Artykuły

Cascad Krzywym Okiem: Najsłynniejszy zgon gier video.

Każde medium co jakiś czas powraca do tematyki śmierci. Gry video nie są w tym przypadku wyjątkiem. Dla nieprzygotowanego na takie wydarzenie gracza, moment zgonu bohatera to prawdziwy lewy prosty. Do dziś nieczęsto zdarza się, by akurat w tej dziedzinie sztuki autorzy zdecydowali się pozbawić życia którąś z „naszych” postaci… Najsłynniejszy tego typu wypadek to z pewnością sytuacja znana z Final Fantasy 7. Warto się do tego odnieść i rozliczyć to jakże nadmuchane wydarzenie.

Ważne: Jeżeli czyta to ktoś kto nie do końca wie o co chodzi, wciąż ma przed sobą kultowy tytuł Squaresoftu, lub jeszcze nie wie komu oddzielono dusze od ciała niech nie kontynuuje lektury dla własnego dobra, bo czeka na niego jeden wielki spoiler…

Aeris! Ach Aeris, wszyscy płaczą za Aeris, jaka ona była wspaniała. Różowa kwiaciarka w wielkich papciach będąca potomkiem ostatnich starożytnych. Akurat nigdy za nią nie przepadałem, dlatego szum wokół jej zejścia uważam za tak gigantycznie niesprawiedliwy. I nie piszę tego z wrodzonej przekory: w chwili gdy ginęła byłem zaskoczony, ale w mojej drużynie nigdy nie grała głównej roli.

Bądźmy szczerzy, to zagranie nie było dobrze wyreżyserowane. W zastanawiający mnie sposób uśmiercenie kwiaciarki urosło do rangi kultu – po co robić wielkie halo wokół postaci, którą opcjonalnie można przecież nie grać? Ja jej w drużynie nigdy nie widziałem (szczerze, przez to, że jej limit break był tak wybitnie wieśniacki), zamiast ufać w jej naiwną zażyłość z Cloudem wolałem wierzyć, że kiedykolwiek dojdzie do czegoś więcej między moim panem chmurką a Tifą, która wygrywała z kwiaciarką właściwie na każdym polu:

a) Chodziła w kowbojskim kapeluszu, tego się łatwo nie przebija.
b) Była znajomą z dzieciństwa, archetypiczną dziewczyną z sąsiedztwa.
c) Znała sztuki walki – kobieta potrafiąca sprzedać kopa w ryj jest niesamowicie pociągająca.
d) Była kumata, obrotna i miała jakikolwiek cel w życiu.
e) Miała rozpuszczone, długie , proste włosy, krągłości i pokazywała nogi.

Już w mym nastoletnim łbie cechy te przebijały nie do końca jasne historie rodzinne brzydkich różowych pikseli jakimi w głównej mierze była Aeris. Moc PlayStation w 1997 roku nie pozwalała na przedstawienie konkretnych postaci żeńskich, zatem każda pani w FF7 była nomen omen „brzydkimi pikselami” ale akurat przy Aeris zwracało to moją szczególną uwagę. Oczywiście wymienione wyżej punkty a-e są powierzchowne w ocenie, jednak sprowadzają się do prostego: „lepsza fajna dziewczyna, niż niefajna”, motta, które miałem gdy jako 14sto latek kończyłem siódemkę (i w sumie do dziś są aktualne..).

Chwila w której Sephiroth przebił jej ciało swą kataną była równie ciekawa co dziwaczna. Modląca się, uprowadzona dziewczyna, Cloud który traci kontrolę nad swym ciałem i wylatujący z sufitu złoczyńca (czemu wtedy nie uśmiercił Clouda? Miał go na tacy… Co z resztą drużyny?). Nie do końca to zagrało. Do zbudowania dramatyzmu potrzeba o wiele więcej oryginalności, podczas gdy Aeris została ukazana jako kolejna uprowadzona niewiasta, którą trzeba ratować. Przez długie godziny zabawy uwaga jej poświęcana systematycznie malała psując wymiar jej uśmiercenia.

Jakby nie patrzeć na postać kwiaciarki – po opuszczeniu Midgar nie była kimś szczególnie istotnym. Owszem, bycie ostatnią Cetrą i posiadanie wielkiej, nie odkrytej, mocy sprawiało, że ciężko zapomnieć o jej obecności jednak panowie ze Squaresoftu tak poprowadzili fabułę, że losy Barreta, Tify, Cida, Vincenta i Nanakiego niemal całkowicie zagłuszyły symboliczność Aeris. Tamte postaci miały niesamowite tło, które szybko docierało do świadomości gracza, miały wyrazistą osobowość – dlatego robienie kultowej sprawy ze śmierci kogoś kto stał na uboczu przez większość FF7 (przynajmniej przy moim podejściu) jest dla mnie co najmniej dziwne.

Ludzie piszą jacy byli zszokowani, co bardziej zwichrowane jednostki twierdzą, że płakały, inni tatuują sobie panią Gainsborough… Pytanie brzmi czy naprawdę były to osobiste odczucia czy też wpływ opinii innych, który wbija w podświadomość „musisz być tym przejęty! To było niesamowite!”. Albo jeszcze lepiej: czy ona faktycznie była tak ważna dla całej gry? Czy mogłaby się w ogóle nie pojawić?

Niestety w jej przykrej historii nie było zbyt wiele niesamowitości. Sama kwestia romansu Clouda z Aeris to rzecz jaka urodziła się w umysłach graczy, co potwierdzają panowie ze Square. Zresztą, oni od samego początku prac nad siódemką chcieli uśmiercić jakąś postać. Wtedy jeszcze planowano trójkę głównych bohaterów – Barreta, Clouda i Aeris. Pierwszy nie mógł zginąć bo byłoby to zbyt oczywiste, drugi był głównym bohaterem, została więc tylko jedna opcja… W ten sposób narodził się pewien ruch osób przejętych losami pewnej kwiaciarki. W moim odczuciu to jedna z największych zagadek branży.

I czego, by nie pisać o siódemce, sam fakt powstawania artykułów poświęconych konkretnym postaciom, ich psychice, czy też ogólnej krytyce jaką można wytoczyć wobec jej fabuły– jako gra wciąż wychodzi z nich obronną ręką. Lata mijają a my nie możemy jej zapomnieć… Kto raz wyszedł z Midgar chce wrócić do Midgar…

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (5)

  • karmazynowy Kwiecień 10, 2011 o 16:53

    Nie zgadzam się ale szanuję Twoją opinię Arku.

  • Altairus Kwiecień 10, 2011 o 22:30

    Ech pewnie ciekawy artykuł niestety nie grałem w FF7 a w niedalekiej przyszłości zamierzam nadrobić zaległości w FF2-12 więc do tego czasu pozostaje mi tylko spreparować PDFa i zostawić na później ;(

  • angh Kwiecień 11, 2011 o 21:14

    ech. FF7, gdy w niego gralem, powalil mnie wspaniala grafika. Kazdy gest, splatanie dloni przez baretta, smutek na 'twarzy' byl pokazany doskonale. Chlonalem kazdy gest, animacje, dowcipy. Aeris byla swietna, romantyczna postacia. Tifa to taka kumpela po prostu. Nie bylem zdziwiony, ze aeris dostala 'finala' tak wczesnie - nawet nei wiedzialem, co to jest final, i nie uwazalem tego za slaba bron - bylem pelny 'woooow! ona leczy wszystkich!'. I nie uwazam watku z jej porwaniem za dziwny. Gralem w doskonala gre, ktora wciagnela mnie na maksa, a kiedy sephirot ja zabil wkurzylem sie jak cholera, i rzucilem gre na pare dni. Nie moglem zrozumiec, jak to jest mozliwe, zeby tworcy mieli czelnosc zabic postac, ktora lubilem, ktora byla czescia druzyny, zaden tam npc! Nie interesuje mnie, kogo chcieli usmiercic, nie interesuje mnie, czy fabula miala braki, i nie interesuje mnie, ze z dzisiejszej perspektywy gra ma slaba grafike. ff7 byl pierwsza gra, ktora pokazal mi roznice miedzy grami codziennymi, a grami wybitnymi, i tez pierwsza gra (no, moze poza civilization, ale strategie to inna bajka) ktora pokazala mi prawdziwa, dorosla fabule, gre, ktora wyrasta ponad myslenie 'gry sa dla dzieci'. To byl kamien milowy, i wciaz wielu dzisiejszym produkcjom nie udaje sie osiagnac takiego poziomu fabuly i emocji... bo co mozna porownac? dragon age? mass effect?moze fallouty, ale fallout 1 i 2 to taka pol strategia, nie oddzialywaly niemal w ogole z ta sama sila emocji jak ff.

  • Rashef Kwiecień 12, 2011 o 13:45

    A ja wolałem Yuffie... :P

  • Kradziej Kwiecień 12, 2011 o 21:58

    No, za stara była ;)




Powrót do góry