Artykuły

Beniamin Durski Zobaczyliśmy: Ghost Recon: Future Soldier

Pierwsze renderowane filmiki z Ghost Recon: Future Soldier bardziej mnie przerażały niż zachęcały do samej gry. Dopiero pierwsza prezentacja na E3 w tym roku pozwoliła mi na nowo uwierzyć, że Ubisoft wie co robi, a kamuflaże i gadżety nie zastąpią taktycznego podejścia.

Na Gamescomie mieliśmy okazję sprawdzić drugą z misji w głównym trybie kampanii, w której to zespół 4 Duchów prowadził operację powstrzymania przemytu broni w Zambii. Zaczęło się niepozornie – postacie ukryte w głębokim piasku i z aktywnym kamuflażem były praktycznie niewidoczne, jedynie przelatujący pył raz na jakiś czasu ujawniał ich obecność.

Już to pierwsze wrażenie sprawiło, że z radością patrzyło się na nowego Ghost Recona. Od początku do końca prezentacji czuć było, że twórcy wkładają sporo pracy w dopracowanie najdrobniejszych szczegółów od animacji postaci po ruch powietrza. Co ciekawe względem pokazu na E3 zniwelowano część holograficznego interfejsu, który pokazywał się gdzieś w przestrzeni wokół gracza. Jak przyznali twórcy natłok informacji zabijał kreatywność graczy, jednocześnie przytłaczając.

Ubisoft pozostawia nam wolną rękę w kwestii sposobu przejścia misji możemy wparować w środek pola walki uzbrojeni po zęby lub podejść bardziej taktycznie i powoli po cichu eliminować wrogów. To drugie podejście połowicznie pokazali nam deweloperzy.

Zaczęło się od tego, że jeden z Duchów uruchomił zdalnie sterowany pojazd zwiadowczy (Drone), który jak się okazało może nie tylko latać, ale również jeździć po ziemi. Wykorzystano go w celu oznakowania pobliskich celów, które potem kooperacyjnie wyeliminowano w jednej serii 4 zsynchronizowanych strzałów. Oddział pozostawał w ukryciu tak długo, jak to było tylko możliwe, ale dość szybko przeciwnicy zorientowali się w sytuacji i zaczęła się bardziej otwarta wymiana ognia.

O szybkim zwycięstwie nad przemytnikami zadecydowało wyszkolenie i ekwipunek oddziału. Gogle termowizyjne i snajperka, w której można było ustawić pięć różnych poziomów przybliżenia to jedne z bardziej podstawowych zabawek, którymi przyjdzie nam się bawić w Ghost Recon: Future Soldier. Pomimo tego wciąż czułem, że to od umiejętności gracza zależy najwięcej – deweloperzy ewidentnie wiedzieli jak oflankować rywali, by wykorzystać system osłon stworzony z porozstawianych na mapie skrzyń i innych elementów ułożonych wokół pasa startowego.

Po wybyciu wrogów zaczęła się część mniej prawdopodobna, a bardziej widowiskowa. Ciężki samolot transportowy zaczął kołować już w trakcie strzelaniny, więc Duchom nie pozostało wiele czasu na unieszkodliwienie go. Co prawda maszyna wystartowała, ale runęła na pustynię kilkaset metrów dalej. Oddział natychmiast ruszył w tamtym kierunku, choć dym i bardzo silna burza piaskowa utrudniały znacząco widoczność. Jeszcze raz przełączono się na inny tryb widoczności, w którym bez trudu udało się wyeliminować pozostałych wrogów i ukończyć misję sukcesem.

Wspominałem o tym na początku, dopiszę to jeszcze na końcu – w całej prezentacji nie znalazłem miejsca, które by mi się nie spodobało czy to wizualnie czy też pod względem rozgrywki. Miałem wrażenie, że obcuję z praktycznie skończonym produktem, który już niedługo wyląduje na półkach sklepów. Mi osobiście brakuje strzelanin z taktycznym podejściem, więc tym bardziej Ghost Recon: Future Soldier pobudził mój głód takiej rozgrywki. Zapowiada się świetna gra, więc już teraz zbierajcie swój własny oddział Duchów, by być gotowym do akcji.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (0)




Powrót do góry