…i zaproś do niego swoich przyjaciół. Jednak zanim to zrobisz, zadaj podstawowe pytanie: czy to gra? Dylan Cuthbert odpowie Ci na nie: owszem, gra. Ale czy jest grą, sprecyzuj? Nie do końca, to po prostu PixelJunk lifelike. Taki eksperyment, w którym dużo gameplayu raczej nie uświadczysz, ale możesz być pewien że uświadczysz coś, co z graniem ma wiele wspólnego. Nikt nie wie o co chodzi, jednak sądząc po opiniach – chyba wszystkim się podoba. Z pewnością podoba się tym, którzy są otwarci na różne dziwne rzeczy.
O wspólnym projekcie Q-Games i Baiyona mogliście poczytać już wcześniej, jednak wczoraj, w wiadomym miejscu, odbył się zamknięty pokaz, na którym szef wspomnianego studia wraz z artystą odpowiedzialnym za wygląd i brzmienie PixelJunk Eden zaprezentowali 15-minutowe demo. Demo czegoś, co na pierwszy rzut oka wygląda jak program do wizualizacji muzyki, znany chociażby z popularnego Winampa. Takie też były założenia, jednak absolutnie nie można powiedzieć, że jest to zwykły program, jakich wiele.
Po pierwsze, o wyjątkowości PixelJunk lifelike (pisane małymi literami, podobno by podkreślić eksperymentalną naturę projektu) powinien świadczyć sam fakt, że zabrali się za niego ludzie, którym czego jak czego, ale poczucia dobrego smaku i oryginalnych pomysłów odmówić nie sposób. Weźmy to, co już mamy pod ręką: PixelJunk Eden – do dziś jest to jedna z najciekawszych gier pod względem designu. I nie, nie mówię wyłącznie o cyfrowej dystrybucji – najciekawszych ogólnie. Z jej brzmieniem jest zresztą podobnie – zdają się to potwierdzać pochlebne opinie graczy, których upodobania muzyczne to zupełnie inna para kaloszy. Tu wszystko pasuje do siebie jak ulał. I wszystko jest inne, niż wszędzie indziej.
Wygląda na to, że nie inaczej będzie tym razem. Baiyon zapytany o inspiracje, które towarzyszyły mu przy produkcji odparł krótko: bugs (z ang. robaki). Zarówno te żywe, jak i niegdyś spotykane w grach wideo, na które dziś mówimy, że są retro – w grach na kartridże. Oczywiście bugi towarzyszą nam do dziś, jednak Japończyk upatrzył sobie te sprzed lat. Gdybym choć trochę nie znał jego twórczości, to pewnie zrobiłbym wielkie oczy i nie wiedział co powiedzieć. A tak? A tak, to wcale mnie to nie dziwi. Pan w kapeluszu ma swoją wizję, swój świat. A my – jako gracze, możemy czerpać z tego profity w postaci wyjątkowych doznań przed telewizorem. Gdyby jednak dla kogoś Baiyon i jego wyobarażenie o robalach nie było wystarczającym powodem, by móc mówić o wyjątkowości lifelike, to pozostają sprawy bardziej techniczne.
A z tymi, jak wiemy, ekipa z Kyoto radzi sobie doskonale. Pomysł na lifelike jest taki, że to my (przy pomocy kontrolera Move) tworzymy muzykę i wszystkie te malowidła (pośrednio). W tym momencie zatrzymajmy się na moment, by wyjasnić pewną kwestię – bo przecież zdawać by się mogło, że to żadna innowacja. Jest chociażby Auditorium HD, w którym zabawa polega mniej-więcej na tym samym. Ale tylko mniej-więcej, gdyż w Auditorium, by osiągnąć efekt musimy myśleć – rozwiązywać zagadki, jest to gra logiczna jak by nie patrzeć.
lifelike nie jest grą logiczną, nie ma z nią nic wspólnego. Jest narzędziem, przy pomocy którego improwizujemy. Tworzymy swój niepowtarzalny mikro-świat, przepełniony muzyką i obrazami mogącymi niejednego przyprawić o zawrót głowy. Tak jak mamy na to ochotę, a nie tak, jak przykazali twórcy. Mało tego – do swego dziwnego świata możemy zaprosić znajomych. Streamowanie własnych kompozycji na żywo, za pośrednictwem PSN, to bardzo ciekawa i raczej niespotykana dotąd funkcja. Publiczność będzie mogła w póki co bliżej nieokreślony sposób oddziaływać na nasze poczynania (na pewno komentować, ale może coś jeszcze). W “grze” znajdą się 4 sety muzyczne (pod każdym z 4-ech przycisków umieszczonych na Move). W materiale wideo słyszymy styl bardzo zbliżony do Eden (minimal techno), jednak twórcy obiecują zróżnicowanie dostępnych instrumentów. Z ciekawostek: w lifelike zawarty będzie soundtrack z Eden Encore, z którym wiecie, co trzeba będzie zrobić (a może Baiyon już to robi na powyższym filmiku?).
Z jeszcze innych ciekawostek odnośnie warstwy audio: na razie nie ma w planach możliwości importowania własnych sampli. Niestety nie ma. Domyślam się, że może chodzić o względy prawne i tak dalej. Chodzą bowiem słuchy, że własne aranżacje będzie można uwiecznić na dysku. Na nagraniu w pewnym momencie widać także, że Baiyon wydaje z siebie bliżej nieokreślone dźwięki do podczepionego przy ubraniu headseta, a program przetwarza te na dźwięki jeszcze bardziej nieokreślone – to może być całkiem fajna zabawka. Potwierdzono także tryb dla dwóch osób – śmiało można mówić o trybie kooperacji na dwie różdżki.
Wymieniłem chyba dość powodów, by eksperyment uznać za interesujący i na pewno wyjątkowy w skali PlayStation Network. Fani marki PixelJunk łykną ten wynalazek czymkolwiek by nie był – wiem to po sobie. Logo PixelJunk działa jak magnes. Pozostali, myślę że w zależności od upodobań – przecież nie każdy widzi siebie rzeźbiącego dźwięki przed telewizorem, przy akompaniamencie obrazów z innej planety. Gdyby jednak się wahał, Dylan Cuthbert zapewnia:
Nie trzeba być Baiyonem, by tworzyć fajne rzeczy. Każdy może podnieść kontroler i po prostu dobrze się bawiąc, skleić interesujące twory.
Tak patrzę na te zdjęcia i nasuwa mi się pewna refleksja – każdy, a w szczególności kosmici. I żeby nie było – widocznie ja również się do nich zaliczam, bo wieści o PixelJunk lifelike wyczekuję od dawna. I zapewniam, że nie tylko ze względu na znaczek PJ.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
CD Projekt RED chcą nam obwieścić coś dużego [nowości]
Tania gra: PS3 [#19] [inFamous]
Naj naj naj najlepsza kolekcjonerka w historii to ta z okazji 25lecia Street Fightera
Tania gra: PS3 [#19] [inFamous]
Tania gra: PS3 [#19] [inFamous]
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (0)