Risen 2: Dark Waters jest, jak zaznaczają sami twórcy, grą RPG stworzoną z myślą o hardcore’owych fanach gatunku. Po prezentacji, którą miałem okazję obejrzeć na Gamescom, ciężko się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Gra, jak i jej pokaz nawiasem mówiąc, wydaje się być stworzona tylko i wyłącznie dla „hardcore’owców”.
Risen 2 będzie grą RPG o otwartym świecie osadzoną w mocno eksploatowanych ostatnio „czasach pirackich”. Mroczne Wody wcielą nas w rolę kolejnego bezimiennego bohatera, z których Piranha Bytes słynie. Tym razem jako agent Inkwizycji będziemy mieli za zadanie zinfiltrować społeczność piratów zamieszkujących wyspy przypominające Karaiby. Towarzyszyć będzie nam piracko odziana piękność, która na początek postanowiła spłatać nam figla i wyrzuciła wszystkie nasze łachmany do morza. Zatem w gaciach i z pałaszem przy pasie przychodzi nam stawić czoła przeciwnościom losu.
W tym właśnie miejscu rozpoczyna się przygoda, w której weźmiemy udział. Pierwszym zadaniem, na którym prezentacja się skupiła, było odzyskanie koszuli. Piętnaście minut biegania za kawałkiem szmaty na grzbiet, bo nie chciał nas wpuścić gubernator, z którym należało porozmawiać. Zupełnie jak w przypadku któregoś z Gothiców, gdzie należało zabić krowy, aby orkowie nie mieli mleka i wyginęli. Na pierwszy rzut oka widać, że samo 250000 nagranych linii dialogowych nie wystarczy, aby historia zapierała dech w piersi, albo chociaż miała sens. Na szczęście można dopatrzeć się również kilku dobrych pomysłów.
Jedną z takich idei, która może okazać się całkiem dobrze przemyślana, to wpływ naszych decyzji na rozwój wydarzeń. Początek gry ma być – zdaniem twórców – bardzo liniowy, jednak zaraz po „rozpędzeniu” się fabuły wszystko stanie się zawiłe, jak na RPG przystało, a nasza postać rozwinie się zależnie od naszych decyzji. Doskonałym przykładem ilustrującym rozwój naszego bohatera może być zadanie, w którym mamy pozyskać mapę wyspy w zamian za zabicie zbiegłych niewolników gubernatora. Możemy pójść i ich po prostu wyrżnąć, albo możemy to zrobić w delikatniejszy sposób (którego nie przedstawiono), zabierający trzykrotnie więcej czasu. Mamy być takim bohaterem, jakim chcemy.
Ciekawym pomysłem również jest rezygnacja z wszelkich statystyk, rozdzielania punktów, czy dodawania umiejętności do drzewek znanych z innych gier tego typu. Zamiast tego otrzymamy system, w którym nasz Bezimienny będzie się po prostu uczył. Przykładem może być zadanie, w którym pomagamy więźniowi wydostać się z celi. Dzięki niemu nauczymy się skradania oraz otwierania zamków za pomocą wytrychów. Oczywiście jeżeli tylko wybierzemy tego rodzaju ścieżkę postępowania. Wydaje się, że dzięki temu będzie można się bardziej wtopić w świat gry. W końcu zupełnie jak w życiu, jeżeli czegoś nie zrobimy, to się nie nauczymy.
Graficznie Risen 2 prezentuje się poprawnie, lecz bez rewelacji, choć część winy można zrzucić na wczesną wersję kodu. Pecetowa wersja w czasie pokazu dogrywała cienie, które od czasu do czasu pojawiały się znikąd, jednak bardzo mrużąc oczy, działała bez większych potknięć. Wersja Xbox 360, choć należy zwrócić uwagę, że wyglądała naprawdę nieźle i praktycznie – poza rozdzielczością – nie różniła się od wersji PC, to jednak potrafiła tęgo „chrupnąć”. Dodatkowo fakt, iż pracowała z zawrotną prędkością od pięciu do – w porywach – piętnastu klatek na sekundę, również nie wpłynął na pozytywną reakcję zebranej na sali publiki.
Animacja postaci jest raczej poprawna wyłączając momenty walki. Podczas tych momentów bohaterowie wyglądają jak kukły, które ktoś ciągnie za rękę. Wszystkim fanom RPG również odradzałbym skakanie bohaterem Risen 2, gdyż postać pręży się podczas wykonywania takiej czynności równie pięknie, co bohater słynnego „zabijacza” czasu i niszczyciela klawiatur – QWOP. Mam jednak nadzieję, że w finalnej wersji gry będzie to wszystko dużo bardziej dopracowane, przez co tytuł będzie wyglądał znacznie lepiej.
Risen 2: Dark Waters, zgodnie z zapowiedziami twórców, ma być „super”. Póki co, po pokazie na Gamescom, nie mogę powiedzieć, że w tej grze będzie cokolwiek, co zasługuje na miano „fajne”. Jak na razie jest słabo. Wystarczyło spojrzeć na reakcję odwiedzających pokaz, którzy po części pozasypiali, po części powychodzili, a po części zajęli się swoimi telefonami. Bądźmy jednak dobrej myśli, bo może rzeczywiście gra rozkręca się dużo później niż w ciągu pierwszych trzydziestu minut. I tego życzę sobie i fanom RPG, nie tylko tym hardcore’owym.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Microsoft ma kolejne kłopoty. Sędzia zasugerował, aby zakazać Xbox 360 w USA
Znamy cały soundtrack z nowego Tony’ego Hawka – przesłuchaj go tutaj! [są powroty!]
Microsoft ma kolejne kłopoty. Sędzia zasugerował, aby zakazać Xbox 360 w USA
Konami i Autumn Games oskarżone o 14 milionowy przewał związany z Def Jam Rapstar
Microsoft ma kolejne kłopoty. Sędzia zasugerował, aby zakazać Xbox 360 w USA
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (1)
Skyrim go zje.