.