Newsy

Jakub Tepper Wrażenia z Gamescom okiem naszej społeczności

Jak pewnie większość słuchaczy wie, ekipa Rozgrywki w pełnym składzie stawiła się na targach Gamescom w Kolonii. Oto krótkie wrażenia Kazza i Deusza z pobytu w Niemczech:

Wrażenia Kazza:

Targi w Kolonii były dla mnie drugą tego typu imprezą, na której pojawiłem się osobiście – pierwszą była Poznań Game Arena. Przeskok okazał się naprawdę duży, ale o tym za chwilę. Do uroczego miasta Koln w zachodnich Niemczech stosunkowo łatwo dostać się z Polski – bezpośrednie połączenie kolejowe z Warszawy do Amsterdamu, zahaczające o Poznań okazało się idealnym rozwiązaniem. Na miejscu pojawiliśmy się na dzień przed oficjalnym rozpoczęciem Gamescom – mieliśmy więc trochę czasu na zwiedzanie. Kolonia, położona nad Renem, jest miastem dużym, ładnym oraz pełnym brukowanych deptaków i uliczek, na które samochody nie mają wstępu – za to pojawia się tam dużo rowerów. Nasz hotel mieścił się stosunkowo blisko centrum – tak więc po odłożeniu bagaży skierowaliśmy się w stronę serca miasta. Zgodnie z zainteresowaniami nie omieszkaliśmy wstąpić do najbliższego Gamestopu,  gdzie nastąpiło pierwsze zdziwienie – ceny gier w Niemczech są wysokie, nawet używki słabszych tytułów na DSa stoją co najmniej 12 euro za sztukę. Ceny nowych gier kształtują się na pułapie polskiego Empiku! Po Gamestopie przyszedł czas na okoliczny Media Markt, gdzie nie jeden raz ogarniał nas śmiech na widok cen. Yakuza 4, czy Shadow of the Damned po 80E? Jak najbardziej. Za to płyty kompaktowe (edycje zwykłe) mają tanie – coś za coś. Jeżeli planowaliście wyskoczyć do Niemiec po tanie gry, to już wiecie, że nie warto. Pod koniec pierwszego dnia pobytu skierowaliśmy się też w stronę hal targowych, żeby ogarnąć gdzie dokładnie się znajdują.

17 sierpnia rozpoczął się pierwszy (prasowy) dzień targów – wstęp tylko dla ludzi z odpowiednią akredytacją.  O godzinie 9.00 byliśmy już na miejscu i zaczęliśmy zwiedzać tzw. Entertaiment Area, czyli zwykłe hale targowe. Cały obszar imprezy dzielił się na kilka takich przybytków, na których porozstawiały się znane wszystkim graczom firmy, jak i małe firemki budujące dopiero swoją pozycję w branży. Nie zabrakło gier zarówno na konsole, jak i na PC. Między naprawdę olbrzymimi halami znajdowały się otwarte przestrzenie z ustawionymi budkami z jedzeniem (dominował curry wurst) i piwem. Poza tym na terenie imprezy znajdowało się wydzielone Press Center, czyli pomieszczenie dla prasy – miejsce, w którym można było napisać i wysłać jakiś nowy artykuł czy filmik do Internetu, a także Business Area, gdzie w zamkniętych boksach prezentowano największe hity i gdzie istniała możliwość porozmawiania z twórcami (nie każdy z prasy mógł tam jednak wejść – na spotkanie trzeba było się wcześniej umówić). Stoisk w głównych halach pojawiło się sporo. Praktycznie każda większa korporacja przedstawiała swoje najnowsze tytuły. Co ciekawe, niemal od samego wejścia pojawiły się duże kolejki do najbardziej wyczekiwanych hitów (trzeba było stać nawet około godziny), takich jak Battlefield 3, czy Diablo 3. Część gier można było sprawdzić  na otwartych standach, część (jak wspomniane Diablo) była prezentowana w formie pokazów za zamkniętymi drzwiami. Na te ostatnie organizatorzy wpuszczali odpowiednią liczbę osób, która oglądała jakieś trailery czy gameplaye i słuchała pana opowiadającego o danej pozycji (szkoda, że lwia część pokazów, jak i samych gier była w języku niemieckim).  W niektórych przypadkach po takiej prezentacji można było przetestować grę osobiście – niestety często tylko tryb multi. Samych gier było naprawdę sporo, jedni wydawcy radzili sobie lepiej inni gorzej (więcej o tym w Rozgrywce 32 i 33). Zabrakło jednak paru ważnych tytułów, a część z tych ważniejszych była prezentowana tylko w Business Area. Dzień zaczął dobiegać końca, więc po ograniu normalnych pozycji sprawdziliśmy najnowsze „hity” na Kinecta (filmik poniżej). Hale zamknięto o godzinie 19, my udaliśmy się na posiłek i wróciliśmy do hotelu. Tam nagraliśmy podcast:  http://niezgrani.pl/2011/08/18/rozgrywka-32/ i położyliśmy się spać około godziny trzeciej nad ranem!

Kolejny dzień nie należał już do tak udanych.  Na miejscu, w którym odbywały się targi pojawiliśmy się około 9:30, jeszcze przed oficjalnym otwarciem bram (to nastąpiło o 10.00). Z racji posiadanych przepustek weszliśmy wcześniej i udaliśmy się na dalsze zwiedzanie. Wszystko trwało w najlepsze do wspomnianego już oficjalnego otwarcia – staliśmy właśnie w króciutkiej kolejce do Darksiders 2, gdy nagle ujrzeliśmy biegnący tłum. Wyglądało to dosłownie jak wyprzedaż sukien ślubnych w UK. Ludzie zaczęli ustawiać się w kolejkach do Diablo 3, przeskakiwali ustawione barierki czy przechodzili pod nimi. Za chwilę jednak pojawili się panowie z ochrony i ten niecny proceder został zaniechany. Już wówczas kolejka prezentowała się okazale. Żeby dostać się do Diablo trzeba było pewnie czekać z 1,5 lub 2 godziny. Po wyjściu z prezentacji Darksiders 2 moim oczom ukazał się widok niespotykany – praktycznie cała przestrzeń targowa została zalana ludźmi, a po ogromnych korytarzach trzeba było się wręcz przeciskać. Z racji tego, w tym dniu udało się nam zobaczyć zdecydowanie mniej gier (ale za to odwiedziliśmy wystawę konsol retro – super sprawa). Przerażający był też widok śmieci walających się po podłodze – ulotki, gazetki itp. Wszystko to mimo tego, że kosze były dosyć gęsto poustawiane. Wieczorem, przed snem nagraliśmy kolejny odcinek podcastu: http://niezgrani.pl/2011/08/19/rozgrywka-33/

Następny dzień pobytu w Kolonii to w zasadzie ostatki, przeszliśmy się zobaczyć  tytuły, które wcześniej przegapiliśmy, a do których nie stała chmara ludzi (trzeba jednak przyznać, że Deusz z Marcinem lecieli wcześnie rano do obleganego Battlefielda 3), obejrzeliśmy parę meczów w Starcrafta 2 (cieszyły się naprawdę sporym zainteresowaniem) i wróciliśmy do hotelu po bagaże. O godzinie 22 byliśmy już w pociągu powrotnym do Polski.

Po przeczytaniu tego tekstu rodzi się podstawowe pytanie: czy było warto?

Tak, ale tylko dlatego, że nie widzieliśmy prezentowanych gier wcześniej (duża część to dema z E3) i mieliśmy przepustki prasowe. Moim zdaniem, bez takiej akredytacji po prostu nie warto tyle kilometrów jechać. Zwykły gracz zobaczy naprawdę niewiele i może się zestresować ogromnymi kolejkami. Nie należy też zapominać, że Gamescom to nadal impreza skierowana przede wszystkim do Niemców, dlatego wszystkie konkursy, zabawy itp. są prowadzone w języku niemieckim, a co najgorsze również wiele pokazów i gier jest w tym języku – wiele razy miałem sytuację, że nie rozumiałem co dalej mam w grze zrobić i musiałem prosić hostessę o pomoc (dobrze, że praktycznie każda z nich posługiwała się językiem angielskim). Mimo tych wad tegoroczny Gamescom mogę zaliczyć do udanych i jeżeli okoliczności pozwolą postaram się być na kolejnej edycji.

Wrażenia Deusza:

Po dwudziestogodzinnej podróży,  2 przesiadkach, konwersacji z miłym starszym panem, obowiązkowym prysznicu i prawdziwej smacznej polskiej kolacji siedzę przed ekranem komputera popijając kawę i czytam. Twitter i facebook szaleje, strony poświęcone grom video nie nadążają z publikacjami nowych materiałów, a ludzie na forach toczą zażarte dysputy. Tak jest, po czerwcowym E3 branże ogarnęła kolejna festiwalowa gorączka – Gamescom. Ale zaraz, zaraz. Przecież ja nie muszę tego czytać! Przecież ja byłem na Gamescom!

Ten przydługi wstęp posłużył mi w zgrabny sposób rozpocząć moje, jeszcze gorące [no dobra, już teraz letnie - dop. JT], rozważania na temat jednych z największych targów gier video na świecie. Gamescom oficjalnie rozpoczął się w środę, jednak my (ja, kazz, shellac i ethnoe) zajechaliśmy na miejsce już we wtorek z rana. I jak wrażenia? Kolonia to bardzo ciekawe miasto. Potężna gotycka katedra robi ogromne wrażenie, a samo centrum wygląda na przyjazne i przygotowane do przyjęcia kilkuset tysięcy spragnionych gier dziennikarzy i „zwykłych” graczy.  Tego samego dnia za pomocą nowoczesnych technologii (czyt.  internetu) obejrzeliśmy konferencję EA i Sony,  a wprawdzie tylko niektóre jej fragmenty, gdyż przez resztę czasu po prostu śmialiśmy się do łez.  Rozumiem, że konferencje służą głównie marketingowi, że oglądają je ludzie nie do końca zorientowani w branży, ale ile razy w ciągu kilku minut można użyć stwierdzeń typu: new immersive gameplay, bring the gameplay to the whole new level, deeper level of designing i inne takiego typu marketingowe hasła, a bardziej bzdury niż hasła. No nic, przejdźmy jednak do mięska i tego co tygryski lubią najbardziej, czyli samych targów.

Dzień pierwszy jest poświęcony tylko i wyłącznie prasie.  Przynajmniej teoretycznie, bo po halach targowych oprócz osób z charakterystyczną fioletową akredytacją dziennikarską, zawieszoną na gamescomowej smyczy, obijającej się o koszulki z nerdowskimi  wzorami,  przedzierały się dzieci, czy osoby kompletnie nie znające się na grach. To jednak w żaden sposób nie zepsuło mi klimatu Gamescomu. Centrum targowe Koelnmesse jest ogromne.  Dwie hale biznesowe (dosyć sterylne, ascetyczne, to tu odbywają się umówione spotkania deweloperów z dziennikarzami), 3 hale konsolowe i jedna, największa, przeznaczona tylko i wyłącznie dla gier pecetowych. Wszystko to tworzy tysiące metrów kwadratowych istnego nieba dla każdego gracza.  Cosplay’e, hostessy, świetnie zaprojektowane stanowiska wydawców i  setki monitorów tylko dopełniają obraz tego, jak wiele pracy włożono w to, by zadowolić graczy i dziennikarzy. Jak już wcześniej wspomniałem pierwszy dzień przeznaczony jest dla prasy i to właśnie wtedy postanowiłem ograć większość gier, czy zobaczyć interesujące prezentacje. Gameplay, kolejny stand, gameplay, stanie w kolejce, pokaz, kolejny stand, stanie w kolejce, gameplay… i tak w kółko. Ilość przyswajanych informacji rosła wprost proporcjonalnie do zmęczenie, ale i zadowolenia.  Po 10 godzinach ciągłego grania i oglądania postanowiliśmy odpocząć i zostawić resztę tytułów na następne dni targów.

Drugi dzień Gamescomu jest już otwarty dla wszystkich spragnionych elektronicznej rozgrywki graczy. Rozpoczęliśmy go wczesną pobudką, ponieważ, mimo otwartości imprezy, osoby z akredytacją dziennikarską mogę wejść na targi wcześniej niż przeciętni śmiertelnicy. I wiecie co, właśnie ten bonus pozwolił mi na zobaczenie wszystkich tytułów, które planowałem sprawdzić przed targami.  Ilość odwiedzających hale ludzi jest po prostu przytłaczająca. Gdy o godzinie 10.00, czekając na pokaz Darksiders II, otworzyły się bramki gamescomu, usłyszałem tylko krzyk, wrzask i tupot setek tysięcy stóp.  Trzy minuty później pobliska kolejka do Diablo III miała już długość dobrych kilkudziesięciu metrów, a hale targowe bardziej przypominały ewakuację jakiegoś dużego lotniska, niż europejskie święto gier video. Oczywiście nie było tak źle. Dopiero teraz można było poczuć klimat i zobaczyć skalę przedsięwzięcia. Po wstępnym szoku, przez kilka następnych godzin powoli zapełniałem swoją wcześniej przygotowaną listę gier, jednak to co udało mi się zobaczyć było tylko ułamkiem tego, co widziałem i sprawdziłem dzień wcześniej. Gdy stanie w kolejkach nawet do najmniejszych produkcji zajmowało jakieś horrendalne ilości czasu, postanowiłem odpuścić i zobaczyć wystawę retro, która była jednym z większych plusów tych targów. Masa starych i nowych konsol, o których nigdy wcześniej nawet nie słyszałem zrobiła na mnie pozytywne wrażenie i pozwoliła troszkę odsapnąć od tego wszystkiego co działo się na halach targowych.

Trzeciego dnia postawiłem kropkę nad i na mojej liście gier. Zamiast pchać się w kolejkach do mniej znaczących tytułów oddałem się przyjemności spacerowania, oglądania hostess, stoisk, cosplay’ów i dziwnych zachowań odwiedzających targi graczy. Tego, że ludzie będą bili się pod sceną, by zdobyć nawet najbardziej bezużyteczny gadżet (naklejki, ulotki, czy nawet plastikowe konewki były tutaj standardem) spodziewałem się już od samego początku imprezy, jednak tego, że można w tak chamski i ordynarny sposób śmiecić w centrum hal już nie. Po całym dniu targowym na podłogach leżały setki tysięcy ulotek, a tereny między halami wyglądały tak, jak gdyby ludzie zapomnieli do czego służy śmietnik.

Wiem na co czeka czytelnik, zapoznający się z tym tekstem i już go nie męczę. Tak, warto było pojechać na Gamescom! Jest to jedna z największych imprez w branży gier video, zrobiona z rozmachem i pomysłem. Pełna atrakcji i ciekawostek. Dla każdego gracza będzie to świetna przygoda, by zobaczyć jak wielkim rynkiem są gry video. Warto jednak napisać kilka tekstów i zaistnieć ze swoimi pracami w internecie, by za rok móc postarać się o akredytację dziennikarską, gdyż bez niej, ogranie wszystkich większych tytułów w trakcie dni otwartych będzie nie lada wyczynem.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (2)

  • Kazz Sierpień 29, 2011 o 19:32

    Nie, bo przy wejściu sprawdzają Ci dowód osobisty ;)

  • lehlerex Sierpień 29, 2011 o 22:36

    R2D2 :D




Powrót do góry