Wrażenia po przejściu. Póki co, bo jeszcze trochę i mogłyby być po przejściach. Co najmniej dwóch, taka to grywalna pozycja. Ale nie ma z czym zwlekać, swoje zdanie już mam, a po kolejnych przeprawach co najwyżej z tekstu pochwalnego zrobiłaby się w ogóle laurka, cała w kwiatuszki, do oprawienia w ramki i powieszenia na ścianie.
Wydawca: Oddworld Inhabitants
Producent: Just Add Water
Gatunek: przygodowa gra akcji
Platforma: PSN (opisywana), w przyszłości także PS Vita oraz PC
Cena: 47 zł.
PEGI: 12
Odnośniki: zapowiedź na blogu PS (zmiany + galeria porównawcza), gameplay, metacritic
Zanim przejdę do konkretów, zauważcie proszę jedną ważną rzecz – słowa “recenzja” unikam celowo. Raz, że nie grając w Xboksowy oryginał chcę uciec od porównań i nie prosić się tym samym o wytknięcie braku rzetelności, a dwa – wrażenia na gorąco są po prostu bardziej adekwatne do tego, co mam w głowie na tę chwilę. Luźne przemyślenia, a nie przemyślane słowa. Takie sobie za i przeciw.
To nie wróży nic dobrego… – zachęcony niezwykle pozytywnymi opiniami na temat pierwowzoru, jak i samej re-edycji, tę drugą zakupiłem niczym ciepłą bułeczkę – długo w sklepie nie poleżała. I w zasadzie nie wiedziałem czego się spodziewać, no bo skąd. Xboksowej wersji na oczy nie widziałem, a opinie przejrzałem tylko “po łebkach”. Spodziewałem się więc “czegoś dobrego”, po prostu. Jednak pierwsze minuty obcowania z zupełnie mi obcym antybohaterem były raczej wyprane z hurra optymizmu. No i bardzo dobrze, jak się zaraz okaże.
…ale chyba tak miało być – miłe niespodzianki są zawsze i wszędzie mile widziane. Tutaj byłem nimi obdarowywany wraz z każdym kolejnym krokiem. Spokojny początek, wszystko bez szału, “niby co w tym fajnego”, a wpadałem po uszy. Coraz głębiej i głębiej, bagno to nic. Opamiętałem się za sprawą budzika, którego – nie wiedzieć czemu – nie wyłączyłem na święta. Była 6:00.

Po drugie: wzmożona grywalność – składa się na nią nie to, że połączono tu strzelankę FPS z platformówko-skradanką TPP, a sposób w jaki je połączono. Nawet nie wiecie ile mi to frajdy sprawiało, gdy radośnie, choć na granicy ryzyka fikałem sobie w celu zwabienia oponentów, by później wycofać się do miejsca konstrukcyjnie przypominającego korytarz, przełączyć na widok z kuszą, i… łup, łup – jeden, drugi, trzeci! Powiedziałbym, że padają jak muchy, ale właściwie to nierzadko padają od much. Padają jak chcę. A chcieć można na wiele, wiele sposobów, arsenał wystrzeliwanego robactwa jest dość pokaźny i stale się powiększa: wabiki, pułapki, bombki, pociski… ale wyliczankami zajmie się tutorial na początku gry. Tak więc pośród tego zgiełku podbiegam do otumanionego delikwenta, wyjmuję kosmiczny odkurzacz i dosłownie sprzątam łotra żywcem. Ewentualnie to, co z niego zostało – już po całym zamieszaniu, gdy muzyka nabierze spokojnego tempa i kurz nieco opadnie. Taka praca. Raz można ukradkiem, zza winkla, a raz można na żywioł, aż ziemia dudni – praca łowcy głów nigdy się nie nudzi. Świetnie się biega, skacze, czy skrada. Świetnie się strzela i łapie. Nawet energię się świetnie odnawia – tak, to też sprawia dziwną – by nie powiedzieć dziką – przyjemność, zwłaszcza ułamek sekundy po sprzątnięciu kolejnej niedobrej istoty.
Po pierwsze: te MIEJSCA, ten KLIMAT – pisane wielkimi literami nie dlatego, że tak mi się wcisnęło, a dlatego że w moich oczach zasługują na szczególne wyróżnienie. Prześliczne miejscówki z pięknymi akwenami… one są jak ze snu. Krystalicznie czysta woda. Zmienne krajobrazy i towarzysząca im aura. Słońce przebijające się gdzieś przez drzewa, lub prażące centralnie w kapelusz (dobre efekty!). Miasteczka rodem z Dzikiego Zachodu. Krainy skąpane w śniegu. Jaskinie, w których samemu można się skąpać. Góry, zamczyska. Jest tego sporo, jest co podziwiać. Jednak malownicze miejsca to nie wszystko – bardzo ciekawie pomyślane postacie również są nie bez znaczenia. Zwłaszcza główny bohater to fajny, choć mocno tajemniczy “ktoś”. Lub “coś”. Zresztą, tu wszystko jest nie bez znaczenia – łącznie z tą jego tajemniczością. Aż chce się dowiedzieć o co tu chodzi. I tak jak przy podziwianiu widoków sprawę umila 60 klatek na sekundę, tak przy wtajemniczaniu się w fabułę zdani jesteśmy na genialnie dobrane, oryginalne głosy, na domiar dobrego przepełnione specyficznym humorem. Do tego muzyka – westernowe klimaty co prawda nie są tym, co darzę sympatią, ale w połączeniu z elektroniką nagle tym się stają – ekstra motywy. Miałem nie zapomnieć o pozostałych dźwiękach – nawet “głupie” brzdęki zbieranych monet czy regenerującego się zdrowia brzmią super. Wszystkie te cegiełki, większe i mniejsze, składają się w solidny mur. W mocarny klimat.
Pisać o tym, czy nie pisać? – postanowiłem, że wspomnę o tych kilku (?) pierdółkach, czyli jednej. W żadnym wypadku nie powinna nikogo zniechęcić. Jak wskazuje HD w tytule, do czynienia mamy z odświeżoną wersją gry z początku 2005 roku (Xbox). Jeśli wierzyć zapewnieniom twórców, odświeżeniu uległy warstwa graficzna (animacje, tekstury, więcej poligonów, nowe menu i w ogóle), warstwa audio (podniesiona do obecnych standardów) i trochę innych rzeczy, jak np. nagrane od nowa dialogi dla kilku postaci, czy dodane poziomy trudności (easy, normal, hard). Jest tego więcej, ale jak wspomniałem na początku, nie mam porównania. Nie mam też jednak żadnych powodów, by w te obietnice nie wierzyć – szlify doskonale widać i słychać. Bo niemożliwe, by samo podniesienie rozdzielczości do 720p sprawiło tak pozytywne wrażenie, nie w tych czasach. Produkcja ma przecież swe lata. Właściwie to trudniej mi uwierzyć w jej metryczkę, niż w powyższe zapewnienia twórców. Ale wspomnieć miałem o czymś innym – studio Just Add Water wykonało z pewnością kawał świetnej roboty, aczkolwiek nie wystrzegło się błędu (lub go powieliło?). Po pierwsze i chyba ostatnie – kamera. Pomimo że można nią dowolnie obracać, co samo w sobie sprawia nie lada przyjemność (widoki + 60fps, mniam), czasem lubi gdzieś zbłądzić. Gdzieś za przeszkodą – idziemy sobie dalej, a kamera zatrzymuje się na takiej przeszkodzie, zasłaniając tym samym obraz. Kilka razy się zdarzyło, nie powiem, jednak sytuacje takie trwają dosłownie momencik i nie mają bezpośredniego wpływu na rozgrywkę. I to w zasadzie wszystko, do czego mógłbym się przyczepić, gdyby komuś bardzo, ale to bardzo zależało. Bo czasem jeszcze zdarzyło mi się przypadkowo włączyć lornetkę (L3) w widoku FPS (R3) i z powodu nagłego braku orientacji w terenie dostawałem łomot, trochę się przy tym krzywiąc, ale ekhm… przecież to głupie. I już bardziej “na siłę” się nie da.
Podsumowanie: Lepiej trafić nie mogłem. Dawno nie grałem w tak fajnie poukładaną, klimatyczną i po prostu miodną grę. Tak bardzo miodną, że Trine 2, które zakupiłem w tym samym dniu, leży nietknięte do dziś. Bo jak tu mówić o tknięciu, podczas gdy na produkcję Frozenbyte poświęciłem łącznie ze dwie godziny, a w Oddworld: Stranger’s Wrath HD licznik zatrzymał się na dziewiętnastu. I na tym z pewnością nie koniec!
Jak grałem: przeszedłem grę na poziomie Normal, zbierając przy okazji 66% trofeów, co zajęło mi dokładnie 18 godzin i 52 minuty. O pośpiechu nie może być mowy – czas zawiera podziwianie widoków, przerwy na posiłki, papierosy i takie tam, nie zawsze pauzowałem. Do tego starałem się znaleźć jak najwięcej solidnie poukrywanych beczek, ale skończyło się tylko na czterech (jest ich 10, plus mniej ukryte znajdźki jak np. kufry ze złotem, czy kryształy – za wszystko są pucharki). Te braki nie dają mi spokoju, więc postanowiłem zacząć grę od nowa. Tym razem na poziomie Hard. Ponadto, tym razem bossów będę łapał żywcem (teraz większość uśmierciłem). Generalnie plan jest taki, żeby wbić platynę. Chce mi się, poważnie.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
@Gunpei: Będzie beka z fanboi Sony jak PS4 okaże się słabsze od MS i... Nintendo
co jak co ale z N to przeRóżne śmiesznostki znalezione w necie :)
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (3)
Teraz jeszcze niech odnowią Munch Oddysee albo go tylko wydają w "HD"
Odnawiają, w 2012 ma wyjść przecież.
No to super
Jak dla mnie must have na początek roku.
Jak dla mnie must have na początek roku.