Newsy

mrkort Czy warto kupić Unstoppable Gorg? [recenzja]

Zawsze, gdy siadam do gry z gatunku tower defense mam mieszane uczucia. Rzadko kiedy trafiam wśród nich coś, co jest godne uwagi. Ostatnio jednak natknąłem się na dwie warte uwagi produkcje: powalające i jednocześnie polskie Anomaly Warzone Earth oraz rewelacyjnie nostalgiczne Revenge of the Titans. Na Unstoppable Gorg rzuciłem się z nadzieją…


Gry wideo, aby można je było zapamiętać muszą spełniać kilka podstawowych warunków. Wyróżniać się grafiką, rozgrywką, muzyką, sprawiać radość płynącą z samego faktu grania i temu podobne. Trafienie z estetyką w gusta graczy wydaje się być początkiem ścieżki do sukcesu. Spójrzmy: przecież nie pamiętamy Half-Life za to tylko, że graficznie było super. Rayman: Origins również ma masę zalet, jak choćby dawno porzucona grywalność, które czynią go niezapomnianą przygodą. Unstoppable Gorg trafia również w dobrą strunę tego estetycznego instrumentu.


Gdy zasiądziesz do pierwszej rozgrywki w Unstoppable Gorg od razu się uśmiechniesz. Duża ilość graficznych wygibasów sprawia, że od razu jesteś w stanie wybaczyć tandetne fabularne fanfary obwieszczające, że nadchodzi Gorg. Choć zwykle drażni mnie pomysł wyprany z kolorów, jak mało który inny, o najeźdźcach z kosmosu dybiących na Ziemię, tak w Unstoppable Gorg wszystko pasuje jak ulał. Wspomniana estetyka opierająca się na “kronikach”  z amerykańskich stacji telewizyjnych z lat 50′ rewelacyjnie wręcz dodaje ducha czasów, kiedy to obce formy życia łaziły wokół Strefy 51.



W kwestii tego, co możemy zrobić “tym cholernym kosmitom” nie ma wielu różnic w stosunku do innych produkcji. Po prostu musimy ich zabić. W związku z tym zaś, że jest to tower defense musimy tego dokonać za pomocą – UWAGA – tak jest, wież. Różnych, zresztą nie ma to większego znaczenia, bo arsenał jest pomijalny. Jedyna ciekawa rzecz to fakt, iż nie posiadamy siatki, jak w przypadku większości gier tego typu. Zamiast tego wokół punktu centralnego – który różnić się może w zależności od misji – będącego planetą bądź stacją kosmiczną mamy orbity, na których rozstawiamy nasze wieże, laboratoria, kopalnie, cokolwiek chcemy. I jest to moment, gdy Unstoppable Gorg staje się mordęgą.


Wszystko co zobaczyłem po pierwszych piętnastu (może dwudziestu) minutach gry już gdzieś widziałem. I to wcale niedawno. W grze nie ma nic odkrywczego. 21 poziomów, które nią są w żadnym wypadku wyzwaniem z powodów mechanicznych, czy niezwykłej inteligencji komputerowego przeciwnika. Są trudne, bo otrzymujemy mało surowców oraz Gorg pojawia się w ilościach, które przekraczają moje zdolności matematyczne. Po prostu, najstarszy trick w historii, polegający na zasypaniu mnie pojazdami przeciwnika. Nie fajnie.


Dodatkowo ktoś zajmujący się projektowaniem gry wymyślił, że na pewno będę chciał grać w ten tytuł kilkakrotnie, dlatego dodano różniące się poziomy trudności. Otóż co mnie zaskoczyło, na moje oko owe poziomy trudności są praktycznie identyczne, a rozgrywka niezależnie od tego na jakim gramy jest podobnie bezpłciowa i nudna. Jedyne zmienne, które kontrolujemy tak naprawdę to dwa typy zadawanych przez nasz sprzęt obrażeń. I tu znajduję rzeczywiście dobrą stronę tej gry. Można wyjść z psem po rozstawieniu wieżyczek i na bank przejdziemy poziom. Kawę też można sobie zrobić, wtedy ominiemy kolejny męczący filmik.



Gdy odkryłem powyższe “zdolności” Unstoppable Gorga, postanowiłem odwołać się do dwóch pozostałych typów rozgrywki, które mi dostarczono za pomocą Steam. Mianowicie poziomy z wyzwaniem – Challenge, oraz poziomy Arcade. Działo się. A tak całkiem serio to zupełnie niewiele się działo. Okazało się, że oba tryby to w sumie przeciągniecie poziomów kampanii pod inny szyld. I jak to jeszcze byłoby wybaczalne to już nudna jak schabowy z ziemniakami rozgrywka pogrzebała dla mnie Gorga pod stertą innych steamowych propozycji. Otóż Challenge jest wyzwaniem tylko i wyłącznie dla samokontroli gracza, te same poziomy tylko z restrykcjami co do możliwości wykorzystania sprzętu. Arcade zaś jest zwykłym trybem przetrwania znanym z innych gier.


Idea obracanych orbit, jak również stylistyk i nawet dźwięk nawiązujący do lat pięćdziesiątych w amerykańskiej telewizji jest naprawdę nieźle wyciągnięta i sprawia wiele radości. Niestety tylko przez piętnaście, dwadzieścia minut rozgrywki, kiedy to wszystko staje się takie same i diabelsko mało odkrywcze. Wtedy właśnie Unstoppable Gorg przestaje być tytułowo niepowstrzymany.


Staje się średni.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (0)




Powrót do góry