Artykuły

Cascad Krzywym Okiem: Siemano Amano

Doszukując się w grach sztuki najlepiej jest zacząć od osób stojących za ich projektowaniem, od tego kim są, co prezentują i na co stawiają w swych dziełach. Człowiek o którym nie można zapomnieć przy takich rozważaniach to Yoshitaka Amano (1952). Wywodzący się z Shizuoki wszechstronny artysta na ścieżce swej kariery zahaczył bowiem o świat gier za co, z perspektywy czasu, możemy mu szczerze dziękować.

Niesamowicie utalentowany szkrab, jakim był w latach 50tych ubiegłego wieku, z radością zapełniał puste kartki, do których miał niemal nieograniczony dostęp za sprawą brata pracującego w fabryce papieru. Te ćwiczenia, zabawa i niesamowity talent pozwoliły mu na wejście do branży gdy miał zaledwie 15ście wiosen. Od wielkiej wytwórni Tatsunoko, przez lata spędzone ze Squaresoftem, doszedł na sam szczyt, będąc jednym z niewielu artystów, których dzieł nie starają się deprecjonować zarówno totalni laicy jak i pasjonaci sztuki z całego świata. Amano wyrósł znacznie poza naszą branżę, ale to co dla niej zrobił zasługuje choćby na kilka akapitów…

Prodigy

Całość zaczęła się od Tatsunoko Productions, gdzie jako gołowąs zdobywał bezcenne doświadczenie. Był 1967 rok, czas gdy anime parło do przodu niczym sumita zepchnięty z góry Fuji – do czego z pewnością przyczynił się także Amano. W tamtym czasie pełnił rolę designera postaci w tak chwytliwych i słynnych seriach jak Time Bokan, Gatchaman (emitowane nawet w Polsce podczas legendarnych teleferii jako „Wojna planet”), Tekkaman.

Prawdziwa sława i splendor nadeszły w 1983 roku, gdy powstało coś, co każdy powinien co najmniej kojarzyć – Vampire Hunter D. Przyznając się do wielkiego podziwu wobec Neala Adamsa (człowiek związany z DC Comics, odpowiadający za jedne z najlepszych historii o Batmanie, Supermanie i Zielonej Strzale), Amano z impetem wbił się w świat graficznej noweli prezentując D – błędnego rycerza, typa z którym każdy wampir ma ciężkie życie. Jego charakterystyczna sylwetka, kapelusz i płaszcz znane są każdemu miłośnikowi japońskiego fantasy. Postać ta do dziś posiada swoich wyznawców.

Najważniejszą dla nas – graczy – datą jest rok 1987, gdy stojące na skraju bankructwa Square podjęło się jeszcze jednego projektu. Projektu, który na całe szczęście wypalił. Nawet pomimo tego jak słabą maszynką był NES, niezdolny do zaprezentowania kunsztu wielkich designerów, nie można odmówić Amano walnego wkładu w sukces rodzącej się serii Final Fantasy. To on stworzył oblicze pierwszych części cyklu, to jego szkice zostały przekute w światy kręcące się wokół kryształów, wreszcie to jego wspaniałe okładki/loga do dziś jednoznacznie kojarzą się z tym cyklem.

Ostatnia Fantazja

Jego wkład w FF był największy w (złotym) okresie pierwszych sześciu części serii. Kultowa, oblizywana szorstkim jęzorem fanów, siódma część sagi była już zasługą innego projektanta, będącego obecnie nadwornym designerem Square Enix, Tetsuyi Nomury. Trzeba jednak zaznaczyć, że powszechnie znane sylwetki Clouda, Aeris i innych Sephirotów są przeróbką prac Amano. Dlaczego zdecydowano się na takie posunięcie? Powód był prosty – jego nierealne, senne, pełne ozdób i falistych linii rysunki stanowiły coś niemożliwego do przeniesienia w trzeci wymiar, którym branża zachłysnęła się w latach 96-98. Ktoś musiał poskromić wyobraźnię Yoshitaki i znormalizować jego wizję do czegoś co dałoby się płynnie pokazać na PlayStation. Paradoksalnie skromne procesory SNESa i NESa sprawiały, że nie było to konieczne, działając na oldschoolowej zasadzie „wyobrażania” sobie szczegółów i monumentalności dwuwymiarowego świata. Yoshitaka pracował także przy innych seriach, z czego najznamienitszym przykładem może być Front Mission.

Noble art

W tym momencie możemy cofnąć się do okresu przed dołączeniem do drużyny kwadratowych. Bardzo długa praca w branży anime stworzyła przed Amano szansę na zrobienie czegoś wielkiego wraz z innym wizjonerem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Angel’s Egg (1985) stworzone wraz z Mamoru Oshim (to on tak genialnie zaadoptował Ghost in the Shell na srebrnym ekranie) wprost wypala receptory, chcące nadążyć za artystycznym upustem emocji jego twórców. To ciężkostrawne, skowyrne, angażujące odbiorcę dzieło szybko zyskało status kultowego. Dwójka bezimiennych bohaterów nie dających się poznać, i jeszcze bardziej nieprzystępne otoczenie niemal wyjęte z obrazów surrealistów tworzy napój, którym można się zarówno upić jak i struć. Wielka rzecz.

Wypada wspomnieć, że rok przed powstaniem tego arcydzieła Amano dorobił się swej pierwszej wystawy „Maten”. Ilustrował też 20 komiksów, które rozeszły się w milionach kopii (w tym wymieniane już Vampire Hunter D). Co istotne: był wtedy wolnym strzelcem, piętnaście lat pracy w Tatsunoko zmusiło go do opuszczenia stałego etatu. Wszystko dla sztuki, jak sam mówi „Kiedy twoje życie jest zbyt stabilne, kreatywność umiera”.

Powierzchnie tnące

Prace Amano szybko zyskały uznanie na świecie, jego wystawy krążyły po Europie i Stanach, a on sam przeniósł się do swego wymarzonego miasta – Nowego Jorku (gdzie w 1997 zorganizował wystawę “Think Like Amano“). Kolejny raz przeciął się z równym sobie wizjonerem pracując przy Sandmanie z Neilem Gaimanem. Obdarzając opowieść swymi niesamowitymi ilustracjami. Efekt tej kolaboracji: Sandman – Senni Łowcy (uwaga – do kupienia w Polsce!) jest podkreśleniem wielkości tej sagi – będąc jej unikalnym, niepowtarzalnym odłamkiem, w którym grafika i narracja współgrają na każdej możliwej płaszczyźnie. Yoshitaka nie stronił od współpracy z zachodnimi artystami – starł się nawet ze światem Marvela, wykrzesując z Elektry i Wolverine’a coś zupełnie niespotykanego (trylogia „Elektra and Wolverine: The Redeemer”), ubierając ich w linie swej wyobraźni.

Romans Amano z animacją trwa do dziś – o czym przypomnieliśmy sobie nie tak dawno temu, oglądając pierwszy trailer Deva Zan, które ukazać ma się w 2012 roku i po raz kolejny zaprezentować niezwykły, równie fascynujący co niepokojący styl artysty. Styl, którego największą jak do tej pory dawkę zaprezentował w projekcie muzyczno-graficznym 1001 Nights (1998) stworzonym z Mike’iem Smithem. Mógłbym oczywiście opisać co się dzieje na ekranie w trakcie jego projekcji… Gdyby tylko istniały adekwatne słowa. To trzeba zobaczyć, choćby po to by zostać z orzeszkiem w głowie, gdy już się skończy i człowiek zechce to sobie wszystko poukładać. 21 minut nieziemskiej podróży po autorskiej wizji arabskiej baśni, z namiętnością, strachem i cierpieniem na pierwszym planie (PS w całości wisi na Youtube, ale nie wiecie tego ode mnie).

Styl

Rozważania nad pracami Amano są niemożliwe bez próby (skazanej na niepowodzenie) ujęcia jego specyficznego stylu. Genialny samouk, stający się profesjonalistą na długo przed tym gdy mógł legalnie kupić piwo i papierosy, wydaje się zawierać w swych dziełach wszystko co oniryczne, ulotne i fascynujące. Charakterystyczne „blade” ciała jego postaci niesamowicie kontrastują z ich ubiorem i otoczeniem – do tego stopnia, że przez chwilę mogą być niezauważalne. W jego pracach nie sposób nie zauważyć kolaży klasycznego, japońskiego Ukiyo-e (zapewne wszyscy go kojarzą za sprawą XVIII wiecznego artysty, Hokusaia i jego słynnej „Wielkiej fali w Kanagawa”) oraz magnetyzmu Art Nouveau (które reprezentuje choćby Stanisław Wyspiański). Asymetria, „ruchliwe” linie, zabawa kolorem i chęć uchwycenia tajemniczych sylwetek w niezwykłych sytuacjach – w tym widzę siłę sztuki Amano. I jakby to oklepanie nie zabrzmiało, jestem szczerze przekonany, że płynie ona z czystego talentu, którego nie da się rozłożyć na tabelki i statystyki.

Pamflet

Związek Amano z rynkiem gier na całe szczęście wciąż przeżywa nawroty dawnego uczucia. Yoshitaka wspomagał studio Mistwalker, miał trochę do powiedzenia przy FFXIII i ponoć pozostaje w kontakcie z Michelem Ancelem, dodając coś od siebie do Beyond Good and Evil 2 (jeżeli ta gra kiedykolwiek wyjdzie). Obecnie zaczyna wracać do korzeni – czyli Square Enixu, angażując w trzy projekty z tej stajni: Final Fantasy Type-0, Dissidia 012 Final Fantasy i Final Fantasy Versus XIII. O tym ostatnim wiemy najwięcej, gra ma ponoć zawierać świat materialny i astralny. Za design pierwszego odpowie Tetsuya Nomura, a drugim zajmie się oczywiście Amano. Jeżeli nie będzie to pusty slogan reklamowy i graficy podołają jego wyobraźni to możemy spodziewać się, że przynajmniej 50% Versusa będzie udane. Zresztą, na ostatnim, dłuższym trailerze tej produkcji, pokazującym kawałek rozgrywki bohaterowie przyglądają się obrazowi autorstwa Amano…

Nawet najwięksi malkontenci muszą przyznać, że seria Final Fantasy w latach swej świetności przewróciła rynek do góry nogami, inspirując developerów na całym świecie. W ten sam sposób działał Amano wpływając zarówno na odbiorców gier, jak i filmów, komiksów i obrazów. Możemy mu tylko dziękować, że potrafił budować tak wspaniałe światy, które odbijają się w podświadomości. Wypada też czekać na każde kolejne dzieło wypływające spod jego ręki. Nawet jeżeli w tym krótkim tekście zubożyłem jego dorobek, omijając masę projektów i opisując je w sposób nie oddający sprawiedliwości ich geniuszu, wiadomość została wysłana.

Bardzo prosta wiadomość: „Siemano Amano”. Trzymaj się, rób swoje i rób tego dużo, bo ludzie czekają.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (3)

  • philipo Luty 20, 2011 o 13:27

    Amano to mistrz, Artysta w pełnym tego słowa znaczeniu. Magia wydobywająca się z jego prac jest niesamowita.

  • funt Luty 21, 2011 o 14:32

    trafiłem przypadkiem i ten artykuł mnie... zabił :D świetne, treściwe, ciekawe, mam nadzieje, że będziecie mieć więcej takich tekstów. brawo!

  • Kyo Luty 21, 2011 o 16:27

    Mocny artykuł, sporo się z niego dowiedziałem. Też mam nadzieję, że będzie więcej takich tekstów. A Amano powinien zrobić grę w stylu tego Deva Zan :P.




Powrót do góry