Artykuły

Padre Halo: Reach Defiant Map Pack – wrażenia

Idzie nowe w świecie Halo - tak sobie ostatnio powtarzałem. Twórcy serii, Bungie, oddali swe “dziecko” w ręce 343 Industries. Popularne studio-widmo miało wreszcie okazję udowodnić, że firmowe stołki nie pożółkły jeszcze od ciągłego pierdzenia. Pierwsza próba: zestaw map, Defiant Map Pack. Udało się?

Defiant Map Pack (Halo: Reach)
Wydawca: Microsoft Game Studios
Deweloper: 343 Industries / Certain Affinity

Platforma: Xbox 360
Cena: 800 MS Points

Podobnie, jak wydany wcześniej Noble Map Pack, omawiany zestaw zawiera trzy lokacje:

http://www.youtube.com/watch?v=apHLNfGs83U&feature=related

Condemned stworzono z myślą o intensywnych potyczkach w trybie Slayer. Mapa ma mnóstwo zakamarków i z początku wydaje się zaskakująco obszerna. Podczas rozgrywki okazuje się, że akcja koncentruje się głównie wokół centralnego pomieszczenia, gdzie trwa ciągła rzeźnia w niskiej grawitacji. Podczas gry odniosłem nawet wrażenie, że niektóre obszary zostały stworzone z niepotrzebną pieczołowitością – to miniaturowe pola bitwy, które z reguły i tak będą puste, bo wszyscy pobiegną do pokoju z generatorem. Mimo to, mapę można uznać za udaną, zwłaszcza jeśli ktoś gustuje w szybkich starciach na niewielkiej przestrzeni i ceni sobie drobne udziwnienia.

Highlands to coś dla snajperów. To spora, otwarta mapa, nie brakuje na niej dogodnych stanowisk dla strzelców wyborowych. Z drugiej strony poruszanie się po okolicy ułatwiają pojazdy, tunele i teleporty. Nie jest więc tak, że poukrywani po krzakach gajowi całkowicie panują nad polem bitwy. Miłośnicy walki na krótki dystans nie powinni narzekać na brak zajęć – krótki rajd quadem, sus w teleport i już mamy snajpera na widelcu. Highlands to najbardziej popularna mapa z całego zestawu, więc jeśli planujecie zakup Defiant Map Pack, szykujcie się na długie sesje pod wirtualnym gołym niebem.

Ostatnia pozycja w dzisiejszym menu to Unearthed, mapa stworzona z myślą o trybie Firefight. Mamy tu otwarte przestrzenie, mamy się gdzie zabarykadować, jest też coś dla miłośników czterech kółek – Warthog uzbrojony w wyrzutnię rakiet. Efektowne rajdy przy akompaniamencie eksplozji powinny urozmaicić wiele sesji wspólnej rozwałki. Minusy? Tak jak w przypadku całego trybu Firefight – gra z przypadkowymi osobami wyłącznie na własne ryzyko.

Czy warto kupić Defiant Map Pack? Jeśli jesteś zagorzałym fanem Halo , najprawdopodobniej już ten dodatek kupiłeś i masz gdzieś, co zaraz powiem. Jeśli jednak masz wątpliwości, a sieciowe potyczki w Reach nie są Twoim całym światem, daruj sobie zakup. Uważam się za umiarkowanego fana serii i w moim odczuciu 343 Industries i Certain Affinity przeciągnęli strunę. W czym problem? Nowej zawartości jest zwyczajnie za mało. Odpalasz tryb Matchmaking, chcesz pograć na nowych mapach, więc wybierasz listę DLC – Defiant Map Pack. I co? I masz do dyspozycji zawrotną liczbę dwóch map, bo Unearthed jest dedykowana trybowi Firefight. Z tych dwóch map dużo popularniejszą jest Highlands, więc jeśli masz akurat chęć powalczyć na Condemned, ćwicz cierpliwość. Wcześniej czy później gra zadba o drobne urozmaicenie, od czasu do czasu zaproponuje nawet zabawę na mapie nie będącej częścią Defiant Map Pack, ale chyba nie po to płacimy za trzy lokacje, by bawić się głównie na jednej?

343 Industries pokazało, że potrafi dogodzić fanom Halo, ale zapomniało o ludziach, którzy nie śpią w pościeli z wizerunkiem Master Chiefa. Podczas zabawy z Defiant Map Pack, przeciętny miłośnik strzelanin może się poczuć jak wegetarianin, któremu podano zestaw ze stekiem. Skubnie sałatkę (niezła!), wydłubie kartofelka (całkiem dobry!), zapłaci za całość i wyjdzie głodny.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (0)




Powrót do góry