
Lemmingi to to nie są – w ogóle nie ten typ rozgrywki. Dlaczego Swarm kojarzy się wszystkim z legendarnym już poniekąd tytułem? Zapewne chodzi o ilość podopiecznych, których poczynaniami dane jest nam dowodzić. Słusznie, jednak od razu mówię, że w tym miejscu podobieństwa się kończą. Hothead Games, kanadyjska ekipa, znana konsolowcom z pociesznego DeathSpanka i komiksowej przygodówki Penny Arcade, zmajstrowała grę, która w moim odczuciu przypomina raczej połączenie Bandicoota z Pac-Manem… tyle, że zamiast bohatera-solo mamy rozentuzjazmowaną grupę przeuroczych dziwolągów, swoją drogą przywodzących na myśl odtwórcę głównej roli w reklamie Danone’a, tej z metodą na głoda. Chlapnąć głoda na niebiesko i – wypisz, wymaluj – typowy Swarmit.
W zasadzie tyle powinno wystarczyć, jeśli chodzi o przybliżenie rodzaju rozgrywki. Gdyby jednak ktoś miał problem z połączeniem w wyobraźni wyżej wymienionych tytułów, zawsze może sięgnąć po wersję demonstracyjną (trial), dostępną w PSS. Zamiast rozprawiać o tym, jak zbiera się i skacze (często w iście cyrkowych pozach), wolałbym się skupić na opowiedzeniu, czy sprawia to przyjemność. A sprawia – zbiera się i skacze bardzo przyjemnie. Z miejsca trzeba pochwalić twórców za niemal idealne skrojenie sterowania – pomimo aż 50-ciu podopiecznych, czujemy, że mamy nad nimi pełną kontrolę. Nieważne, czy biegniemy w zwartym stadzie, gromadce niedobitków, czy rozproszeni po całym ekranie – po prostu “czujemy” to.
Naprawdę duży plus, który w połączeniu z ogólnym poczuciem płynności w rozgrywce (tzw. feeling), sprawiającym frajdę powiększaniem mnożnika punktów i uciekającym czasem, daje nam bardzo smaczną mieszankę. Na każdym kroku trzeba wykazywać się zręcznością, bywa że kocią – dość wysoki poziom trudności na dalszych poziomach to kolejna rzecz, która niezmiernie mi się spodobała. Słabeusze, co szybko się poddają, mogą nie dać rady, więc ostrzegam. Niekiedy mamy też okazję wytężyć mózg troszkę, ale dotyczy to głównie pierwszego kontaktu, poznania danej planszy. Podczas bicia rekordów nie ma czasu na główkowanie.
Celowo wspomniałem o śrubowaniu wyników – kolejna rzecz, która sprawia przyjemność, zresztą nie wiem, czy dla mnie nie największą w grze. Złapałem się na tym już na początkowym etapie poznawania pełnej wersji. Zamiast przeć do przodu, pokonywać następne plansze, ja wolałem pokonywać wyniki nielicznych znajomych z listy, stałem w miejscu. Gdy już padli ofiarą, walczyłem z samym sobą/resztą świata, nadal tkwiąc w miejscu. W pewnym momencie poszedłem po rozum do głowy i dla dobra recenzji ruszyłem dalej… by po przejściu każdej nowo odkrytej planszy… zatrzymywać się na trochę i powtarzać do znudzenia. Nadmienię jeszcze, że tablice wyników działają jak należy. Szybko, sprawnie – dobra robota.
Same zalety, zero wad, ktoś by powiedział. Na niesnaski przyjdzie czas później, bowiem teraz chciałem kilka słów o oprawie, jakości wykonania. Pierwsze zetknięcie się z grą było dla mnie miłym zaskoczeniem. Swarm należy do grupy gierek, które ładniej prezentują się “na żywo”, niż na filmikach w internecie. Nie na odwrót, co cieszy. Osobiście, zawsze największą uwagę zwracam na płynność animacji i muszę powiedzieć, że poza jedną czy dwiema bardzo “ruchliwymi” miejscówkami, nie mam nic do zarzucenia deweloperom. Fajnie, bo przecież fajnie jest popatrzeć na płynnie rozbiegający się tłum uroczych stworków otoczonych rozkoszną dla oka, niebieską poświatą, unikających (bądź nie, heh) serie wybuchów, czy pułapek. Wszystko odbywa się bez zgrzytów.
Nasze stworki, poza (nie)wątpliwej urody powierzchownością, wzbudzają sympatię tym swoim “grrrr”. Aż chciałoby się takiego pogłaskać. Muzyka choć miła dla ucha i pasująca tu jak ulał, mogłaby być nieco bardziej urozmaicona, więcej motywów załatwiłoby sprawę. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet nie przyszło mi do głowy, by sprawdzić możliwość odtwarzania własnych kawałków z dysku konsoli. Podsumowując, warstwa audiowizualna stoi na poziomie, którego twórcy nie mają prawa się wstydzić. Cudów nie ma, ale dobrze jest.

Zatem mamy grę solidnie wykonaną, ładną i co najważniejsze grywalną, z ujmującym bohaterem w liczbie mnogiej – czego chcieć więcej? Życzyłbym sobie dwóch rzeczy, które zapewne już w pojedynkę dopełniłyby szczęścia. Na zasadzie: albo-albo. Pierwszą z nich jest większa liczba poziomów. 10 plansz (+2 osobne, tylko z bossami) pękło mi w 3 wieczory, z czego większość czasu poświęciłem na podboje list wyników (tkwienie w jednym miejscu, o którym wspomniałem). Maksymalnie godzinę zajęło mi dozbieranie wszystkich “skarbów” (lwia część wpadła podczas gry). Co prawda w kilku momentach zaciąłem się na dłuższą chwilę (robi się coraz trudniej), ale myślę, że metodą “aby do przodu” grę można ukończyć w ok. 4-5 godzin. Zważywszy na cenę, dość krzywo na to patrzę. I to jest właśnie pozycja nr 2 na mojej liście życzeń – niższa cena.
Chyba wszyscy się zgodzimy, że 47 zł za gierkę, którą można przejść w jeden wieczór, to nie jest mało. Fakt, osobiście spędziłem z grą więcej czasu, bo na oko jakieś 8-10 godzin, i było super, ale pewnie nie każdy będzie miał ochotę zdobyć wszystko co jest do zdobycia, pobić wszystkich dookoła. Ja po osiągnięciu bólu kciuka, a co za tym idzie magicznego 100% na liście pucharków, chyba mówię pas. Chyba, bo niewykluczone, że ktoś ze znajomych zechce, mówiąc kolokwialnie, wjechać mi na ambicję i przejmie tron.
Podsumowując, nie zawahałbym się polecić Swarm każdemu, gdyby tylko kosztował trochę mniej (kochamy promocje). Albo gdyby oferował trochę więcej plansz, niż tylko trochę. Miejcie na uwadze fakt, że wydając te 47 zł. będziecie się wyśmienicie bawić, to więcej niż pewne… jednak zabawa dość szybko się skończy.
Kod na Swarm otrzymaliśmy od wydawcy, firmy Ignition Entertainment.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Znamy cały soundtrack z nowego Tony’ego Hawka – przesłuchaj go tutaj! [są powroty!]
Znamy cały soundtrack z nowego Tony’ego Hawka – przesłuchaj go tutaj! [są powroty!]
Miliony kupiły Diablo III [najszybciej sprzedająca się gra na PC w historii]
Tania gra: PS3 [#19] [inFamous]
Tania gra: PS3 [#19] [inFamous]
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (2)
lapanie kredytow? no fakt, liga itp niezly pomysl
a zabawka zdecydowanie na dluzej niz na poltorej minuty :D
szyderczy usmiech u mnie wywolala :D
Z mini gierek podczas loadingów to ostatnio najbardziej spodobał mi się "snake" na youtube ;)