Promowane

Jakub Tepper Pierwsza recenzja w Polsce! Uncharted: Golden Abyss na PS Vita [recenzja]

To musiał być zakup dnia pierwszego. Z serią Uncharted jestem od samego początku i chociaż nie zawsze idzie ona w, moim zdaniem, dobrym kierunku (za dużo strzelania?), to uznaję ją za kawał znakomitego kina przygodowego. Wersja mobilna na PS Vitę miała pokazać potencjał drzemiący w tym sprzęcie. Aby dowiedzieć się, czy się udało, czy też nie – zapraszam do dalszej części pierwszej w Polsce recenzji.


Za Uncharted: Golden Abyss nie odpowiada Naughty Dog, tylko Sony Bend Studios, ekipa mająca na koncie serię Syphon Filter. Oryginalni autorzy doglądali prac, ale jednak nie zajmowali się dewelopingiem, co mogło wzbudzić pewne zaniepokojenie pośród fanów.



Jeśli miałoby ono dotyczyć oprawy, to o nią przestajemy martwić się już od pierwszego uruchomienia gry. Nie powinno się niby zaczynać recenzji od tak mało istotnego elementu, ale to co Vita potrafi pokazać już przy premierze stawia włosy na karku. Widzieliśmy już ładne gry na iOSie, zgadza się, ale Uncharted: Golden Abyss wygląda jak tytuł z początku… PS3! Jasne, tekstury na pewno mają mniejszą rozdzielczość, a przeciwnicy mogą być (ale nie mówię, że są!) odrobinę mniej szczegółowi, ale też i ekran jest znacznie mniejszy. Głębokie jak Mariański Rów barwy wprost wylewają się z ekranu, a cała gama współcześnie używanych graficznych technologii i sztuczek może spowodować oczopląs. Jest AŻ TAK pięknie. To bez wątpienia najładniejsza gra na Vitę, a jej wygląd rozbudza fantazje dotyczące tego, czego możemy spodziewać się dalej.


A skoro o oprawie, to warto wspomnieć także o ścieżce dźwiękowej – ta absolutnie nie ustępuje niczym swoim poprzednikom. W stu procentach mówione dialogi, przez oryginalnych zresztą aktorów, są tak samo przekonujące. A symfoniczna muzyka? Tak, i dla niej znalazło się miejsce. Momentami pompatycznie, momentami budując napięcie utwory doskonale dopasowane są do dziejącej się na niewielkim ekranie akcji.


Najważniejsza jednak jest zawartość gry w grze. Chociaż PS Vita posiada dwie gałki analogowe i nawet dwa panele dotykowe, to można było obawiać się pewnych uproszczeń rozgrywki – w końcu to sprzęt mobilny. Ograniczone miejsce na karcie z grą, a także przyzwyczajenie twórców do traktowania rozrywki mobilnej z przymrużeniem oka mogły zrobić swoje. Ale nie zrobiły.



PS Vita kontra PS3

Beniamin zadał mi pytanie, czy wersja na PS Vita dodaje coś do uniwersum Uncharted. Czy fani serii jako serii, z fabułą i bohaterami, muszą po tę część sięgnąć. Na tak postawione pytanie odpowiem – chyba niekoniecznie. Nie został tutaj jakoś specjalnie rozwinięty świat, nie dowiadujemy się nowych faktów o bohaterach. To bardziej side-story, w którym postawiono jednak przede wszystkim na mechanikę zabawy i oprawę. Co moim zdaniem – jest niezwykle trafnym wyborem. Jeśli ktoś dotychczas nie bawił się żadną grą z tej serii – może spokojnie rozpocząć przygodę właśnie od Golden Abyss.

Nathan chodzi, biega, skacze, chowa się za zasłonami, korzysta z ogromnego repertuaru broni, zwisa z krawędzi, ba, nawet pozbawia przeciwników życia po cichu, niczym Solid Snake. Beniamin pokazywał już zresztą dokument, na którym zarejestrowano prace nad animacjami bohaterów – to w pełni profesjonalna robota, ponownie niczym nie ustępująca temu, co robiono wcześniej na PS3. Sterowanie w tym wszystkim za pomocą dwóch gałek analogowych wypada świetnie. Lewą chodzimy, prawą sterujemy kamerą i czujemy się jak w domu, przed telewizorem. Wykorzystanie pozostałych przycisków pozostawiono zgodne z pierwowzorem, ale przecież w przypadku Vity mamy jeszcze dodatki – dotykowe ekran oraz plecy. W obu przypadkach znalazło się dla nich zastosowanie w grze – w walce oraz przy rozwiązywaniu zagadek i eksploracji. Ekran może służyć do rzucania granatów, ale także przybliżania widoku przy wykorzystaniu snajperki. Walkę wręcz oraz ciche zabójstwa egzekwujemy klepiąc punkt na ekranie bądź wykonując określony gest. To takie QTE 2.0, które sprawdzają się znakomicie.


Wspomnianych zagadek jest tu całkiem sporo i wówczas możemy maziając palcem oczyszczać znalezione przedmioty, szkicować węglem czy też choćby układać puzzle. Najmniej interesująco sterowanie dotykowe wypada podczas eksploracji – gdy Nathan wspina się po skałach możemy mu wskazać trasę, którą ma podążać. Nie korzystałem jednak z tego rozwiązania, zostawiając sobie tę przyjemność na tradycyjne przyciski. Na szczególną uwagę zasługuje jedno wykorzystanie tylnego panelu czy też raczej kamerki/czujnika natężenia światła, ale dokładnie o co chodzi zdradzać nie będę. Dość powiedzieć, że szczęki szukałem przez kilka minut. Absolutne mistrzostwo i niby niewielka, ale jednak pozostająca w pamięci mini-rewolucja.


Co niezwykle istotne, to doskonałe zbalansowanie poszczególnych elementów. Strzelania, czyli tego czego nie lubię, jest w sam raz, ale do tego dochodzi podobna ilość zwiedzania leśnych (ale nie tylko, bez spoilerów) lokacji oraz rozwiązywania wspomnianych zagadek. Autorzy dorzucili też od siebie element, a raczej ELEMENT zbieractwa. Gwarantuję, że za pierwszym razem większość ominiecie. Jest czego szukać tym bardziej, że tym razem lokacje są większe (!) niż na PS3 i w rozmaitych zakamarkach dobra poukrywano dość skrzętnie. Ot, choćby bez maczety ani rusz – dopiero po ścięciu krzaków znajdziemy kolejny np. drogocenny kamień. Nathan nosi też ze sobą aparat, którym w wybranych miejscach może robić zdjęcia. Tak, je też “zbieramy” do albumu. I bardzo łatwo te miejsce przegapić – tutaj naprawdę jest co robić! Tym bardziej, że bez specjalnego szukania skarbów przejście na poziomie “normal” zajmie Wam spokojnie ponad 10 godzin.



Nie wspomniałem dotychczas o historii, gdyż ta chociaż “trzyma poziom”, to jednak jest najsłabszym elementem układanki. Nie ma problemów ze stopniowaniem napięcia czy jakimiś skrajnie głupimi zaprzeczeniami (ale wiecie, to Uncharted – jest realistycznie jak w Indianie Jones), ale też niespecjalnie jesteśmy nią pochłonięci. Zabrakło też jakichś większych wzruszeń. Część bohaterów jest nowych, część starszych też powraca – ale o tym mam nadzieję, że przekonacie się już sami. Na szczęście wciąż świetne są dialogi – najczęściej zabawne, z trochę nieporadnym Nathanem i twardo stąpającą po ziemi Chase.


No właśnie – od samego początku do końca ktoś nam towarzyszy. Nathan w ogóle nie porusza się sam… Jakieś skojarzenia Wam to nasuwa? Idealny materiał na coopa. Niestety – nie zawarto żadnego trybu wieloosobowego, ale Sony już informowało, że chcą dostarczyć odpowiednią łatkę czy też dodatek. Ma to być tryb multi, jaki zaskoczy dotychczasowych fanów serii, stąd kooperacja pasuje jak ulał. To może się sprawdzić!


Uncharted: Golden Abyss to gra absolutnie kompletna. Z doskonale wyważonymi wszystkimi elementami i chociaż zabrakło w niej nieco emocji związanych z fabułą, to i tak zasługuje na najwyższe uznanie. Sam ten jeden tytuł warty jest zakupienia nowej konsoli Sony. Aby przekonać się, że dzięki tej japońskiej korporacji granie przenośne weszło na kolejny poziom – poziom dostępny dotychczas wyłącznie dla sprzętów stacjonarnych. Smartfony, zwłaszcza ze swoim brakiem fizycznych przycisków, długo jeszcze do tego nie dojdą. Krótko mówiąc – Uncharted musicie kupić. Albo przynajmniej w nie zagrać. Ale wyjdzie na to samo, bo i tak zaraz polecicie do sklepu.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (10)

  • michaelius Styczeń 31, 2012 o 17:41

    Czyzbym wyczuwal delikatna szpile w tytule ;)

  • Rashef Styczeń 31, 2012 o 17:53

    Delikatne to było zrzucenie Fat Man'a na Nagasaki...

  • SimonX Styczeń 31, 2012 o 18:50

    Uniwersum Uncharted? Ja tej gry nie odbieram jako produkt posiadający uniwersum :) W trójkę jeszcze nie grałem, ale czy 1 i 2 tworzą jakieś uniwersum? Ja tego nie zauważyłem. Ot gra akcji z fajną opowieścią. To chyba trochę tak, jakby mówić o Uniwersum Jamesa Bonda czy Indiany Jonesa, czy Lary Croft... Ta gra chyba nie potrzebuje uniwersum.

  • deusz Styczeń 31, 2012 o 20:59

    @SimonX Uniwersum Jamesa Bonda - to mogłoby być niezłe, drogie fury, gadżety i piękne kobiety. Inne uniwersa mogą się schować :D

  • gear Styczeń 31, 2012 o 21:02

    W końcu się doczekałem Jakubie. :-) Stanowczo za mało wpisów o Vicie. :-(

  • Beniamin Durski Styczeń 31, 2012 o 23:06

    @SimonX pisze:

    Uniwersum Uncharted? Ja tej gry nie odbieram jako produkt posiadający uniwersum :) W trójkę jeszcze nie grałem, ale czy 1 i 2 tworzą jakieś uniwersum? Ja tego nie zauważyłem. Ot gra akcji z fajną opowieścią. To chyba trochę tak, jakby mówić o Uniwersum Jamesa Bonda czy Indiany Jonesa, czy Lary Croft... Ta gra chyba nie potrzebuje uniwersum.


    Wiesz nie chodzi o uniwersum w kontekście uniwersum, ale w kontekście świata i postaci. Ja np. chciałbym poznać inne przygody Eleny i dowiedzieć się, jak to się wszystko zaczęło. Dla mnie prawdziwa gra z serii Uncharted rozwija moją świadomość o tym świecie i bohaterach. Poznajesz ich tło fabularne i potem wiesz np. dlaczego w 4 postąpili tak czy inaczej. Skoro nie przeszedłeś 3 to nie będę rzucał spoilerami, ale jest tam fragment bardzo interesujący i moim zdaniem budujący Drake'a jako bohatera również w poprzednich grach. Dla mnie takie elementy mają duże znaczenie, bo choć Resistance na PSP przykładowo był grą świetną to ewidentnie nic nie wnosił do całości i nie grając w niego NIC bym nie stracił. Stąd moje pytanie czy z Uncharted też tak jest, czyli spinoff czy sensowny element budowania marki.

  • skylight Luty 01, 2012 o 07:56

    Myślę Emielu, że celem Uncharted na PSV są dwie rzeczy, które powinny zachęcać do kupna konsolki: rozpoznawalna marka i opad szczęki. I to najwyraźniej działa. Historia, a tym bardziej jej powiązanie z resztą części, jest dużo niżej w hierarchii ważności.

  • dhoine Luty 01, 2012 o 10:00

    Jednym slowem Uncharted Portable nie rozczarowal. To dobrze :)

  • gear Luty 01, 2012 o 10:02

    I właśnie na takie gry na PSV liczę. Do tego 10h godzin grania to dla mnie idealny czas.

  • skylight Luty 01, 2012 o 10:30

    Jestem jeszcze ciekaw jak będzie rozwijać się integracja PSV z ps3 i po jakim czasie taki Uncharted będzie do kupienia z psn na dużą konsolę ;)




Powrót do góry