Dema demami, ale czas zająć się w końcu pełnymi wersjami gier. Na pierwszy rzut idzie Ridge Racer, kultowa seria wyścigów od Bandai Namco, która towarzyszy konsolom Sony od samego ich początku – od PSone. Jak wypada najnowsza część, towarzysząca premierze PS Vita?
Ta odsłona Ridge Racera to poniekąd wydawniczy eksperyment. Ukazała się w niższej niż reszta gier na PS Vita cenie (4 tysiące jenów w odróżnieniu od około 6 tysięcy za resztę), co ma odzwierciedlenie też w Polsce. Zamówić ją można za ok. 130 złotych, czyli jakieś 30% taniej niż resztę. W zamian jednak otrzymujemy dość mocno okrojoną zawartość. Dość powiedzieć, że wszystko czym przyjdzie nam się bawić to zaledwie 5 samochodów oraz 3 trasy oraz ich lustrzane odbicia. Co paradoksalnie pogarsza sprawę, to ich pełna dostępność już od samego początku. Nie ma tutaj nic do odkrycia poza tuningiem aut.
Ale wróćmy zatem do samej treści zabawy. Na początku tworzymy swój profil i wybieramy jedną z 3 frakcji, do których chcemy należeć. Tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia dla samej rozgrywki, ale później będzie decydowało o tym po której stronie stoimy w codziennych zadaniach online. Zgadza się, online, bo to właśnie element sieciowy jest w Ridge Racerze najważniejszy. Możemy ścigać się zarówno z żywymi przeciwnikami, jak i z duchami innych przejazdów ściągniętymi z sieci. I to ostatnie pewnie, w trybie World Race, zabierze wszystkim chętnym najwięcej czasu. Jesteśmy wtedy tylko my i jeden nieobecny, a zadanie jest banalnie proste – dojechać pierwszy. Duchy dostępne są oryginalne z grą, ale także jak wspomniałem wyżej, do ściągnięcia z sieci oraz od okolicznych graczy za pomocą Near. Jako, że każdy z graczy należy do którejś z frakcji, to zależnie od zadania danego dnia, najlepiej jest ścigać się z konkretnymi osobami. Choć aby to coś specjalnie zmieniało, to nie powiem.
Poza World Race, który mylnie może kojarzyć się z trybem kariery, a jest serią pojedynczych wyścigów, autorzy przygotowali jeszcze Spot Race i Time Trail. To pierwsze to wyścig z 7 przeciwnikami sterowanymi przez konsolę, drugiego objaśniać nie trzeba. I tyle w zasadzie, jeśli chodzi o grę w grze.
Dzięki wygrywanym (przegrywanym zresztą też) wyścigom mamy możliwość rozwijania zarówno swojej postaci, jak i samochodu. Postać robi to samoczynnie, zdobywając kolejne poziomy, zaś dodatki do auta tworzą swoiste drzewko, a my wybieramy w którą stronę akurat pójdziemy. Dzięki usprawnieniom auto rzeczywiście porusza się sprawniej, a my możemy konkurować z coraz lepszymi duchami pobranymi z sieci.
Model jazdy nie odbiega znacznie od tego, do czego przyzwyczaiła nas seria. To wciąż stuprocentowy arcade, bez żadnych ambicji stania się czymkolwiek innym. I bardzo dobrze. Potężna prędkość i mięsiste drifty to podstawa, dzięki której nabijamy sobie wskaźnik nitro, bez którego z kolei ciężko będzie pokonać oponentów. Oprawa na pierwszy rzut oka jest bardzo przyjemna, zarówno samochody jak i otoczenie cieszą oczy, a muzyka nie przeszkadza. Gorzej, że animacja wyciąga maksymalnie jedynie 30 klatek na sekundę, a w bardziej gorących momentach zdarza się jej jeszcze przyciąć. W grze z tej serii to niewybaczalne.
Co może przyciągnąć najbardziej hardkorowych fanów serii, to niewybaczający poziom trudności i bardzo wolny progres. Z tego ostatniego niewiele wynika, ale jednak poziomy widoczne w sieci czy coraz bardziej usprawnione pojazdy mogą przyciągnąć maniaków. Tych prawdziwych, bo reszta zrezygnuje po kilku wyścigach zauważywszy, że nie potrafili NIC wygrać. Dość powiedzieć, że w pierwszy dzień zabawy (i nie było to 30 minut) udało mi się wygrać… RAZ. Nie jest prosto.
Ridge Racer na PS Vitę to średnio udany eksperyment. Wkrótce pojawiają się dodatkowe trasy oraz pojazdy, ale za te trzeba będzie znów zapłacić. W związku z tym nie mogę polecić tego tytułu nikomu, poza najbardziej oddanymi miłośnikami serii Bandai Namco. Szkoda, że zabrakło treści, bo potencjał jest potężny. Jeśli będziecie mieli możliwość wciągnąć ten tytuł za kilkadziesiąt złotych – wtedy śmiało, bo wyścigi mimo wszystko są emocjonujące.
Chcesz skomentować? Zaloguj się lub zarejestruj.
@Sora: cholera nie mogę się teraz doszukać, oczywiście nie chodzi mi o rozwiązania do użytku domowego, ale sa
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
[S] Rzeźby robotów z gry Machinarium
Różne śmiesznostki znalezione w necie :)
KOMENTARZE (8)
uwielbiam Ridge Racer, ale 30FPS i chrupanie animacji... no way. dziekuje, postoje.
I do tego muzyka, która "nie przeszkadza". Dziękuję, również postoję. Dawaj tego Wipeouta :)
Najzabawniejsze, ze jakby to wrzucic za 10$ na PSN to pewnie bylaby to spoko gierka warta zakupu.
Zauważyłem, że słowo "potencjał" bardzo często się pojawia przy okzaji startu konsoli sony :) Tu jest potencjał, tam jest potencjał... ale samym potencjałem sobie człowiek nie pogra :)
Animacja spadająca poniżej 30fps w Ridge Racer to jakaś pomyłka. Na RR na PSP nie było z tym problemów. WTF?
Problem jest taki, że przyznali się, że Namco rozpoczęło realną produkcję gry dopiero w marcu zeszłego roku. To i tak cud, że udało im się w 9 miesięcy sklecić w miarę działający kod. Niby obiecują, że wersja na Europę dostanie już jakieś DLC wbudowane i zostanie poprawiona, ale ile z tego prawdy?
Ja osobiście bardzo lubię RR, więc za tę i tak już wybitnie niską cenę pewnie kupię grę w UK (wychodzi po jakiś zniżkach poniżej 80zł).
Nie ma co ukrywać że Sony zawaliło, jak dla mnie najważniejszy tytuł przy starcie konsoli. Gdy pierwszy raz spotkałem się z serią RR na psx, to pomimo podobnej zawartości co tu, bawiłem się świetnie i nie narzekałem. Ale cóż, trochę czasu upłynęło kolejne części były większe a tu taki "powrót do korzeni". Lipa, ale i tak wezmę, tradycji musi stać się zadość ;P
Jakoś nigdy nie miałem okazji w jakiegokolwiek RR zagrać. Obstawiam, że Namco się zreflektuje i przy 2 odsłonie będzie bardziej dopracowany produkt. Co by nie patrzeć RR na premierze musi być! :)
A będzie recka D3?