Artykuły

8bitspell Dlaczego warto kupić Outland?

Myślałem że w obecnej generacji nie doczekam się już tytułu, w którym zakocham się od pierwszego wejrzenia. Gry, która od początku porwie mnie bez reszty, jak dziesiątki nieskomplikowanych tytułów z czasów 8- i 16-bitowych konsol. Myliłem się. Kiedy odpaliłem Outland wsiąknąłem bez reszty, zupełnie jak za dawnych lat.

Outland
Deweloper: Housemarque
Wydawca: Ubisoft
Platforma: PS3 (PSN), Xbox 360 (XBLA)
Cena: 800 MSP / 34 zł

Co mi się podobało?

Z dwóch zróbmy jeden — Połączenie platformera i shmupsa? Dlaczego by nie! Kiedy o tym usłyszałem po raz pierwszy, brzmiało to dla mnie nieco abstrakcyjnie, jednak w praktyce sprawdziło się wyśmienicie. W dodatku Housemarque pokusili się o skorzystanie z rozwiązania znanego z dreamcastowej Ikarugi, polegającego na zmianie kolorów, dzięki którym stajemy się odporni na wybrane pociski. Prosta rzecz, a dodaje sporo urozmaicenia i nowych możliwości.

Wygląd się nie liczy, ale… Jako staroszkolny gracz jestem przyzwyczajony do większych lub mniejszych pikselków, zatem choćby nie wiem jak nieciekawie wizualnie prezentowała się gra, nie to jest dla mnie problemem. Jeśli jednak do was nie przemawia brzydka grafika to… absolutnie nie macie się czym martwić. Gra wygląda fenomenalnie — zarówno pod względem samego zamysłu i estetyki, jak i wykonania. Kontrasty i stylistyka na pierwszy rzut oka skojarzyła mi się z Limbo, choć nie wiem czy jest to najtrafniejsze skojarzenie. Niemniej jednak po zobaczeniu pierwszych trailerów to właśnie minimalistyczny design sprawił, że zainteresowałem się Outlandem. Jak się okazuje — bardzo słusznie zrobiłem.

Muzyczna rozkosz Za ścieżkę dźwiękową odpowiadał fiński demoscenowiec — Ari “artz” Pulkkine. To ten sam człowiek, który jest autorem muzyki z Angry Birds, Trine oraz Super Stardust HD — czego innego można się po nim spodziewać, jeśli nie klimatycznej i idealnie pasującej do gry muzyki? To kolejny udany muzyczny projekt tegoż autora, jeżeli kiedykolwiek zetknęliście się z jego muzyką, to wiecie co mam na myśli. Jeżeli nie, to najwyższy czas nadrobić!

Rozwój postaci Aby móc bez większego problemu poradzić sobie z wyzwaniami stawianymi przez grę, warto nie tylko zmierzać prosto do celu, ale odwiedzać każdy zakątek planszy. Można tam bowiem znaleźć miejsca, w których mamy szansę zwiększyć nasz poziom życia o kolejne serduszko, czy dorobić się następnego pokładu energii, który przeznaczamy na atak specjalny. Jeżeli jednak postawiliście na bycie prawdziwym mistrzem uników, macie też szansę skończyć grę z tylko trzema serduszkami — wybór należy do was!

Prawie-otwarty świat W drugiej połowy gry odblokowujemy możliwość przemieszczania się między postawionymi w różnych zakątkach wszystkich dostępnych światów portali. Dzięki nim w dowolnej chwili mamy szansę wrócić do interesującego nas miejsca, nawet już po ukończeniu gry.

Poziom trudności Fantastycznie wyważone i zorganizowane plansze to ogromna zaleta Outland. Gra należy do wymagających, jednak przy tym nie frustruje jak hardkorowe Megamany i im podobne. Dzięki logicznie, i stosunkowo często, rozłożonym checkpointom, gra nawet w ostatnim świecie nie doprowadziła do sytuacji, w której miałem ochotę dać sobie z nią spokój. Kiedy zostało nam już niewiele energii, jeśli tylko napotkamy na swojej drodze jakąś dziką bestię, istnieje duże prawdopodobieństwo, że po jej pokonaniu zostaniemy nagrodzeni serduszkiem, które może być decydujące dla pozytywnego zakończenia naszej przygody.

Kilka dróg W Outland bawić możemy się zarówno w pojedynkę jak i z kolegą. Oprócz trybów, w których przechodzimy wspólnie znane nam z pojedynczej zabawy plansze, jest jeszcze opcja oferująca pięć nowych, specjalnie na jej potrzebę zaprojektowanych map dla kooperacji. Zabawa to przednia, przed nami bowiem kolejne wyzwania, a tych w najnowszej produkcji Housemarque nigdy dość.

Cena, jakość, długość Jestem zachwycony miodnością, która niemal wylewa się z prostotej formy tej gry. Wszystko już było, nic skomplikowanego czy innowacyjnego tam nie znajdujemy, a jednak bawi i przez tych 6-7 godzin które zajmuje nam średnio przejście gry, nie nudzi. Dodajmy do tego przyzwoita cenę, a otrzymamy zestaw, którego grzechem jest nie mieć, jeśli posiadamy w domu stacjonarną konsolę obecnej generacji!

Co mi się nie podobało?


Plansza, a walka z bossem Tutaj twórcy nieco przesadzili. O ile poradzenie sobie z poziomami nie stanowiło wyjątkowo złośliwego wyzwania, o tyle walki z niektórymi bossami bywały bardzo frustrujące. No, przynajmniej do momentu, w którym nie wyuczyliśmy się technik na odparcie każdej fazy zadawanego przez nich ataku.

Co za szeroko, to nie zdrowo Ekran widoku automatycznie dostosowuje się do potrzeb sytuacji. W większości przypadków nie miałem mu nic do zarzucenia, jednak zdarzały się momenty, w których postać była na tyle mała, że jej zauważenie było męczarnią. Dorzućmy do tego jeszcze ocean zmierzających ku nam zewsząd pocisków, a dostrzeżenie naszego bohatera graniczyć będzie z cudem.

Podsumowanie: Grzechem jest nie znać tej gry. Nie ważne, czy mamy lat 10, 15, 25 czy 40. Starsi gracze odnajdą w Outlandzie końską dawkę klimatu starych platformerów, jakimi karmiono nas kiedyś na co dzień. Młodsi zaś będą mogli zobaczyć, jak wygląda dobra, wyważona gra platformowa. Idealna mechanika, piękna stylistyka i muzyka — czego chcieć więcej? Dla mnie to najlepsza gra, jaką można nabyć w cyfrowym sklepiku Sony. Pobiła nawet Flower, a to już naprawdę duży wyczyn. Jeszcze raz serdecznie polecam!

Jak grałem — Przeszedłem cały tryb story, pierwszy świat w trybie arcade oraz jedną z misji przeznaczoną do kooperacji. Wszędzie bawiłem się niesamowicie dobrze, więc chwilę później zabrałem się do ponownego przeszukiwania plansz — a nóż dotrę do miejsc które przegapiłem i uda mi się skompletować wszystkie złote maski?

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (0)




Powrót do góry