Listy z Berlina

mrkort Listy z Berlina #1: Zrozumieć japońszczyznę

Pierwsze pytanie jakie się nasuwa, to: „O co tutaj chodzi?” Odpowiedź jest może dosyć prosta, jednak udzielę jej dla spokoju sumienia. Fani Japonii będą mieli używanie. “Niefani”, jak ja, może jak ja coś z tego wyciągną i otworzą dawno zamknięte w umysłach drzwi. Zobaczcie sami.


Ci, którzy mnie znają wiedzą, że w grach szukam czegoś więcej. Nie samych składowych, ale jakiegoś rodzaju – nazwijmy to górnolotnie – uczuć. Temat Japonii i gier pochodzących stamtąd porzuciłem dawno temu. Jakoś alergicznie reaguję na niektóre rzeczy, może wizyta u pana na kozetce pozwoli mi się wyzwolić z przesądów. Postanowiłem zatem poprosić o pomoc kogoś, kto w temacie japońskich gier nie tylko się odnajduje, ale również ładnie o nich pisze i mówi. To Berlin, znany niektórym również jako Kamil Krupiński, który moim kumplem jest. A oprócz tego smaży teksty dla CD Action. Internetowego i papierowego. No i jest MAHARADŻĄ bloga poświęconego Nintendo, całkiem pokaźnych rozmiarów i do tego – żeby nie było – śmiertelnie poważnego. Żurnalista pełną gębą.


Postanowiłem zatem namówić Berlina na “występy na wyjeździe”, czyli w Niezgranych. A dzięki Jakubowi, który jak sam mawia “cierpi na trudną miłość do Japonii”, plan stał się ciałem i powstał nowy cykl niezgranej pisaniny pod tytułem: Listy z Berlina.


Chodzi głownie o to, że Berlin rozumie Japonię i gry z niej wypływające. Ma zatem coś, czego nie mam ja. Wielokrotnie dowiadywałem się, że ten czy ten tytuł japoński powinien przypaść mi do gustu, a jako szukający nietypowych czynników czyniących grę wideo „fajną”, postanowiłem zawołać o pomoc. Co z tego wyjdzie? Nie mam zielonego pojęcia, mam nadzieję, że będzie się fajnie czytało. Panie Berlin, do roboty!


Do: Kamil “Berlin” Krupiński <burnberlinburn@gmail.com>

Temat: Zrozumieć japońszczyznę


Kochany Berlinie!


Doskonale zdajesz sobie sprawę z mojego upośledzenia – Z faktu, iż każdy japoński tytuł, gdy tylko pojawią się zbyt długie nogi względem tułowia, tudzież zbyt wielkie oczy, otrzymuje ode mnie metkę  „meh”. Ja z kolei zdaję sobie sprawę z faktu, iż w rzeczywistości, gdyby tylko udało mi się przezwyciężyć niechęć, czy też jakkolwiek inaczej to nazwać, mógłbym na japońskim rynku właśnie doszukać się tego, czego obaj szukamy w grach. Ambitnego podejścia do tematów, ciekawych historii, nietypowych rozwiązań, które w niespodziewany sposób potrafią zawładnąć graczem. Sam zresztą wiesz o co chodzi, więc co ja będę się tu produkował?


Widzisz, najciężej jest zacząć, bo w  zasadzie co ja mam Ci powiedzieć? „Te Berlin, weź mi powiedz co tam w Japonii”? No przecież sam bym sobie odpowiedział, poczytaj Reutersa, czy obejrzyj Wiadomości. No nasuwa się samo przez się. Może zatem poprosiłbym Cię, abyś przedstawił mi kilka gier, które w jakiś sposób pozwoliłyby mi na połączenie ze sobą kropek w obrazek japońskich produkcji, które naprawdę wybijają się nie tylko nad japoński rynek gier wideo, ale generalnie nad gry. Wiesz, żebym wiedział w co warto zagrać, na co zwrócić uwagę, żebym mógł spojrzeć na temat oczyma kogoś, kto jak patrzy na kolejną wizualną nowelkę nie ma ochoty zamknąć swojego laptopa i pójść w diabły.


Chodzi głównie o to, aby jakieś – umownie to nazwijmy – schematy kultury japońskiej zakorzenił w mojej głowie, może za pomocą odwołań do naszej kultury. Tak żebym ja, gość, który z japońską kulturą w dalszym ciągu kojarzy szogunat i katanę, mógł się w tym odnaleźć. Co Ty na to?


Czytałem wielokrotnie o różnych grach, wielokrotnie również czytałem to, co Ty miałeś na ich temat do powiedzenia, jak choćby na temat Okamiden. Zauważyłem, że w dosyć oryginalny sposób, jak również – może i przede wszystkim – zwróciłeś uwagę na problem boskości w grach. Wiesz, że w każdej kolejnej zostajemy bogiem takim czy takim, po czym prowadzimy wszystkich naszych wyznawców za rączkę, jak w wielkiej piaskownicy. Gry tego pokroju kończą się tak jak w przypadku From Dust. Ładne efekty cząsteczkowe, a boskości tam tyle, ile w FIFA 12 (pomijając oczywiście „boskich piłkarzy”).


Myślę, że kto jak kto, ale dokładnie wiesz o co mi chodzi. Mam zatem prośbę Berlin. Nie rób ze mnie fana japońszczyzny, po prostu wytłumacz mi dlaczego warto.


Pozdrowienia,

m.



Do: Maciek “kort” Merkułowski <maciej.merkulowski@niezgrani.pl>

Temat: RE: Zrozumieć japońszczyznę


Macieju, Ty szczeciński troglodyto, bez kochania mi tutaj, bo co o nas czytelnicy pomyślą? Nie dość, że jara się tymi dzieciakami w zielonych włosach z japońskich gierek ten Berlin, to jeszcze per kochanie do facetów? Chrystepanie, toż zamordujemy chyba wszystko, co rdzennie polskie i wspaniałe w tych kilku listach, które wymienimy!


Oczywiście, że zdaję sobie sprawę z Twojego upośledzenia i serce mi się kraje, kiedy zbyt wielkie oczy i długie nogi przesądzają o czyimś “meh” na japońszczyznę. Wiesz – nie jestem specjalistą i nie orientuję się w kulturze Kraju Wschodzącego Jena jak twój szef – Kuba Tepper – bo nawet bariery językowej nie udało mi się póki co przełamać, ale kurde: amatorska miłość i fascynacja ma czasami więcej ognia, niż wielkie doświadczenie… czy coś? Chyba trochę mieszam, nie?


W każdym razie, mój drogi, musisz mi zdradzić trochę więcej, bo nie wiem czy wymyślając sobie jakieś przykłady z kosmosu i próbując Cię przekonać do jakiegoś niewymawialnego tytułu przypadkiem nie rozgrzebię jakiejś dawno zagojonej rany. Co, kiedy, dlaczego sprawiło żeś się awersji do tych wielkich, słodkich oczków i bujnych biustów nabawił? Czemu frustrują Cię liczne wisiorki, kutasiki i wstążki w ubraniach postaci z Final Fantasy – wolisz może kolejnego odbitego od tej samej matrycy kosmicznego wojownika? Albo może żołnierze na okładkach, którzy prężąc dumnie klatę w mundurze armii amerykańskiej bardziej ci odpowiadają? Co cię tak odrzuca w japońszczyźnie, że nie jesteś w stanie wydobyć z siebie więcej, niż “meh” kiedy widzisz Sephirotha na tle płomieni, albo techno-kowboja Kinneasa z brązowymi loczkami i przemegafajowym kapeluszem? Cóż Cię tak ubodło i w co takiego grałeś, żeś się alergii nabawił?


Bo widzisz – wspomniałeś o Okamiden, o którym rzeczywiście kiedyś tekst pisałem. Nie wiem tylko czy ogarniasz klimat zabawy w tej grze – to po prostu klon Zeldy, tyle że lepszy w każdym calu, nie tak monotonny, a i z rzeczywistą fabułą i scenariuszem, z którym chcesz się zapoznać, a nie wyśmiać. Cała potęga tego czegoś polega na totalnej japońszczyźnie, na którą masz alergię, ale mogłaby Ci się spodobać, bo chociaż pociągnięto ją już do absurdu, to nie jest tak banalna, jak w przypadku mangowatych stworów z cyckami rozmiaru arbuzów i oczami jak nasze, kiedy widzieliśmy tego makbuka na wystawie. Wiesz – Okamiden ma w sobie magię szogunatu i katan, o których wspominasz, ale dzięki temu, że całość opiera się na malowaniu pędzelkiem prędzej pomyślisz o shakespearowym “pióro silniejsze i tak dalej”, niż o wielkich wojnach i wypruwaniu sobie flaków ostrym mieczem. Okamiden jest delikatne i subtelne, ale postrzępione – atrament wylewa się z ekranu, a linie które rysujesz nie są idealnie proste. Ludzie wokół ciebie mają kontury, które zachodzą na ich ciała, a wszystko to jest o wiele bardziej sugestywne, niż “na początku było słowo, a słowo było Bogiem”, czy jak to tam leciało. Bo nikt nic nie musi mówić – twój pędzel jest boski, a to że twoja postać jest wcieleniem bytu z niebios dodaje jeszcze dodatkowej magii temu wszystkiemu. Nie ma tam jęczenia w stylu From Dust, gdzie Twoja moc opiera się na rzucaniu balonikami z wodą po wieśniakach – w Okamiden malujesz kółko na ekranie, a ono staje się słońcem. Masz do czynienia z boskością rozmytą, bo użytkową – nie jesteś niewolnikiem swoich wiernych, ani marionetką zależną od liczby wiernych. Po prostu jesteś bogiem.


I to jest świetne, bo – okazuje się – potrzeba nam było Japończyków z ich podejściem do wiary i religii, by stworzyć coś takiego. Potrzeba było narodu, któremu blisko jest do starogreckiego “wszystko pełne bogów”, żebyśmy dostali prawdziwą grę dotykającą religijnokościelnych aspektów naszego życia w sposób taktowny i przyjemne.


Potrzeba było Japończyków – o to sie głównie rozbija, ale najpierw musisz nakarmić mnie informacjami i zwierzyć się ze swojej traumy, zanim zaczniemy terapię, drogi Maćku. Najpierw pan się rozbierze, potem sprawdzimy, czy w płucach coś nie strzela.


Pozdr,
Ber


Więcej w następnych Listach z Berlina. Jeżeli macie ochotę pogadać, to można nas złapać na forum Niezgrani.pl, albo Berlina (@everybodykuksu) oraz mnie (@imkort)  na Twitterze.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (10)

  • LansTartare Styczeń 12, 2012 o 10:32

    Maćku, ale... OCB? Ani to zabawne, ani pouczające, ani dobre, ani ciekawe. Nie wiem dla kogo ten tekst. Nie wiem do czego prowadzi. Napisany jak po ostrej popijawie, pełen żartów, ale z tych które rozumie tylko autor. Bez urazy, ale gÓpie to po prostu, niekonkretne, stara się być naraz - nie wiem ciekawe i populistyczne? Fajnie, że na niezgranych zaczynają się pojawiac autorskie materiały, ale IMO nie tędy droga.

    Temat ciekawy, ale nie pociągnięty - poza tym naprawdę nie wiem, kto tutaj jest gwiazdą - Ty czy Berlin Nie lepiej byłoby napisać coś razem, konkretniej? Boskość w grach zachodnich i wschodnich? Bo ta wymiana maili nie jest tak dobra jak być winna, o! + np jakbym nie czaił Okami nie czaiłbym nic po opisie tej gry.

    Wybacza chaos, ale ten tekst jest dziwny. I to nie w ten fajny sposób.

    Pozdrawiam

    Pita

  • Skrzydlaty Styczeń 12, 2012 o 12:32

    Nie mam aż tak negatywnych odczuć względem tekstu, jak kolega wyżej, i sam z ciekawością przeczytam część dalszą. Nadzieję mam przy tym tylko taką, że obędzie się bez sztucznej gloryfikacji dla tworów z KKW. Bo najprawdziwszą prawdą jest, że przesiąknięte są kiczem i wszystkim, co przerysowane.

    Przerysowaną do granic miłością, która trwa wiecznie i odnajdzie drugą połówkę chociażby w innej galaktyce, przerysowaną siłą, umożliwiającą wojownikowi zniszczenie wrogiej armii pstryknięciem palców, czy przerysowanym humorem, który... To może zostawmy.

    I albo się to kocha, albo nie. :)

  • Xian Styczeń 12, 2012 o 12:32

    Zaciekawił mnie jedynie fragment dotyczący samej gry, pozostała część stanowiła jakiś bełkot, który jak kolega wyżej wspomniał rozumie jedynie sam autor. Czy nie lepszą formą byłaby po prostu dyskusja? Wg mnie niepotrzebne silenie się na oryginalność. Żeby nie było - cieszę się , że pojawiają się tego typu materiały i oczekuję ich więcej. Zmieńcie jedynie formę :)

  • mrkort Styczeń 12, 2012 o 13:26

    Oczywiście, że Berlin jest gwiazdą! W końcu jest Maharadżą swojej strony, poza tym korzystając z prawa gościa ;) Ja tu jestem codziennie ;)
    A tak całkiem serio, to właśnie takie jest założenie listów/maili, czy jak to się tam nazywa w XXI wieku. Wiem, epistolografia umarła, zupełnie jak print podobno, jednak obaj z Berlinem postanowiliśmy ją przywrócić do życia. Weź pod uwagę, proszę, że to dopiero pierwszy z listów, i jakoś jednak musieliśmy zacząć.
    Obiecuję, że o grach będzie znacznie więcej. Idea jest taka, że Berlin rekomenduje grę, którą ja ogrywam (wcześniej nigdy w życiu tego nie robiąc) i o niej dyskutujemy. Okamiden już do mnie leci (choć wcale tak łatwo się go nie da zdobyć, niestety). Do następnej części "Listów..." na pewno go ogram i będzie ładniej i "bardziej o grach" mniej zaś wstępnie.
    Dzięki wielkie za komentarze, im więcej ich piszecie, tym stajemy się lepsi w pisaniu do siebie maili ;)

  • Doktor.Caligari Styczeń 12, 2012 o 15:58

    Fajna inicjatywa. Z radością czytam każdy tekst, który nie ogranicza sie do prostego podawania newsów.

  • ethnoe Styczeń 12, 2012 o 16:12

    ++ za tekst, do oszlifowania ale idea fajna

  • Altairus Styczeń 12, 2012 o 21:54

    @mrkort pisze:
    Do następnej części "Listów..." na pewno go ogram

    No nie wiem Okami wydawało się grą na 12h a było na 50 z okamiden może być tak samo :P

  • Neuromancer Styczeń 12, 2012 o 22:41

    Ciekawy temat. szkoda tylko że pewnie przyjdzie długo czekać na kolejne listy.

  • mrkort Styczeń 12, 2012 o 23:57

    @Altairus pisze:

    @mrkort pisze: Do następnej części "Listów..." na pewno go ogram
    No nie wiem Okami wydawało się grą na 12h a było na 50 z okamiden może być tak samo


    No jeśli tak się zdarzy, że mi nie pójdzie, to będę dyskutował na tyle, na ile ogarnę temat :) Też się trochę boję, że Okamiden to 40 godzin z okładem :)


    @Neuromancer pisze:

    Ciekawy temat. szkoda tylko że pewnie przyjdzie długo czekać na kolejne listy.


    Plan jest taki, żeby "Listy..." ukazywały się co dwa tygodnie. Odstęp idealny, nie zmęczymy ani Was ani siebie i będę miał czas na nadrobienie niezbędnych zaległości ;)

  • Mr. MiH Styczeń 13, 2012 o 03:19

    Jak najbardziej popieram inicjatywę! Zawsze to jakiś powiew świeżości, a sam ciekaw jestem czy Barlin zdoła zindoktrynować Maćka :). Forma interesująca, bo nikt już właściwie listów w ten sposób nie pisuje, więc i samo to zachęca do brnięcia dalej.

    @LansTartare

    Tego nie można traktować jak jednego tekstu, który zaraz wszystko wyjaśni. Chłoń to jak dobry serial i zobaczymy co wyjdzie pod koniec ;).




Powrót do góry