Artykuły

mrkort Czy warto kupić Trine 2? [recenzja]


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żyła sobie trójka bohaterów. No, w każdym razie trójka. Amadeus, Pontius oraz Zoya. Znali się od bardzo dawna. Od pierwszego zetknięcia z Trójnią (tak, zdaję sobie sprawę z tego, jak to brzmi)… niech będzie, z Trine.


W skrócie. Amadeus był czarnoksiężnikiem. Celował w ukrywaniu się przed swoją żoną. Pontius był rycerzem, który – jak to rycerze – poszukiwał czegoś, co mógłby rozsiekać swym mieczem, ewentualnie zdzielić młotem. Była też prześliczna Zoya, dla której najważniejszym było, aby perypetie przyniosły jej zysk. Zastanawiacie się pewnie, jak udało im się pogodzić tak różne cele w trakcie jednej wędrówki. Z pomocą przyszła im Trójnia (tak, zdaję sobie sprawę, jak to brzmi)… niech będzie, Trine.



Pomińmy jednak moje chętki na opowiadanie historyjek. Trine 2 jest – jak sama nazwa wskazuje – sequelem Trine, po raz kolejny od przesympatycznego szwedzkiego studia Frozenbyte. Pierwsza część mnie oczarowała. Pełna była całkiem przyjemnych zagadek, które należało rozwikłać zupełnie jak za “starych, dobrych czasów” w Lost Vikings. Brakowało mi tylko jednej możliwości – trybu współpracy. No, przecież mamy dwudziesty pierwszy wiek.



Gra pozostaje całkowicie wierna ideałom pierwszej części. Znów dostajemy do dyspozycji trzech bohaterów o różnych zdolnościach. Panienka strzela z łuku, jak również potrafi za pomocą liny z kotwiczką przemieszczać się niczym Tarzan na lianach (choć Zoya wygląda znacznie zgrabniej). Magik Amadeus, bedąc artystą w swoim fachu, znów uraczy nas masą pudeł i desek. W dalszym ciągu ma problemy ze skleceniem “przydatnego” zaklęcia, jakie możemy znać z innych baśni (zapomnijcie o deszczu meteorytów). No i Pontius, tarczownik i mieczownik, który tym razem do dyspozycji dostał jeszcze młot. Żadna ściana nam się już nie przeciwstawi.


Każdy z głównych aktorów tego spektaklu ma również drzewko umiejętności, które możemy dowolnie rozwijać tworząc bardziej przydatne kombinacje podstawowych umiejętności. I tak Zoya, na przykład, może być wyposażona w ogniste strzały, którymi odpalimy pochodnie, gdy będzie taka potrzeba. Amadeus z kolei dzięki rozwojowi umiejętności może tworzyć więcej niż jedno pudło, co pozwoli nam łatwiej konstruować podesty, po których będziemy przesuwać naszych zawodników wymijając przeszkody. A Pontius? On roztrzaska dla nas ścianę, położy pokotem gobliny, czyli generalnie zajmie się tym, w czym jest najlepszy – machaniem kawałkiem zaostrzonego żelastwa do utraty tchu.



Oczywiście w dalszym ciągu nasze postaci będą umierać. Nawet często. Szczególnie w momentach, kiedy będziemy toczyć rozgrywkę solo, gdy w ścisku i przypływie adrenaliny zmienimy postać nie na tę, którą chcieliśmy. Zupełnie jednak jak w poprzedniej części wystarczy dojść do punktu kontrolnego i znów będziemy mieli komplet zawodników.


A skoro już mowa o kompletach zawodników, to pierwsze, co rzuca się w oczy, co uległo zmianie, to tryb kooperacji. Uległ zmianie, bo wreszcie jest co-op online! Zasady są oczywiście banalne. Mamy do dyspozycji miejsce dla trzech graczy z możliwością przełączenia się na trzecią postać w przypadku grania tylko we dwóch. Chyba nie muszę mówić, że ilość współpracy w – nota bene – trybie współpracy jest taka, jak zawartość cukru w cukrze w najlepszych gatunkach “Białego Kryształu”. Jest rewelacyjnie. Grając samemu musiałem kombinować jak zaczepić pudło magika, aby Zoya mogła złapać się go za pomocą swojej liny, żebyśmy wszyscy mogli spokojnie przeskoczyć przepaść. Mordęga! W kooperacji wystarczyło, aby Amadeus wyczarował deskę, na której stanąłem, po czym on nas po prostu przeniósł umiejętnością lewitowania przedmiotów. Rewelacja!



To, co również odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła nas pierwsza część, to pokaźna modyfikacja silnika gry, umożliwiająca prawdziwe popisy graficzne. Trine 2 jest – z braku lepszego porównania – poezją dla oczu. Do tego dołączono – jak mawiała moja babcia – “pitolącą” w tle muzyczkę przywodzącą na myśl przygody z jakichś rycerskich, średniowiecznych ballad.


Trine 2 jest inteligentną i sprytną grą logiczno – platformową. Gdy podchodzimy do kolejnej łamigłówki, pierwsze co pomyślimy to: “Acha, to było w poprzedniej planszy, zrobię tak i tak i po sprawie”. Po czym okazuje się, że nic z tego. Że zagadka jest inna i zaczynamy główkowanie. Nadchodzi irytacja. Nie ma rozwiązania. Za chwilę myślimy “a gdyby tak…” I okazuje się, że to genialnie proste. Nie postawię tej gry na jednej linii z Portal 2, w życiu bym się nie odważył. Trine 2 jednak ma coś, co naprawdę – w związku z przyjemnością, którą gra mi sprawiła – chciałbym określić mianem “oddechu Valve”. Jest to coś.


Jest całkiem magicznie.



Podziękowania dla Frozenbyte za dostarczenie gry.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (3)

  • SimonX Grudzień 21, 2011 o 08:56

    może i warto kupić, tylko że nie ma jak, bo w ponoć w europie obsuwa premiery na psn
    w sumie to i lepiej :)

  • lehlerex Grudzień 22, 2011 o 10:36

    Gra jest naprawdę bardzo ładna, a szczegóły na planszach i oświetlenie pierwsza klasa.

  • dhoine Grudzień 26, 2011 o 10:37

    Oddech Valve - ladnie powiedziane :)




Powrót do góry