Artykuły

Cascad Krzywym Okiem: Coś się zbliża i śmiesznie pachnie, czyli parę słów o najbliższych premierach

Słowem wstępu i przywitania, prezentuję rubryczkę (dzialik?) Krzywym Okiem, która zagości tu na stałe (a jak nie, to mnie Tepper zaszlachtuje), by w mniej newsowej formie opisać małe co nieco ze świata gier. KO czasem będzie dotykać przeszłości, czasem przyszłości, a czasem czegoś co zupełnie tu nie pasuje… Dziś skupię się na opcji numer dwa. Subiektywnie, bo tak jest fajniej.

2010 mamy już sobą, trzeba więc przygotować się na kolejny „najlepszy w historii branży” rok dla graczy. Nawet jeśli jego początek nie zwiastuje nic dobrego. Prawda?

Dla wielu osób styczeń = Dead Space 2, czyli premiera bardzo oczekiwanej produkcji ze świata survival-prawie-że-horrorów. Patrzę na to, notabene, krzywo ze względu na ogólny wydźwięk części pierwszej. TAK wyglądała pięknie i TAK potrafiła to czego Resident Evil wciąż się nie nauczył, ale nie stawiajmy na ołtarzach gry w której można naraz strzelać i chodzić tylko ze względu, że można… No właśnie, co? Strzelać i chodzić? W korytarzu? Dzieci w Stanach robią to od lat.

Wprowadzanie ulepszeń broni jest równie fajne co oklepane, zabawy z grawitacją także. Sam pomysł na fabułę o mrocznym hydrauliku, który zapewne był w dzieciństwie królem strzelnicy w wesołym miasteczku, mnie nie rusza. Porównania Ishimury do Nostromo przemilczę – nazywanie tej gry spadkobiercom Obcego jest pomyłką, bo tego właśnie w niej najbardziej brakuje: prawdziwego przeciwnika który jest drapieżnikiem do potęgi 99.

Powyższy problem jest już teraz widoczny w DS2. Ten tytuł ma wszystko co miały kultowe obrazy z Sigourney Weaver poza jego dwoma najważniejszymi atutami: czyli łysą babą i goniącą ją, śliniącą się, pijawką rozmiar XXL, której sam widok sprawiał, że chciało się schować pod łóżko i szukać grzybów. Nie twierdzę, że to tytuł niegrywalny i słaby, jednak czuję się mocno zagubiony w tłumie odliczającym dni do jego premiery.

To nie koniec „ofensywy” od EA, które zechce sprzedać nam w lutym DarkSpore (PC), mające być nowym rodzajem action-rpg. Kontakt z tą grą miałem następujący, obejrzałem poniższy trailer:

I stwierdziłem, że nie chcę Pokemonów połączonych z Warcraftem, utopionych w niesamowicie słabej animacji i designie. Zostałem zwyczajnie odrzucony od tego konceptu. Jeśli się mylę i w tym produkcie będzie coś godnego uwagi dla wybrednego gracza to mnie poprawcie w komentarzach. W swej próżności posunę się jednak do stwierdzenia, że samo patrzenie na ten zwiastun mnie bolało (a złośliwie dodam, że Diablowaty był, a Diablo dwa może nosić tornister za Diablo jeden).

Aha, będzie też Mass Effect 2 na PS3, którego największą zaletą jest to, że posiadacze maszynki Sony nie mają (teoretycznie) dostępu do jedynki. Nigdy więc nie przekonają się jak bardzo zgwałcono rewelacyjność poprzednika tej gry. W sumie Elektronicy ładnie to wykombinowali. Pokażą początek trylogii tylko na zasadzie interaktywnego komiksu, tak żeby większość osób nie wiedziała co straciła. Marketingowo ma to sens.

Uśmiechać się od ucha do ucha można zacząć w lutym, gdy do cyfrowej dystrybucji trafi Beyond Good & Evil HD (gra, która ponad poziomy wylatuje) i Torchlight (gra, która rusza nawet na średnich lapkach, przyjemnie kopiuje Diablo i zyskała tonę przychylnych opinii na rynku pecetowym). Dodajmy do tego prawdziwą fiestę dla maniaków dwuwymiarowych komandosów – Hard Corps Uprising, dobrze znane stare-nowe Bejeweled Blitz Live i raczej nie interesujące nikogo Full House Poker. Wszystkie te gry będą dościągalne i wejdą w skład smacznej akcji Xbox Live Arcade House Party. Co prawda na dźwięk house party odruchowo szukam swych brzoskwiniowych okularów i koszulki z napisem „weź pigułkę”, ale inicjatywę i tak popieram. Nawet pomimo mylącej, zachęcającej do skakania, nazwy.

Na dniach wyjdzie pierwszy mocny exclusive 2011 czyli LittleBigPlanet 2, gra która broni się sama i jest mini-warsztatem developera. To jak się ją oceni zależy od ciśnienia dużych chłopców na kolejne chwycenia za klocki Lego. Mnie to rusza, mnie to trzyma… Tylko skąd wziąć zaparcie na stworzenie prawdziwej epopei? Nie wiem, ale liczę, że przy LBP2 powstanie niejedna fanowska MałaWielkaGra z prawdziwego zdarzenia.

Koniec lutego to drugi cios od Sony. Killzone 3 będzie piękną kontynuacją żołnierskiej historii i zdobywania pola walki metr po metrze. Wśród mało „bojowych” premier zapewne się wybije i spróbuje sieciowo powalczyć z Halo:Reach. Szkoda, że nie za bardzo jest pomysł na zrobienie z serii KZ prawdziwego symbolu i pomnika, na co ta gra była od początku kreowana. Patrząc na pokrętną historię Halo (czasy gdy miało wyjść na PS2, gdy było TPP itd.) widzimy co się dzieje, gdy gracze sami wybiorą jaka produkcja zasługuje na miano kultowej. Combat Evolved to osiągnęło właściwie bez upierdliwego marketingu, który dopiero potem stał się integralną częścią sagi. Bicie Helghastów zapewne nigdy do tego poziomu hype’u nie dojdzie… Nie zmienia to oczywiście faktu, że szpilą będzie godną i zabawną niczym kradzież bielizny znienawidzonej koleżanki z kolonii.

Pokrótce wspomnę jeszcze o tym co czeka na fanów odpałów, czyli Marvel vs. Capcom 3: Fate of Two Worlds, które łączy miłośników dwóch najbardziej bezsensownych uniwersów w historii w megamiodnej bijatyce, w której gubię się już na samym początku i nie za bardzo rozumiem czemu wszystko wybucha, a jakiś pan na mnie krzyczy. Wyjdzie jeszcze Kingdom Hearts re: Coded, o którym można powiedzieć tyle, że wielką tajemnica wiary jest to jakim cudem gry z tej serii otrzymują jakiekolwiek pozytywne oceny. Przynajmniej mojej wiary.

Za to nisz-gierkowcy lubiący japońskie wizje skuszą się zapewne na Knights Contract (bo berserkowe) i Trinity: Souls of Zill O’ll Zero (bo jest panienka bardziej odkryta niż zakryta). Te pewnie nie będą nie wiadomo jak udane, ale w swej oryginalności mogą potężnie zapulsować u zmęczonych sztampą kanapowych rycerzy.

A potem? A potem będzie marzec i się dopiero zacznie. Jak widać, z mojej perspektywy początek roku to bardzo spokojny okres, w którym można nadrobić parę zaległości i wymaksować Beyond Good & Evil HD – na czym szczególnie się skupię. Kocham ten pomysł, tę „arabską Wenecję”, zróżnicowanie produkcji Ancela i pewien smaczek, który mnie absolutnie rozkochał. Pamiętacie jeszcze jak w tej grze goniło się swojego psiaka po cudnie zielonej łące? Towarzyszącą temu muzykę, klimat i piękny krajobraz? Jeżeli tak to zapewne też będzie chcieli przeżyć to jeszcze raz, a jeśli was to ominęło to szykujcie portfele – jak rzadko kiedy.

Tak to widzę… I już rzucam Krzywym Okiem w inną stronę…

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (5)

  • angh Styczeń 10, 2011 o 03:09

    och, Death Space do mnie tez nei trafilo. Najblizszy zakup to chyba wlasnie kz3, bo multi po prostu jest najlepszym, w jakie gralem na konsole (mowie o beta 3, nie o 2...). No i czas dokupic cross edge do kolekcji. Chociaz to premiera nie jest...;) ale najbardziej to chyba na infamousa czekam.

  • skylight Styczeń 10, 2011 o 08:01

    Myślę, że wielokrotnie szum na forach zaciemnia rzeczywisty obraz. EA PL sugeruje nam, że u nas tak naprawdę mało kto na DS2 czeka i nawet nie robi polskiej wersji. Jeśli miałbym coś kupić w styczniu to wybrałbym pomiędzy LB2 a ME2. Ale czekam na luty i KZ3. inFamous2 ? Chętnie, ale jest jakiekolwiek potwierdzenie, że wyjdzie w tym roku ? No i w listopadzie Drake! Ostatnio wróciłem do U2 i tylko mnie to bardziej nakręca na trójkę.

  • deusz Styczeń 10, 2011 o 15:31

    Liczę na co najmniej bardzo dobry cykl. Świetnie się czytam i niestety lub stety zgadzam się z prawie wszystkim.

  • Beniamin Durski Styczeń 10, 2011 o 22:43

    Ja wręcz przeciwnie, z mnóstwem rzeczy się nie zgadzam.

    Słowo "oryginalność" w przypadku Trinity: Souls of Zill O?ll Zero jasno pokazuje jakie masz nastawienie do tego typu gier. Wybacz, ale ta gra ze wszystkich zapowiedzi wygląda na kolejną tragiczną i przede wszystkim sztampową japońską produkcję RPG, która jedyne co oferuje graczom to obrzydliwą grafikę. No i gdzie tu oryginalność?

    W zamian za to jedziesz po DS2 jak po burej suce, gdzie połowa z tych argumentów pasowałaby do KAŻDEJ strzelaniny w tej generacji, również do Halo: Reach, które jak mniemam Ci się podoba. O tyle to słabe, że każdą grę można tak zmieszać z błotem, bo nasze medium już takie przewidywalne po prostu jest. Sam wielkim fanem DS nie jestem, ale wydaje mi się to mocno niesprawiedliwe.

    Całość czyta się znakomicie, ale niestety treść jak dla mnie zbyt odległa od moich przekonań. Na szczęście tacy właśnie są Niezgrani, że są Niezgrani, posiadanie opinii ponad wszystko!

  • panyan Styczeń 11, 2011 o 13:01

    swietna lektura... ciekawe zdania, jakkolwiek kontrowersyjne...




Powrót do góry