Pewnego razu spotkałem się z opinią, że gry od Nintendo się nie starzeją. Można to było zbyć gorzkim uśmiechem, jednak po zastanowieniu naszła mnie refleksja, że owszem starzeją się, ale jakby wolniej. Żeby się o tym przekonać, trzeba spojrzeć na rynek gier video w znacznie szerszym wymiarze.
Prześledźmy sobie pokrótce jak przebiega żywot przeciętnej gry na konsole obecnej generacji. Wychodzi jakiś tytuł (nazwijmy go „Game of the Year”) i co dalej? Sprzedaje się nieźle (bo oceny ma dobre), ale ostatecznie zainteresowanie szybko spada, ponieważ tytuł ten nie ma świetnego multi, jest w miarę szeroko dostępny (co napędza sprzedaż używek) i nie nazywa się Call of Duty. Już po miesiącu, dwóch można zaobserwować spadek ceny. Kampania promocyjna też zazwyczaj trwa góra miesiąc czasu od momentu wprowadzenia produktu na półki sklepowe. Często po pół roku o „Game of the Year” nikt już nie pamięta. Okres żywotności rynkowej skraca się znacznie w przypadku gier ocenianych średnio (przy czym średnio to dziś nawet 8/10) i tych ocenianych źle. Gry takie potrafią tracić gwałtownie na wartości nawet po okresie trzech tygodni od premiery. Oczywiście wszystkie te przypadki należy rozpatrywać przez pryzmat sklepów zagranicznych – u nas jest oczywiście inaczej, ale umówmy się, naszemu rynkowi ciągle sporo brakuje do normalności.
No dobrze, a jak wygląda żywotność przeciętnego tytułu konsolowego jeżeli chodzi o wymagania graczy? Tu jest różnie, ale czas „przydatności do spożycia” raczej nie przekracza danej generacji sprzętowej. Często nawet w obrębie jednej generacji, na przykład w momencie upowszechnienia się jakiejś nowinki, tytuły starsze ,a jej nieposiadające z miejsca stawają na przegranej pozycji i wielu graczy już po nie nie sięga. Przykładem takiej rewolucji może być system zasłon znany z Gears of War. Pomimo, że jest to mechanizm stosunkowo świeży, dziś wielu graczy nie wyobraża sobie zagrania w podobny do wspomnianego tytuł, który go nie posiada. Podobnie jest w przypadku systemu save’ów – kiedyś nikt nie robił problemu, gdy trzeba było sejwować manualnie używając do tego różnego typu punktów zapisu. Dziś, jeżeli gra nie posiada automatycznego save’a z góry skazuje się na krytykę (o pomysłach z dajmy na to Resident Evil dodatkowo ograniczających ilość zapisów nikt już nawet pamiętać nie chce). Podobnie wygląda sprawa systemu strzelania (musi być trigger) czy odnawiającego się automatycznie zdrowia (ciekawe czy ludzie urodzeni po 2000 roku w ogóle pamiętają, że było kiedyś coś takiego jak apteczki).
Poza oczywistymi zmianami (w większości na lepsze) związanymi z mechaniką, zmienia się w grach coś jeszcze. Tak, mam na myśli grafikę. Myślicie, że tylko gry z poprzednich generacji potrafią wywołać zgrzytanie zębów? Odpalcie sobie coś z początków PS3, albo Xboxa 360. W dużej liczbie przypadków już sama oprawa jest w stanie odrzucić nas od nawet świetnego niegdyś produktu.
Zaryzykuję tezę, że gry video są najszybciej starzejącą się gałęzią rozrywki . Filmy, czy też książki nie starzeją się praktycznie wcale. Nie widzę problemów w sięgnięciu dziś po „Nowy wspaniały świat” Huxleya, czy obejrzeniu jakiegoś starego filmu Hitchcocka. Owszem realizacja powyższych odbiega od dzisiejszych standardów, ale to nadal kanon, po który miłośnik kina czy literatury powinien sięgnąć i przy którym nadal będzie się świetnie bawił. A dajcie dziś do ogrania jakiemuś młokosowi pierwszego Tomb Raidera, ba – sami zagrajcie. Chyba jedynie desperaci będą potrafili ukończyć obecnie dziewiczą
przygodę Lary, a przecież swego czasu była ona niemałą rewolucją na rynku.
Co tam Tomb Raider, weźcie dowolną grę 3D z lat 90. Jeżeli nie odrzuci Was grafika, to skutecznie uczyni to mechanika tych produkcji. Oczywiście są wyjątki (np. stare przygodówki), a gry 2D starzeją się wolniej, ale mimo wszystko proces starzenia się gier zachodzi niezwykle szybko.
Nie dziwcie się zatem, że nikt dziś nie pomyśli o wznowieniu na PS3 (mówię o normalnej dystrybucji sklepowej) jakiejś starej gry z PSXa, bo żeby to zrobić musiałby być kompletnym wariatem, albo całościowo ową grę przebudować, zarówno gameplay’owo, jak i graficznie.
Tak sobie tu ogólnie gdybamy, ale we wstępie wspomniałem o Nintendo, do którego najwyższy czas się odnieść. Moim zdaniem proces korozji przynajmniej w niektórych grach tej firmy zachodzi znacznie wolniej niż u konkurencji. Już mówię o co mi chodzi. Jeżeli ktoś z Was posiada Wii od razu może zobaczyć o czym mowa. Wystarczy nabyć i przejść jedna po drugiej dwie gry z tej stajni: Super Mario Galaxy oraz jej kontynuację. Jeżeli już skończyliście oba tytuły, to zapewnie wiecie co zaraz napiszę. Dla tych, którzy tego nie zrobili już spieszę z wyjaśnieniem. Wyżej wymienione gry praktycznie niczym się nie różnią. Grając w SMG 2 ma się wrażenie, że to swoisty mission pack do części pierwszej. Jeżeli chodzi o mechanikę wszystko zostaje po staremu z wyjątkiem paru rozszerzeń. Graficznie to już w ogóle ta sama liga, a gry dzielą aż 3 lata! Co ja będę mówił, sprawdźcie sobie Mario z Gamecube’a. Nintendo od wielu lat raczy nas tym samym z wykorzystaniem dosłownie kilku nowinek. Znane serie gier z ich stajni na przestrzeni lat niewiele się zmieniają, a mimo to dalej bawią. Daję głowę, że kupując Mario Sunshine, klient będzie miał podobne odczucia jak w stosunku do nowszych gier z tej serii na Wii. Donkey Kong Country Returns ? Czym to się różni od starych Kongów? Zelda? Schemat goni schemat, a od czasu Wind Walkera nic ładniejszego w świecie Linka nie powstało. Gry od N zmieniają się, ale małym stopniu i totalnie olewają dzisiejsze trendy. Mario nadal ma jeden krzywy uśmiech, lata po podobnie animowanych planszach i ciągle jest trudny. W niszy jaką niewątpliwie reprezentuje duża część gier N, konkurencji wszakże zbyt wielkiej nie ma i to może być jedna z odpowiedzi na długą przydatność produktów z logiem Nintendo. Nie należy oczywiście zapominać o geniuszu designerskim twórców, chociaż przywołanie pewnego powiedzenia: „Lubimy piosenki, które już znamy” też jest moim zdaniem trafne.
Kończąc ten wywód polecam zajrzeć do sklepu (nawet zagranicznego) i sprawdzić sobie ceny starszych tytułów Nintendo na Wii albo na DSa. Teraz szybko sprawdźcie cenę jakiejś popularnej gry na PS3 sprzed roku. To właśnie ceny powiedzą Wam najlepiej, jak starzeją się gry Nintendo. Firma hydraulika znalazła jakiś złoty środek – tkwiąc technologicznie w przeszłości ich gry, pomimo lat nadal są świeże. Otwartą kwestią pozostaje, czy taka stagnacja może trwać wiecznie i czy z czasem nawet i najlepsze rozwiązania się nie przejadają.
Piotr Kazz Kaźmierczak
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Najlepsza promocja w historii właśnie się rozpoczęła?
@Sora: 128 to też 1:8, 8 spu na 1 rdzeń
Przecież właśnie to napisałem.@Sora: to jest 16 rdzeniowy
@8bitspell: PPE to (dla uproszczenia) rdzeń kontrolujący SPU - wrzucenie ich tam szesnastu zachowuje stosunek 1:8 z
Najlepsza promocja w historii właśnie się rozpoczęła?
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (8)
Nie chodzi tylko o Wii. Podobnie było i jest w przypadku innych konsol N. Gry z firmy hydraulika trzymają cenę (jakimś dziwnym wyjątkiem jest Metroid Other M, który cenowo poleciał na łeb na szyję).
Kazz odkrył w sobie żyłkę pisarską :D
Dwie ciekawostki. Pierwsza to taka, że w nowym Max Payne będą apteczki, a druga to fakt, że ludzie urodzeni po roku 2000 mają ok 10 lat, więc nie grali jeszcze w zbyt wiele gier z "regeneracją życia" :)
Powiedz mi Deuszu kiedy zaczynałeś przygodę z grami?
Bo ja jakoś mając 4 lata. Dzieciaki urodzone po 2000 roku ograły już masę gier.
Tak, "Reksio lubi szkołę" na przykład :D Są wersje dla dzieci od 4 lat chyba :P (zasłyszane w pracy)
Mógłbym wymienić masę tytułów z konsoli, czy PC, które łapią się do ligi "niestarzejących się". Po prostu Nintendo zrobiło kilka dobrych gier, nie ma konkurencji na swoich platformach, jak Michaelius napisał i prowadzi od lat dobry marketing, skupiony na kilku tylko produktach. Siłą rzeczy, są one obecne w świadomości tłumu, w czym z pewnością pomaga oddana gwardia fanbojowska (do niedawna na szczycie listy taboretów, ostatnio oddali pole applowcom).
Ja ukończyłem pierwszego Tomb Raidera jakiś rok temu i nie narzekałem (co prawda na pc, na emulatorze glidos i w 1080p :P). Po za słabiutką geometrią nadal wygląda ok. Jeśli chodzi o rozgrywkę to męczą skoki mierzone co do centymetra - nawet przy zapisywaniu gry w dowolnym momencie - nuży monotonia ale przy krótszych sesjach to nadal solidna gra. I wcale nie jestem Desperatem :P
Problemem gier jest zbyt szybka ewolucja. Filmy potrzebowały 50lat żeby przeistoczyć się z tego -> http://www.youtube.com/watch?v=D0bV2gh4E7Y w to http://www.youtube.com/watch?v=zz902h6XxR0&feature=related
Nie będę oceniał co jest lepsze jednak odbiór całkowicie się zmienił.
Gry stały się masową rozrywką a przez to znacząco uprościł się ich odbiór, z kawałka surowego mięsa zamieniły się w łatwo przyswajalną papkę. Jeśli ktoś nie interesuje się grami to pewnie i tak nie zagra w nic co jest starsze niż 2-3lata.
Nintendo od lat nie robi nowych gier tylko rearanżacje swoich starych produkcji w nowej grafice. Takimi rozwiązaniami można zadowolić sporą rzeszę odbiorców ale niestety nic odkrywczego się nie osiągnie (przynajmniej tak mi się wydaje). Ceny gier N spowodowane są dwoma czynnikami, jest ich relatywnie nie dużo, a na dodatek w danym momencie na rynku nigdy nie znajduje się nadmierna ilość kopii.
Altairus, zbyt szybka ewolucja oznacza szybkie starzenie sie ;)
Nintendo "rearanżuje", ale zostawia nawet grafikę na podobnym poziomie.
Mało gier z Marianem na rynku? SMG to prawie 9 milionów sprzedanych kopii.