Artykuły

Aleksander Lemlich Dlaczego warto kupić Enslaved: Odyssey to the West

W świecie Enslaved: Odyssey to the West ludzkość nie ma łatwo. Nie dość, że Ziemia została gruntownie zniszczona przez kataklizmy, to jeszcze na jej powierzchni grasują niezbyt przychylnie nastawione do gatunku ludzkiego roboty. Wyłapują one niedobitków, pakują do wielkich statków powietrznych-więzień i odlatują w nieznane. W jednym z takich statków dochodzi do przypadkowego spotkania dwójki głównych bohaterów gry – rudowłosej Trip i Monkey, z fryzurą niczym lodowy stożek*. Spotkanie jest o tyle nietypowe, bo ma miejsce w momencie, w którym Trip włamuje się do systemu statku i zasadniczo powoduje jego całkowitą awarię. Na szczęście bohaterom udaje się – tuż przed katastrofą – wspólnie uciec z latającej fortecy.

Kiedy Monkey odzyskuje przytomność po upadku, zdaje sobie sprawę, że ma na głowie cybernetyczną opaskę, zakładaną więźniom przez maszyny. Ma ona na celu przejęcie kontroli nad osobnikiem, a w razie ostateczności – jego eliminację. Sprawa z opaską jest o tyle nietypowa, albowiem to Trip zamontowała ją swojemu kompanowi, uprzednio ją zhackowawszy. Teraz Monkey musi wykonywać wszelkie jej rozkazy, w przeciwnym wypadku może otrzymać niezbyt przyjemną dawkę prądu. Ma też chronić Trip – jeśli ona zginie, on również polegnie. I w ten oto sposób Monkey zostaje zmuszony pomóc Trip w odnalezieniu jej osady, ukrytej gdzieś przed maszynami kilkaset kilometrów za miastem, w którym wylądowali. Tak też zaczyna się właściwa przygoda w Enslaved.

Enslaved: Odyssey to the West
Wydawca: 
Cenega Poland
Deweloper: Ninja Theory
Platformy: PS3, Xbox 360(recenzowana)
Cena: 229 zł SCD

Co mi się podobało:

- Bohaterowie – Monkey i Trip to naprawdę zgrana para. On silny, pięknie zbudowany, zwinny niczym małpa, ona śliczna, mniejsza, delikatniejsza, ale za to sprytniejsza (świetnie zna się na elektronice i technologii maszyn) – we dwoje mogliby naprawdę zawojować świat… co też zasadniczo czynią. Monkey ma do tego obłędny tembr głosu – w rolę tego bohatera wcielił się Andy Serkis, więc na pewno wiecie, czego możecie się po nim spodziewać.

- Emocje – Enslaved dostarcza ich naprawdę całą masę. I to nawet nie chodzi o samą rozgrywkę, lecz o świetne przerywniki filmowe, w których poznajemy coraz bliżej głównych bohaterów, a przede wszystkim jesteśmy świadkami metamorfozy ich związku powstałego, nie ukrywając, z przymusu. Nietrudno się chyba domyśleć, że między Trip a Monkey wytworzy się coś więcej niż tylko fizyczna więź. Nie myślcie sobie jednak, że otrzymacie banalną miłosną historyjkę z buziakiem na finiszu. O nie, w Enslaved jest zupełnie inaczej. Przede wszystkim mamy genialnie zagrane role przez żywych aktorów. Wszystko opiera się na sesjach motion-capture, zatem przywiązanie do detali jest naprawdę spore. Gesty, mimika, ton – to wszystko prezentuje się tak naturalnie, że właściwie już od pierwszego spotkania z bohaterami czujemy się z nimi związani i chcemy sprawdzić co będzie dalej. Do tego mamy naprawdę nieźle napisaną historię z zaskakującym zakończeniem, z dobrymi dialogami i dużą dawką świetnego humoru.

- Design – Gra Ninja Theory jest ładna. Autorom udało się wytworzyć ciekawą wizję postapokaliptycznego świata, zdecydowanie inną niż te, do których przyzwyczaiła nas chociażby Bethesda. Świat Enslaved, chociaż wypełniony ruinami miast, jest niezwykle barwny, wręcz przesycony kolorami. Zewsząd widać przedzierającą się przez zgliszcza naturę – piękne drzewa, krzewy, obłędne kwiaty. Gra ma wręcz baśniowy klimat, w którym jedynie wszechobecne złe maszyny nie pasują do całego obrazu.

- System walki – prosty, ale równocześnie satysfakcjonujący i momentami całkiem widowiskowy. Na początku mamy co prawda ograniczony wachlarz ruchów, ale wraz z postępem gry zdobywamy porozrzucane po poziomach błyszczące kule, które możemy przeznaczyć na odkrywanie kolejnych umiejętności. Oprócz samego walenia z pięści, Monkey – bo to nim bezpośrednio sterujemy – potrafi bić elektrycznym kijem i strzelać nim energetycznymi pociskami. Czasami mamy też możliwość wyrwania jakiegoś działa i naparzania z niego we wroga. Nie jest to jakiś super oryginalny system, ale wraz z możliwością robienia uników, blokowania, kontr i rozwojem postaci, daje on naprawdę multum zabawy. Monkey ma nawet swoje finiszery, w których kamera pokazuje z bliska towarzyszące bohaterowi grymasy podczas dobijania wroga.

- Kamera – spodobało mi się, że kamera często inteligentnie podąża za nami, np. obracając się automatycznie wraz z naszym skrętem. Taki detal, ale jakoś zwróciłem na niego uwagę.

Co mi się nie podobało:

- Zamknięty świat – choć na pierwszy rzut świat Enslaved jest ogromny, to tak naprawdę rozgrywka ograniczona jest do bardzo małych przestrzeni. Praktycznie nie ma możliwości pójścia gdzieś “w bok”. Monkey może chwytać się wyłącznie określonych i wyraźnie uwidocznionych elementów otoczenia. Do tego w grze jest cała masa niewidzialnych ścian. Nie jest to może jakoś specjalnie upierdliwie, gdyż w Enslaved ciągle gnamy gdzieś do przodu, a uproszczenia mają na celu przyciągnięcie większe go grona odbiorców, ale po prostu całość nieco kłóci się z obrazem zwinnego bohatera, który teoretycznie mógłby chwycić się czegokolwiek w zasięgu jego ręki.

- Niedociągnięcia techniczne - doczytujące się tekstury to już dobrze znana “funkcja” silnika Unreal Engine 3, na którym bazuje Enslaved. Dodajmy do tego przenikające się obiekty, momentami naprawdę słabej jakości tekstury i, w pojedynczych przypadkach, zanikające efekty dźwiękowe. To są wciąż detale, ale mam wrażenie, że gdyby twórcy poświęcili sferze technicznej nieco więcej czasu, to efekt mógłby być nieco lepszy. Ogólnie zaryzykuję stwierdzenie, że poprzednia gra Ninja Theory – Heavenly Sword – wyglądała lepiej. Być może to cena, jaką należy zapłacić za wieloplatformowość.

- Kooperacja – w założeniach wynikających z fabuły gry, Monkey i Trip prawie cały czas są razem i pomagają sobie nawzajem. W grze mamy możliwość wykorzystywania umiejętności Trip. Możemy np. zwrócić uwagę robotów na bohaterkę tak, aby Monkey był w stanie zajść przeciwników po cichu od tyłu i wykończyć wroga z zaskoczenia. Problem w tym, że twórcy podeszli do sprawy mało ambitnie i właściwie kooperacja odbywa się w bardzo ograniczonym stopniu, a do tego zabawa ta staje się szybko monotonna.

Podsumowanie: Gorąco polecam Enslaved. Ta gra była dla mnie sporym zaskoczeniem. Kiedy już do niej usiadłem, kompletnie nie mogłem się od niej oderwać. Pokochałem Trip i Monkey. Nie zwracajcie uwagi na drobiazgi, one naprawdę nie psują ogólnej zabawy. To historia napędza tę grę, warto ją poznać, przeżyć. Ninja Theory udało się świetnie zbalansować różne elementy rozgrywki, więc również w Enslaved nie ma mowy o nudzie. A nawet jeśli czasem może wedrzeć się pewna monotonia, to tylko na krótko – chwilę później dostajemy energetycznego kopa, a to za sprawą nowego przerywnika, a to dzięki jakiejś nowej formie rozgrywki. Zagrajcie. Warto.

*Jak zagracie w Enslaved, to zrozumiecie o co chodzi.

Jak grałem: Przeszedłem grę na normalnym poziomie trudności, starając się eksplorować w pełni poziomy. Skończyłem grę w ok. 12 godzin. Grę do recenzji udostępnił nam polski wydawca, firma Cenega.

Beniamin Durski: Nie do końca mogę się zgodzić z samą recenzją, bo przynajmniej na mnie Enslaved nie wywarło tak wielkiego wrażenia, by nie zauważyć licznych niedociągnięć w sferze technicznej i mechanicznej samej gry. Emocje jakie wzbudza dwójka bohaterów i otaczający nas świat to zdecydowane zalety tego tytułu i dla nich warto w produkcję Ninja Theory zagrać. Niestety będzie się to wiązać z walką z kamerą, która nie jest dla mnie w żadnym wypadku atutem, a dość poważną wadą podczas walki z przeciwnikami. Wariuje, robi dziwne przybliżenia, jest zasłaniana przez obiekty i bardzo często powoduje, że atakujemy odwróceni tyłem do przeciwników, po prostu nic nie widząc. Po prostu w walce nie nadąża za akcją.

Podobnie mam pewne zarzuty do systemu walki, powtarzalności przeciwników i bossów oraz technicznych błędów w kwestii rozgrywki, takich jak zawieszanie się zagadek, klatkowanie, znikanie postaci w scenkach przerywnikowych. Tej grze zabrakło rozbudowania w sferze rozgrywki i kilku tygodni porządnych testów. Może brzmi to negatywnie, ale ktoś musiał dodać łyżkę dziegciu do tego dzbanka miodu. Mimo wszystko Monkey i Trip zasługują, żeby ich bliżej poznać, a świat i historia stworzona w Enslaved wynagrodzi Wam większość niedogodności. Nie wiem tylko czy nie lepiej poczekać, aż gorący okres się skończy.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (6)

  • whuu Październik 15, 2010 o 15:38

    gra jest naprawdę fajna, choć w pewnej chwili straciłem trochę motywacji, żeby iść dalej. Na PS3 screen tearing podczas ujęć pokazujących panoramę zniszczonego miasta jest straszny:(

  • Beniamin Durski Październik 15, 2010 o 15:57

    @Inzynier: tak, ale bledy techniczne, o których wspominałem występują też na Xboxie 360. Jedynie framerate jest "troszkę" lepszy, ale nadal nie do końca płynny.

  • inzynier Październik 15, 2010 o 16:35

    e tam .. i tak się na tym nie znam, a demo mnie zauroczyło... 3 razy je zrobiłem.. poczekam aż się w pracy zamęt skończy i przejdę całość na pewno!

  • deusz Październik 15, 2010 o 16:48

    Właśnie w demie przeraziła mnie praca kamery od której po paru minutach rozbolała mnie głowa. W trakcie walki tak na prawdę kamera nie wie gdzie się ustawiać ;/

  • Youzeg Październik 16, 2010 o 01:15

    Bardzo podoba mi sie wasza forma recenzji. Kudos jak to mówią za wielką wodą.
    I w stu procentach zgadzam sie z oceną Kennera. Ta gra wciągnęła mnie z taka siła porównywalna jedynie z Uncharted 2. To chyba ta wszechobecna zieleń :)

  • whuu Październik 17, 2010 o 23:29

    właśnie skończyłem, gra jest wielka. rozkręca się aż do finału




Powrót do góry