Newsy

Mariusz PlayStation Network – co nam przyszłość przyniesie… #5


To był intensywny rok. Działo się dobrze, działo się niedobrze. Dobrze, że się działo. Z jednej strony było w co pograć, i to bardziej na poważnie, bo chyba wszyscy się zgodzą, że PSN-owe “maleństwa” coraz częściej z maleństwami mają tyle wspólnego, co model dystrybucji. A i wśród tych faktycznie małych i malutkich jest w czym wybierać. Z drugiej strony w PlayStation Network zachodzą takie zmiany, które wolelibyśmy, aby zmierzały w nieco innym kierunku. Albo w tym samym kierunku innymi ścieżkami – bo że usługa się rozwija widać jak w 3D, na sporych rozmiarów ekranie.


Szklana kula nie zając


Zatrzymajmy się więc przy 2011. Zanim wybiegnę w przyszłość, chciałbym poruszyć kilka spraw, które już przyszłość przyniosła. Były zmiany, były skandale, w końcu były i gierki – bez małego podsumowania i koncertu życzeń się nie obejdzie.


Duża gra, duża cena [w teorii]


Bardzo sobie cenię możliwość zakupu gier padem, prosto z fotela. To właściwie najfajniejsza z nowości, odkrytych po skoku w obecną generację. 2011 był rokiem, w którym PlayStation Store szeroko otworzył się na duże tytuły, na te największe. Nie mam wątpliwości, że otworzył się już na stałe i bardzo, ale to bardzo jestem szczęśliwy. Byłbym.



Duża gra, duża cena [w praktyce]


Battlefield 3 – 239 PLN
Need for Speed: The Run – 239 PLN
Rayman Origins – 239 PLN


I tak dalej, strach wymieniać. O ile w teorii duża gra za dużą cenę ma sens, bo wiadomo że nikt nie oczekuje gier półdarmo na premierze, tak w praktyce duża cena oznacza dużo za dużo i sensu jest pozbawiona kompletnie. To zjawisko nawet do kategorii śmiesznych rzeczy się nie kwalifikuje. Ceny narzucane przez wydawców w cyfrowej dystrybucji to skandal jakich mało. W moim rankingu większy od skandalu związanego z hakerami, włamaniami i całą tą kuracją odwykową od PSN. I jeśli cyfrowa dystrybucja ma zmierzać w takim kierunku, czyli nie w kierunku ułatwienia dostępu do większej biblioteki tytułów, a w kierunku – nie oszukujmy się – wręcz uniemożliwienia tego dostępu, to ja nie chcę. Sprawa jest prosta – dostęp ma być tu i teraz, ale przede wszystkim tu i taniej, a już na pewno nie tu i drożej. Mnie jako klienta nie interesuje jak oni to zrobią. Z chęcią się dowiem… że zrobili. Nie zrobią – nie zarobią.


Takie rzeczy tylko na Steamie?


Promocje, wyprzedaże, zniżki, obniżki – jednym słowem uczta dla graczy. I dla zbieraczy, ale nieważne. Steamowe promocje to bardzo silny argument, by ktoś taki jak ja przeprosił się z graniem na sprzęcie biurowym. Ale nieważne. Ważne, że ceny PSN-owe, nawet promocyjne, przy tych Steamowych wyglądają jakby przyleciały z odległej galaktyki. No ale jak mają wyglądać, skoro gra przeceniona o 30% w PlayStation Store, nadal jest o 30% droższa od siostry wytłoczonej na krążku, dostępnej w tradycyjnym Store? Zdarzają się chlubne wyjątki, jak na przykład Child of Eden chwilowo przeceniony na 55 PLN, ale to bardziej na zasadzie, że jak się ni ma Steama, to się lubi co się ma.



Żeby było globalnie


No właśnie, globalnie. Niby fajnie się to wszystko zaczęło – brak blokad regionalnych w PS3 brzmi przecież fajnie. Możliwość założenia kont na inne regiony brzmi równie fajnie, a przynajmniej tak było do czasu, gdy bez problemu robiłem zakupy w US. Spoko, są zdrapki – ich ceny są już mniej spoko, ale dla chcącego nic trudnego. Jednak ja inaczej to sobie wyobrażałem. Każdy kto chciał zagrać na premierze w Auditorium HD, Spelunker HD czy ostatnio Trine 2, chyba się domyśla do czego dążę. Same konkret gierki. Wiem, bo sam kombinowałem, by je zdobyć. I zdobyłem. Słowo klucz – kombinowałem. Czy nie mogłoby być tak, że premiera gry X oznaczałaby równoczesną premierę we wszystkich regionach? To JEST problem. Podobnie jak problemem jest stawianie Polaków (ale nie tylko nas) na samym końcu kolejki (jak za karę) do pozostałych usług, nazwijmy je okołogrowymi. O braku dostępu do głupiego serwisu zarządzania kontami przecież już wspominałem. To nie było miłe. Poza tym VidZone, wypożyczalnie filmów i tym podobne bajery – ile jeszcze mamy czekać?


Było, minęło


Za bardzo chronologicznie to to się nie układa, ale mniejsza. Wspominając zeszły rok nie sposób nie zwrócić uwagi na aferę związaną z wyciekiem prywatnych danych kilkudziesięciu milionów użytkowników. Tak bardzo prywatnych, że był szok i niedowierzanie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, przynajmniej tak to wygląda na tę chwilę. Nie pozostaje więc nic innego, jak mieć nadzieję, że tam na górze wyciągnięto odpowiednie wnioski, i że nigdy więcej nie będziemy musieli obgryzać paznokci w obawie o nasze dane i przy okazji stan konta przypisanego do PSN. Tak to widzę z perspektywy czasu i mówiąc szczerze – u mnie z pazurkami wszystko w porządku. Teraz inni się martwią, co i mnie martwi – żeby nie było.



Najlepsze z najlepszych


Jednak gdy zamykam oczy i myślę o PlayStation Network, to widzę przede wszystkim gry, gierki, giereczki. Rzadko kiedy przekraczające barierę pięciu dyszek tytuły, bez których obecna generacja po prostu dla mnie nie istnieje. W zeszłym roku błysnęło kilka, a może nawet kilkanaście perełek, których twórcom należą się oklaski. Ja wyróżnię tylko kilku z nich, i tak już nieco naginając zasady “co nam przyszłość przyniesie”.


SEGA – za to samo, tylko że w HD


Na pewno nie za Sonica, w mordkę jeża. Do skromnej kolekcji klasyków od SEGI, to znaczy do OutRuna i Afterburnera, dokupiłem w zeszłym roku Rally, Daytonę i Bass Fishing. W przypadku całej trójcy wiedziałem czego się spodziewać, więc o rozczarowaniach nie mogło być mowy. Jako błyskawiczne czasoumilacze spisują się na medal. Po dziś dzień. I nie zanosi się, by jutro miało być inaczej. Kwintesencja konsolowego grania w przyzwoitej cenie – właśnie za to je cenię.


Prognozy na 2012: szczerze mówiąc nie wiem co tam SEGA majstruje, prawdopodobnie dłubią przy jakichś Sonicach. W koło Macieju. A nie, sekunda, jest i coś dla mnie – przecież na lato przewidziana jest premiera nowego-starego Virtua Fighter 5 Final Showdown. Na pewno nie pogardzę kolejnymi klasykami, jednak zdecydowanie wolałbym coś zupełnie nowego. Coś co do klasyki zaliczymy w przyszłości.


Seed Studios – za perłę wśród perełek


Portugalczycy dopięli swego i pomimo przeciwności losu, udało im się to, na co tak bardzo czekałem – Under Siege im się udało. Przeglądając różne podsumowania 2011 odnoszę jednak wrażenie, że się nie udało. Ale to nieprawda. Świetny oryginalny tytuł z kategorii tych nieco większych, przy którym spędziłem więcej sympatycznych godzin, niż przy niejednym tytule z kategorii tych największych. Piękna gra i aż dziw bierze, że tak bardzo zapomniana, niedoceniona. Niedawno ukazała się spora aktualizacja , zatem serio – nie żałujcie pieniędzy. Numer jeden w kategorii “wyjątkowe”.


Prognozy: ekipa Seed Studios po premierze swojej debiutanckiej produkcji na PS3 udała się na zasłużony udpoczynek. Urlop jednak nie mógł trwać wiecznie, w końcu ktoś musiał tę aktualizację przygotować, doprowadzić do ładu i składu (znowu problemy z certyfikacją). Co dalej? A kto ich tam wie. Chłopaki tworzą też na DS-a i ostatnio smartfony, jednak mam ogromną nadzieję, że na PS3 się nie sparzyli, i że kolejne ciekawe projekty to tylko kwestia czasu. Talentem bije od nich na milion kilometrów, a po ostatnich perypetiach i doświadczenia nabrali – z tego musi wyjść coś ekstra. Mocno trzymam kciuki, żeby kiedyś wyszło.


Just Add Water – za atak z partyzanta


Odświeżony Oddworld: Stranger’s Wrath robił się gdzieś z boku, nie bardzo przyciągając moją uwagę. Niby wiedziałem, że coś tam i Oddworld, ale nie wiedziałem, że wyjdzie z tego niemal ideał. Teraz już wiem. Just Add Water dało wszystkim prawdziwą lekcję, jak należy odsmażać kotlety. A ja do teraz się zastanawiam, jak mogłem być obojętny na te zapachy. Faworyt do miana gry roku – takie zaskoczenia to ja rozumiem.


Prognozy: tym razem nie dam się zaskoczyć i po Munch Oddysee sięgnę jak po swoje – ufam im i kropka. Następny w kolejce czeka Abe HD, który rzekomo przeniesie się w trzeci wymiar, jednak aby tradycji stało się zadość, nadal będzie dreptał w dwóch kierunkach (2,5D). Kto nie czeka?


Frozenbyte – za te ochy i achy (a SCEE jest be)


Finowie również dali popis. Stworzyć grę ładniejszą od Trine raczej nie jest łatwo. No to konkurencja niech sobie umiejętności dokupi, bo Trine 2 podniosło poprzeczkę sporo wyżej. Definitywnie najładniejsza gra zeszłego roku, a zastanawiam się, czy nie najładniejsza w ogóle. Tak, chyba tak bym typował. Poza tym, muzyka… Zdarza mi się włączyć konsolę tylko po to, by posłuchać utworu z creditsów. Ewenement.


Prognozy: zupełnie nie wiem czego się spodziewać. Skandynawowie na chwilę chcą zapomnieć o Trine i zrobić “coś zupełnie nowego”. Oczywiście nie mówią nie, jeśli chodzi o kolejną część przygód trójki bohaterów, ale to dopiero “kiedyś” i “może”. A ja myślę już “dziś” i “na pewno”, że owo “coś zupełnie nowego”, to nie będzie byle co. Nie od Frozenbyte.


Q-Games – no jak to za co?


Za PixelJunki! Za wzorcowe prowadzenie serii, którą już teraz wielu okrzyknie serią tej generacji, a w przyszłości, w czasach PS5, wielu z utęsknieniem będzie wypatrywać remake’ów. W 4D, naturalnie. Schodząc jednak na ziemię… miniony PSN-owy rok przyozdobiły 2 fantastyczne tytuły, z których jeden był sequelem, ale nie w sensie “tylko” sequelem, a drugi… a drugim zachwycałem się w recenzji.


Prognozy: doczekać się nie mogę wynalazku pod tytułem 4am (dawniej PixelJunk lifelike), który “w teorii wycelowany jest na wiosnę”. Podobno bardzo ciężko nad nim pracują, ale wiary nie daję, że to ich jedyny projekt. Jedyne czego możemy być pewni to to, że z Shooterem dali sobie już spokój. Kontynuacji nie będzie. Nacisk ze strony fanów i coraz częstsze poruszanie tematu wśród samych twórców wskazywałby na drugą część Monsterków, ale kto wie. Ja i tak porywam wszystko.


thatgamecompany – za przedsmak podróży


Za betę roku. Za to, że pieprzą modę. Za to, że się starają i im wychodzi. Za to, że tworzą moje GOTY na rok obecny. Prawdopodobnie ostatni z trzech tytułów na wyłączność wywołuje u mnie niezidentyfikowane dotąd uczucie. To coś jak pragnienie, tylko że bardziej.



Ale to dopiero będzie


Journey, jak zapewniają twórcy, objawi się światu planowo – na wiosnę:


Gra UKAŻE SIĘ na wiosnę, chyba że nadejdzie apokalipsa, czy coś z tych rzeczy. Kolejne włamania do PSN mogą doprowadzić do opóźnienia wydania, ale na pewno nie doprowadzą do opóźnień w rozwoju gry. Jeśli wydarzy się coś naprawdę przykrego, np. ktoś podpali biuro TGC i całe Sony Santa Monica, to gra nie wyjdzie w terminie. Wtedy być może nigdy nie wyjdzie.

Nie mogę powiedzieć kiedy dokładnie na wiosnę, ale powiem, że (prawdopodobnie) wcześniej niż później.


Tak więc niech nikt się nie waży zbliżać z kanistrem. Zanim jednak przybędzie wiosenka, pojawi się kolejna odsłona mojego pseudo-cyklu, gdzie na poważnie zajmę się tym, do czego został stworzony. Szklaną kulą się zajmę, w której to nagromadziło się już szczyptę nowych gierek. Takich doprawdy nowych, bowiem kończąc ten tekst naszła mnie cicha refleksja – czy aby w tym wszystkim nie za dużo jest remake’ów, kontynuacji i innych HD?

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (3)

  • Sialala Styczeń 23, 2012 o 21:57

    nie pij tyle, Mariusz :P

  • ViktoR Styczeń 23, 2012 o 22:10

    Najbardziej brakuje mi obowiązku wydawania dem, tak jak to ma miejsce na XBLA.

  • Mariusz Styczeń 24, 2012 o 00:09

    @Sialala pisze:

    nie pij tyle, Mariusz :P


    Pierwsze słyszę.

    @ViktoR pisze:

    Najbardziej brakuje mi obowiązku wydawania dem, tak jak to ma miejsce na XBLA.

    Też o tym myślałem. Zwłaszcza że możliwości są - w PS+ jakoś dało się wprowadzić godzinne triale z odblokowywaniem trofeów itd. do gier, które dema nie mają w ogóle.

    PS Sialala, a tak serio to co, że już całkiem mi się pier.teges? o_O




Powrót do góry