Copernicon to festiwal fantastyki i gier wszelakich, m. in. karcianych, planszowych i wielu innych, na których niespecjalnie się znam. Pośród tych wszystkich atrakcji swoje miejsce znalazły także nasze ulubione – gry wideo. Jak się tam zaprezentowały? Postaram się Wam o tym opowiedzieć na podstawie dwóch dni, które w Toruniu spędziłam.
Zacznę jednak od rzeczy podstawowych, bo być może nie wszyscy z Was o czymś takim jak Copernicon słyszeli. Jest to konwent organizowany w Toruniu głównie przez Stowarzyszenie Gier i Fantastyki “Perła Imperium”. Tegoroczna edycja odbyła się w dniach 14-16 października, a główna część imprezy miała miejsce w budynku II LO im. Królowej Jadwigi, które to niestety było dość oddalone od centrum Torunia, gdzie z kolei zorganizowano spotkanie z Andrzejem Sapkowskim oraz konwentowy koncert w klubie Lizard King. W żadnym z tych wydarzeń niestety nie brałam udziału.
Copernicon chciałam zacząć od wyżej wspomnianego punktu programu, czyli od spotkania z twórcą Wiedźmina. Niestety przybyłam za późno i okazało się, że w Książnicy Kopernikańskiej zabrakło już miejsca, a chętnych pod wejściem czekało jeszcze sporo. Pierwszy minus – zorganizowanie takiego wydarzenia w niewystarczająco dużym miejscu. Nie czekałam już zatem też na koncert, podczas którego swoje talenty miały zaprezentować grupy Percival Schuttenbach, Vecordia oraz Mindwhisper, ale udałam się prosto do II LO.
Tam też nie zaczęło się zbyt różowo, bo okazało się, że nie zostałam zapisania w systemie akredytacyjnym jako przedstawicielka mediów. Na szczęście wystarczyła krótka rozmowa z jednym z organizatorów, wejściówka została mi wydana i mogłam rozpocząć zwiedzanie. Plus za szybkie rozwiązywanie problemów.
Wszystkie wydarzenia przyporządkowane były konkretnym salom szkolnym. Video Room, czyli miejsce najbardziej mnie interesujące, został rozbity na dwa pomieszczenia, a nad całością czuwała ekipa serwisu Polish Xbox Community ze Zbigniewem ‘Keymakerem’ Borowskim na czele. W jednej z sal rozstawiony był pełen sprzęt muzyczny, a w konsoli kręciła się płytka z grą Rock Band 3. Druga sala to dwa Kinecty, a także dwie konsole z Gears of War 3 i Forzą 4. W sobotę dojechała FIFA 12, z którą było trochę problemów organizacyjnych, bo okazało się, że EA przysłali wersję na nieodpowiednią konsolę, organizatorzy zostali więc zmuszeni po prostu do zakupienia gier na X360, które dostarczył Microsoft. Żeby było jeszcze zabawniej, EA także przysłało trochę sprzętu, ale były to… tak, Xboxy. Po zażegnaniu problemu FIFĘ 12 rozstawiono w miejscu, gdzie był też RB3, ale nie przeszkadzało to nikomu w dobrej zabawie.
W sobotę zorganizowany został turniej Gears of War 3, w którym do wygrania były gadżety w postaci smyczek i plakatów, a dla najlepszego gracza nagrodą była gra Gears of War 3. Za miejsca na podium rozdawane były także copernicony, czyli konwentowa waluta, za którą można było nabyć nagrody. I tak – 1 miejsce to 15 coperniconów, drugie – 10, a trzecie – 5. Jeżeli zaś chodzi o nagrody za nie przewidziane, to już za 5 coperniconów można było zdobyć egzemplarz pisma poświęconego fantastyce, za 10 do 20 dostępne były książki, a w zakresie 25-35 coperniconów mieściły się już większe nagrody, takie jak gry planszowe. Warto jednak było poczekać, bo później dołożono więcej nagród, głównie książek, jednak za 35 coperniconów można było nabyć prawdziwe perełki – figurki Altaira i Marcusa Feniksa. Prawda, że smakowicie? Ekipa PLXC przewidziała także turniej FIFA 12, lecz w tym już nie uczestniczyłam. Wiem jednak od organizatorów, że na uczestników czekało sporo nagród – kilkanaście gier FIFA 12 na PC, przypinki oraz pocztówki z autografem Kuby Błaszczykowskiego. W turnieju Gears of War 3 wzięło udział ok. 20 osób, a więc zainteresowanie było spore. Podejrzewam więc, że przy FIFIE było jeszcze lepiej, lecz tego już nie dane było mi zobaczyć.
Gry wideo zaznaczyły jednak swój udział na Coperniconie nie tylko w Video Roomach. Na ich temat poprowadzono także kilka prelekcji. Pierwsze takie wystąpienie, w którym wzięłam udział, odbyło się w piątkowy wieczór w sali z dumną karteczką z napisem głoszącym „Naukowa” na drzwiach. A właściwie to miało się tam odbyć, ale sala została zmieniona, o czym jednak nikt nie raczył poinformować. Drugi minus. W końcu jednak trafiłam do klasy, gdzie Andrzej Klimczuk prowadził prelekcję pod tytułem „Zarys teorii i praktyki badania gier komputerowych/wideo na początku XXI wieku”. Wcześniej zajmował się pisaniem o grach (m. in. Gry-Online i Neo Plus), obecnie podchodzi do gier wideo z bardziej naukowego punktu widzenia, jest członkiem Polskiego Towarzystwa Badania Gier. Ciekawostka – to on popełnił niedawno artykuł dla Polityki, w którym zamieścił niefortunny cytat prof. Izdebskiego o grach, których celem jest zbiorowy gwałt. Nie nastawiło mnie to do niego zbyt pozytywnie, ale fakt, że powiedział o tym na samym początku i przyznał, że mógł to być błąd jest jednak pozytywem. Przejdźmy jednak do samej prelekcji. Ciekawe było to, że Andrzej Klimczuk mówił o różnych uwarunkowaniach powstawania gier. Generalnie wykład nie był zbyt odkrywczy, niemniej pojawiło się kilka ciekawych rzeczy, o których być może nie wszyscy wiedzą. Dla mnie taką ciekawostką była kwestia patentów. Według Klimczuka, duże firmy opatentowują wiele rozwiązań, które następnie są zamrażane, ponieważ w danym momencie nie mają środków na ich wprowadzenie. Takie rozwiązanie nie może zostać wtedy użyte przez kogoś innego, więc doprowadza to do wstrzymania rozwoju i pojawiania się nowych rozwiązań. Wykład rozpoczął się z opóźnieniem przez problemy uczestników ze zlokalizowaniem go, toteż o godzinie 21 większość zaczęła wychodzić na inne punktu programu, co zmusiło Klimczuka do przerwania swojej prelekcji. A szkoda, bo gdy nie mówił o rzeczach oczywistych dla kogoś, kto orientuje się w grach wideo, to było całkiem ciekawie.
Następnie miałam zamiar udać się na prezentację gry Forza Motorsport 4, która miała odbyć się w sali konferencyjnej, a więc największej, jednak zadomowił się tam Andrzej Sapkowski rozdający autografy licznemu tłumowi wielbicieli. Kolejny minus za organizację. Udałam się zatem do sali oznaczonej jako „Konkursowa 2”, gdzie Arkadiusz ‘arkhar’ Haratym z serwisu gamemusic.pl prowadził konkurs wiedzy o muzyce z gier wideo. Sapkowski najwyraźniej zdobył całą uwagę uczestników, bo w konkursie, łącznie ze mną, wystartowały tylko 4 osoby. Szkoda, bo arkhar dobrze się przygotował, ale muszę przyznać, że nawet w tak skromnym gronie bawiliśmy się wyśmienicie. Zasady były proste – na podstawie trzydziestosekundowego fragmentu muzyki trzeba było podać tytuł gry, z której ona pochodzi. Kategorie były dwie – gry japońskie i niejapońskie, poziomy trudności – 3 standardowe (łatwy, średni, trudny) punktowane odpowiednio za 1, 2 i 4 punkty. Za łatwe uznane zostały kawałki pochodzące z takich gier jak Portal czy Deus Ex, a więc absolutne klasyki, choć i tu zdarzały się zaskoczenia. Średni poziom zawierał muzykę z m. in. Bayonetty czy Machinarium, a trudne zagadki były naprawdę… trudne. Pojawiały się tam takie tytuły jak Neverhood czy Heart of Darkness. Nagród nie było, więc zabawa była bezstresowa. Radości i śmiechu było co niemiara, jednak osobiście czułam też coś w rodzaju irytacji, gdy znałam jakiś kawałek, ale nie pamiętałam, z jakiej gry on pochodził, a taka sytuacja zdarzała się często. Generalnie jednak bardzo pozytywny punkt programu i szkoda jedynie, że bawiliśmy się w tak skromnym gronie.
Sobota rozpoczęła się dla mnie od spotkania z przedstawicielami Techlandu, którzy w jednym z Video Roomów opowiadali o praktykach w firmie i rozdawali ulotki wszystkim uczestnikom. Czas trwania tego wykładu przewidziany był na godzinę, jednak poprzez dyskusję na sali płynnie przeszliśmy do tematu ich drugiej prelekcji, czyli pracy w GameDev’ie. Zresztą generalnie skończyło się na dwugodzinnej luźniej dyskusji, co mi akurat odpowiadało, bo w ten sposób można było dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy. Sami prelegenci zachęcali do zadawania pytań, poruszano więc tematy ciekawiące widownię. Porozmawialiśmy i o bardziej technicznej stronie tworzenia gier, ponieważ jednym z prelegentów był programista silnika. Mówiono też oczywiście sporo o praktykach w Techlandzie, bo w końcu to było tematem pierwszej godziny, a dodatkowo oboje przedstawicieli dostało się do firmy właśnie w ten sposób, mieliśmy więc informacje z pierwszej ręki. W międzyczasie dotarła też spora ekipa z City Interactive, bo jak sami stwierdzili, gdy później z nimi rozmawiałam, byli ciekawi, co pracownicy Techlandu mają do powiedzenia o swoim miejscu pracy. Jak już wspomniałam prelekcja przerodziła się w ciekawą dyskusję na różne tematy związane z grami, także to były zdecydowanie bardzo dobrze spędzone dwie godziny, podczas których można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy od ludzi tworzących gry, a więc siedzących w tym najgłębiej.
Dwa kolejne punkty programu, na które miałam zamiar się udać, miały odbyć się w sali naukowej, a dotyczyć miały grywalizacji i relacji między grami komputerowymi a fantastyką. Niestety żaden z nich się nie odbył. Tak samo jak nie odbyła się przedpremierowa prezentacja Battlefielda 3, bo EA go nie przysłali. Rozumiem, że organizatorzy Coperniconu nie mili wpływu ani na nieprzybycie prelegentów ani na niedostarczenie gry, jednak fakt jest taki, że coś miało być, a tego nie ma. Minus.
Następnym bardzo interesującym wydarzeniem była prelekcja dr Michała Mochockiego z PTBG zatytułowana „Gry zmieniające świat”. Dr Mochocki przedstawił zebranej widowni projekty, które korzystają z mechanizmów znanych z gier, ale przekładają to na realne korzyści. Jako przykłady zaprezentowane zostały m. in. Foldit, The World Without Oil czy Evoke. Prelegent wydawał się być zafascynowany postacią Jane McGonigal, która to właśnie zajmuje się projektowaniem gier mających na celu wykorzystanie zasobów ludzkich w służbie odkryć naukowych czy poprawienia standardu życia ludzi. Dr Mochocki przedstawił gry jako formę organizacji pracy, która jest o wiele bardziej efektywna niż metody stosowane obecnie. Był to ciekawy, poważny wykład, dający wiele do myślenia o tym, jak gry mogą zmienić świat, więc założenia tematu zostały spełnione.
Był to już prawie koniec mojego udziału w Coperniconie. Udałam się jeszcze na uroczyste wręczenie nagród literackich Nautilus. Statuetki w obu kategoriach – zarówno na najlepsze opowiadanie, jak i na najlepszą powieść, zdobył Andrzej Pilipiuk, czego serdecznie mu gratuluję. Oczywiście podczas całego konwentu działo się wiele różnych rzeczy, których mimo najszczerszych chęci nie byłam w stanie fizycznie ogarnąć. Odbywały się LARPy, w Games Roomach można było pograć w różne gry planszowe, karciane i inne, cały czas działał sklepik konwentowy, w którym można było zakupić książki, gry, koszulki, przypinki i wiele innych rzeczy, które na każdym fanie fantastyki niewątpliwie robiły wrażenie i zachęcały do sięgnięcia do portfela. Na boisku szkolnym odbywały się również pokazy walki, w poszczególnych salach prowadzone były sesje RPG, w innych spotkania ze znanymi pisarzami, a w jeszcze innych prelekcje na tematy fantastyczne.
Moje uczestnictwo w Coperniconie zakończyło się udziałem w genialnym koncercie Jacka Kolwalskiego, który jest historykiem sztuki, poetą, tłumaczem literatury starofrancuskiej oraz… bardem. Jego występ był o parę minut opóźniony, ale może to i lepiej, bo kilka osób zdążyło jeszcze przybyć na jego magiczny występ. Pan Kowalski poprosił o zgaszenie światła i zapalenie świec, by stworzyć odpowiedni nastrój i wtedy zaczął czarować. Grał na gitarze i śpiewał historyczne pieśni francuskie, wykonywał gawędy szlacheckie, pojawił się nawet utwór poświęcony Leszkowi Białemu, w którym o jego śmierć bard obwiniał… brak piwa. Powiem Wam, że dokładnie w taki sposób wyobrażałam sobie występy Jaskra, gdy czytałam sagę o Wiedźminie, a było to dla mnie zaskoczenie, bo udając się na koncert nie wiedziałam, czego właściwie mam się spodziewać. Występ Jacka Kolwaskiego przekroczył jednak moje najśmielsze oczekiwania. Polecam zapoznanie się z jego twórczością, bo to zdolny i mądry człowiek jest.
Podsumowując mogę spokojnie powiedzieć, że jestem zadowolona z udziału w Coperniconie. Działo się tam ogromnie dużo rzeczy, czasem nawet aż za dużo, bo zmuszona byłam wybierać między kilkoma interesującymi mnie wydarzeniami, które miały miejsce w tym samym momencie. Każdy fan fantastyki na pewno znalazłby tam coś dla siebie, ale i dla wielbicieli wirtualnej rozrywki było sporo atrakcji. Stanowiska z grami są oczywiście miłe, ale to jedno. Drugą rzeczą były prelekcje, na których można było posłuchać, co ludzie siedzący głębiej w grach wideo mają ciekawego do powiedzenia, także z naukowego punktu widzenia. Jeszcze lepiej by oczywiście było, gdyby nie wpadki organizacyjne i brak niektórych punktów programu, ale i tak jako gracz jestem zadowolona z Coperniconu i mam oczywiście nadzieję, że za rok będzie jeszcze lepiej.
Za udostępnienie zdjęć dziękujemy Obserwatorowi Toruńskiemu.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
Najlepsza promocja w historii właśnie się rozpoczęła?
@Sora: 128 to też 1:8, 8 spu na 1 rdzeń
Przecież właśnie to napisałem.@Sora: to jest 16 rdzeniowy
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (2)
@MARVELOUS
Chyba jesteś trochę nie w temacie :-) - podobne imprezy odbywają się regularnie w wielu miastach w Polsce.
Mangowe konwenty obecnie też się odbywają w szkołach.