
Kiedy piszę ten tekst, miliony osób na całym świecie mają już w rękach kopie Halo: Reach. Trudno o lepszy moment na recenzję książki, która uzupełnia historię opowiedzianą w najnowszej grze Bungie. A może to gra uzupełnia książkę?
Autor
Eric Nylund nie jest typowym autorem książkowych adaptacji gier. W jego dorobku brakuje tytułów z uniwersum Gwiezdnych Wojen, nie brak za to klasycznych powieści fantasy, nie wspieranych licencją znanej gry lub filmu. Taki jest na przykład debiut Nylunda, Pawn’s Dream, historia pewnego samotnego sprzedawcy, który we śnie przenosi się do tajemniczego Opactwa.
Co ciekawe, Eric Nylund, z wykształcenia chemik, złapał za pióro pod wpływem impulsu, zawiedziony jakością książek pewnego znanego autora. “To nie może być trudne”, pomyślał. Nylund zaczął więcej czytać, ukończył kilka specjalistycznych kursów, zapoznał się z ponad dwustoma poradnikami pisarskimi i w ramach eksperymentu napisał swoją pierwszą powieść. Jakiś czas później, świeżo upieczonego pisarza “przygarnął” Microsoft – najpierw jako autora instrukcji oprogramowania, potem w charakterze konsultanta, wreszcie jako twórcę powieści na licencjach gier. To właśnie wtedy nastąpił przełom w karierze autora: Eric Nylund napisał książkowe preludium wielkiego hitu na Xboxa – Halo: Combat Evolved.
Książka
Jest rok 2517, doktor Catherine Halsey poszukuje kandydatów do ściśle tajnego projektu Spartan-II, mającego na celu stworzenie elitarnego oddziału super-żołnierzy. Towarzyszy jej porucznik Jacob Keyes, znany ze swojej lojalności i dyskrecji. Obserwowani rekruci to zamieszkujące rozmaite planety dzieci. Jednym z nich jest główny bohater powieści – sześcioletni John, przyszły zbawca ludzkości znany jako Master Chief.
Pierwsze rozdziały The Fall of Reach opisują wyczerpujące szkolenie młodych Spartan w tajnym ośrodku szkoleniowym na planecie Reach. Rekruci są poddawani próbom siły i charakteru, rozwijają umiejętności taktyczne, poszerzają wiedzę historyczną. Wszyscy są przy tym poddawani głębokiej indoktrynacji, mającej zapewnić ich lojalność, dyscyplinę i brak skrupułów wobec wroga. Cały proces przywodzi na myśl inne książki science-fiction z silnym motywem treningu: Wieczną Wojnę Haldemana, Żołnierzy Kosmosu Heinleina i Grę Endera Carda. Oczywiście są to książki inne w wymowie (zwłaszcza Wieczna Wojna), o wyraźniejszym przesłaniu, jednak The Fall of Reach nie stroni od heinleinowskiej pro-wojskowej propagandy i typowej dla Gry Endera przemocy. Szczególnie zapadł mi w pamięć niepokojący fanatyzm Spartan. Superżołnierze, zwłaszcza Master Chief, wydają się funkcjonować wyłącznie na poziomie zadań, rozkazów i dyrektyw. W niektórych przypadkach ich żelazna dyscyplina i tok rozumowania są wręcz upiorne, co wydaje się być zamierzonym zabiegiem. Wielka szkoda, że opisy fizycznych i psychicznych przemian głównego bohatera dość szybko ustępują relacjom z kolejnych misji oraz ostatecznego upadku planety Reach. To trochę tak, jakby autor najpierw postanowił zmierzyć się z Cardem, Heinleinem czy Haldemanem, by w ostatniej chwili zrezygnować i uciec w bezpieczne rejony czystej rozrywki i kosmicznego “łubudu”.

No właśnie, jak to jest z tą rozrywką? Zaskakująco dobrze. The Fall of Reach po prostu chce się czytać. Eric Nylund zaskoczył mnie solidnym warsztatem, bardzo rzadkim wśród twórców książek na podstawie gier. Pisarz nie zanotował zbyt wielu wpadek, największą jest przeciętna pierwsza scena akcji, która na szczęście nie psuje dobrego wrażenia. Budująca jest łatwość, z jaką autor unika wielu błędów popełnianych przez kolegów po fachu: nie traktuje czytelnika jak dziecko, dba o ciekawe opisy i przede wszystkim nie próbuje na siłę odtwarzać sposobu narracji z konsolowego pierwowzoru. W rezultacie otrzymujemy powieść, którą da się czytać nawet bez znajomości fabuły Halo. Achievement unlocked.
Kulinarna metafora
The Fall of Reach to książkowy odpowiednik niezłej pizzy i solidnego piwa. To nie jest danie, którym zaimponujesz dziewczynie na romantycznej kolacji. Po posiłku raczej nie poprawisz swojego rekordu w półmaratonie, prędzej przybędzie Ci kilka gram zbędnego “balastu”. Być może odstraszysz kilka osób cebulowo-chmielowym chuchnięciem, ale będziesz syty i zadowolony. Raz na jakiś czas można zapomnieć o diecie.
The Fall of Reach a Halo: Reach
Kiedy Microsoft zapowiedział wydanie Halo: Reach, wielu graczy stwierdziło, że najprawdopodobniej będzie to adaptacja książki Nylunda. Tak się nie stało. I gra i powieść opowiadają własne historie, uzupełniają się, choć unikają wzajemnych nawiązań. Wspólnym mianownikiem jest inwazja na tytułową planetę, ale to, co książka omawia na kilkudziesięciu ostatnich stronach, jest tłem całego Halo: Reach. Dzięki takiemu zabiegowi lektura nie psuje zabawy z konsolą, za to pozwala lepiej zrozumieć skalę inwazji. Można śmiało łapać za pada niezależnie od tego, czy się książkę zna, czy nie.
Opinie z sieci
The Fall of Reach cieszy się naprawdę wysokimi ocenami internautów. W 5-stopniowej skali serwisu GoodReads, książka utrzymuje średnią 4,14 (1461 głosów). To więcej, niż wspomniane wcześniej Starship Troopers (średnia 3,85) i Wieczna Wojna (średnia 4,08). Gra Endera jest oceniana nieznacznie lepiej (średnia 4,20). 271 użytkowników serwisu Amazon.com oceniło powieść średnio na 4,5 gwiazdki (na 5 możliwych do zdobycia), przy czym 195 czytelników uznało, że The Fall of Reach zasługuje na maksymalną ocenę.
Pierwsze wydanie:
Halo: The Fall of Reach
Autor: Eric Nylund
Liczba stron: 352
Wydawca: Del Rey (2001)
ISBN-10: 0345451325
ISBN-13: 978-0345451323
Cena: 23,04 zł (empik.com)
Wydanie poprawione:
Autor: Eric Nylund
Liczba stron: 415
Wydawca: Tor Books (2010)
ISBN-10: 0765328321
ISBN-13: 978-0765328328
Cena: 10,19$ (amazon.com)
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Następna generacja? Dzięki, postoję
Następna generacja? Dzięki, postoję
Diabelski romans wisi w powietrzu – Dante nie będzie sam
Diabelski romans wisi w powietrzu – Dante nie będzie sam
Najgorętsza dzisiejsza plotka – Gran Turismo 6 już w produkcji!
@R4v: Live for Speed na studiach.
Aaa, no to nie dziwota że nie możesz się w GT doszukać tych elementów sym@adek: Nie wiem czy rzadkość, ale jak szukałem ostatnio to nie było więc teraz rzuciłem się jak kot na kubecze
KOMENTARZE (1)
Zaskakująco (jak na tak rozrywkowy materiał) dogłębna recenzja. Szczególnie podoba mi się osadzenie tej książki w kontekście podobnych fabularnie powieści SF, zamiast oczywistego, mechanicznego porównania z innymi 'growymi' powieściami. Więcej takich materiałów!