Wszyscy już wiemy, że nowy Medal of Honor nie pobije Call of Duty. Przynajmniej nie tym razem, ale ja Danger Close daję kredyt zaufania i wbrew obiegowej opinii uważam, że w najnowszą część o żołnierzach pierwszego stopnia warto zagrać.
Co mi się podobało:
-Realizm zamiast pompy – Jeśli szukacie w nowym Medal of Honor wybuchów atomowych, obrony Burger Kinga czy bohaterskiego rajdu do zniszczonego Białego Domu to rzeczywiście możecie się rozczarować. Ja natomiast byłem już tak zmęczony pompą serii Call of Duty, że z ciekawością przyjmowałem kolejne misje w nowym MoHu. W końcu tu cele były sensowne i nie sprowadzały się do pozostawienia za sobą stosu trupów i uratowania świata. Może nie jest to poziom filmu dokumentalnego, ale chwilami naprawdę ma się wrażenie, że właśnie gdy my gramy to podobny oddział skrada się na tyłach wroga w rzeczywistym świecie.
- Zróżnicowanie działań – Nie chcę Wam psuć zabawy z odkrywania tego, co w grze przyjdzie Wam zrobić, ale muszę powiedzieć, że jest to całkiem udana mieszanka fragmentów rozgrywki z wcześniejszych gier z serii Call of Duty upieczona w dość realnym sosie. Będzie trochę skradania, trochę zabawy snajperką oraz helikoptery. Więcej nie powiem.
- Proszę dalej – Rzadko kiedy scenariusz w strzelaninach jest ciekawy, no i tutaj przełomu nie będzie. Doceniam jednak starania twórców, ponieważ jest on prosty i zarazem spójny. Kto grał w MW2 ten wie, dlaczego uważam to za zaletę. Rewelacyjnie wypadają bardzo płynne przejścia pomiędzy misjami. W jednej chwili jesteśmy pilotem helikoptera wracającym do bazy, by za sekundę uratować mu życie zabijając obsługę działka AA jako snajper. Małym smaczkiem są również scenki renderowane, które choć wypadają odrobinkę drętwo to we współczesnych strzelaninach są raczej ciekawostką.
- Agent pierwszego stopnia – Sporo osób narzekało na długość kampanii. Rzeczywiście nie jest to najdłuższa gra w, ale nowy Medal of Honor oferuje jeden całkiem ciekawy tryb dla pojedynczego gracza. W Tier 1, przechodzimy jeszcze raz kampanię, ale tym razem na czas, bez punktów kontrolnych i starając się uzyskać jak najlepszy wynik, by pochwalić się przed światem. Jest nawet możliwość wysłania im wiadomości, że właśnie dotarliśmy dalej niż oni, działa to troszkę podobnie jak w Demon’s Souls.
- Dobrze rokujący tryb multiplayer – Tutaj nie będzie wielkich wywodów, bo jak zajrzycie do fragmentu „jak grałem” tej recenzji to stanie się jasne, że na kompletną ocenę trybu wieloosobowego jeszcze jest za wcześnie. Mimo wszystko po tym, co zobaczyłem śmiem sądzić, że fani sieciowego strzelania się nie zawiodą. Wystarczająca liczba trybów, odblokowywanie kolejnych poziomów i gadżetów, różne klasy postaci i zapowiedź dłuższego wsparcia dla gry sugeruje, że Medal of Honor to nie jest gra tylko, by ją przejść i zapomnieć.
- MoH: Frontline – jak bardzo by się nie zestarzał, jak źle nie byłby przeskalowany to zawsze jedna dodatkowa gra w pudełku, a darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Oczywiście punkt ten dotyczy wersji na PS3 tylko i wyłącznie.
Co mi się nie podobało:
- Gdzieś już to widziałem – Przed tym argumentem trudno uciec – Medal of Honor, jeśli chodzi o rozgrywkę czy to w singlu czy multi nie wprowadza prawie żadnych świeżych patentów. Kładzie nacisk na inne elementy, które czasem były w serii Call of Duty zaniedbywane, ale sprowadza się do tego samego, skrypty plus multi z rozwojem klas i odblokowywaniem broni.
- Nie tędy droga – Singiel jest przyjemny, ale twórcom na otwartym terenie jakim są z pewnością afgańskie góry nie udało się rozwiązać jednego problemu – niewidzialnych ścian. Czasem chcielibyśmy oflankować wroga, przebiec obok kompana czy po prostu schować się za innym kamyczkiem niż gra przewiduje. Niestety pod tym względem jest dość wybredna.
- Nie kopie się leżącego – Jedną z bardziej zauważalnych wad trybu multiplayer w nowym Medal of Honor jest brak mechanizmów wspomagających drużynę przegrywającą. Po prostu przy dość dużej przewadze zaczyna się miażdżenie, zrzucanie nalotów na punkty respawnu i problematyczna radość z gry po drugiej stronie.
- Mapy wydzielone na tryby – Nie jest to duży problem, ale podobnie jak w Battlefieldzie tutaj również w danym trybie rozgrywki dostępne są tylko niektóre mapy. Problem jest taki, że trybów jest więcej, więc map przydających na każdy jest mniej. Oczywiście pewnie będą udostępniane w kolejnych darmowych dodatkach, ale na początku czuje się lekką powtarzalność terenu, po którym biegamy.
Podsumowanie: Medal of Honor nie wyznacza nowej drogi dla gatunku strzelanin, ba musi jeszcze nadgonić kawałek do pierwszego Modern Warfare, by móc mówić o równej rywalizacji. Najważniejsze jednak, że nie boi się konkurencji, bo stawia na odrobinę inną rozgrywkę. Mi się to podoba, bo rzeczywiście byłem zmęczony bohaterstwem i ratowaniem świata po godzinach. Film dokumentalny to może nie jest, ale przynajmniej czujemy, że to mogłoby mieć miejsce gdzieś tam daleko w Afganistanie. Dołóżmy do tego dość przyjemny multiplayer, który jednakże czasem potrafi rozdrażnić, gdy jesteśmy ograniczeni do biernego oglądania własnych śmierci. Medal of Honor to nie jest nowy król, a bardziej dobra rzemieślnicza robota, która pokazuje, że Danger Close ma jeszcze szansę zbliżyć się do konkurencji, bo spory dystans już przebyli. Może warto zagrać w ramach rozgrzewki przed Black Ops.
Jak grałem: Przeszedłem grę na poziomie trudności hard, co zajęło mi około 6 godzin. Odpaliłem sobie tryb Tier 1, ale przez nieuwagę/bohaterstwo w dwóch misjach udało mi się zginąć blisko końca, więc tym trybem będę się jeszcze bawił. Pograłem w multi około kilku godzin i często dostawałem łupnia ucząc się rozstawienia map, działania trybów, poznając broń. Od niedawna powoli zaczynam wychodzić na plus. Moje statystyki do sprawdzenia tutaj, nie jestem z nich dumny, na razie.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Zajrzyj do bazy XCOM i poznaj datę premiery [to WY chcieliście tej gry!]
Chcesz zobaczyć nową konsolę? Będzie na to kilka sposobów [E3]
Następna generacja? Dzięki, postoję
Następna generacja? Dzięki, postoję
@adek: Nie wiem czy rzadkość, ale jak szukałem ostatnio to nie było więc teraz rzuciłem się jak kot na kubecze
KOMENTARZE (4)
Moje odczucia sa identyczne. Dobra gra, ciesze sie, ze ja kupilem.
Ja również się zgadzam z oceną. Już wiem, że sprzedam grę, ale nie żałuję zakupu, bo single naprawdę mi się spodobał. Lubię takie "żołnierskie" historie. Fakt, niedługie to i niewiele w tym świeżości, ale wciąga. A do plusów dodałbym jeszcze udźwiękowienie - momentami muzyka jest genialnie dopasowana do akcji.
Co do multi, to mam podobnie jak Emiel. Najpierw dostawałem w rzyć, a dopiero po dobrym poznaniu zakamarków map zaczyna być lepiej. Gram głównie w Misję Bojową. No i rzeczywiście, napiszę to po raz n-ty - przydałoby się więcej map, trzy w Misji Bojowej to trochę za mało.
Dobra recka, oddająca właśnie to czym jest nowy MoH, bez mszczenia się tylko dlatego że nie idzie w multi (jak to w recenzji na wiadomym blogu) ;)