Promowane

Beniamin Durski Metal Gear Solid HD Collection [recenzja]

Skłamałbym, gdybym napisał, że do tej recenzji podchodziłem, jak do typowego tekstu. W końcu dostałem w swoje ręce kolekcję Metal Gear Solid odświeżoną w wysokiej rozdzielczości. To trzy tytuły z mojej osobistej niedługiej listy najlepszych gier, w jakie miałem przyjemność grać . Nie bałem się o ich jakość, przedstawianą fabułę, bohaterów i zwroty akcji. Bałem się o to, czy los był dla nich łaskawy, a ząb czasu za mocno nie nadgryzł. Na szczęście nic takiego nie miało miejsca.


Zabawę wypadałoby zacząć od samego początku, ale niestety Konami ograniczyło koszty produkcji i skupiło się na tych częściach serii, które były najłatwiejsze w przeniesieniu na PS3 oraz Xboxa 360. Stanęło na MGS2: Sons of Liberty, MGS3: Snake Eater oraz MGS: Peace Walker (recenzowałem go już na łamach Niezgranych). Osoby, które nie miały przyjemności sprawdzić jeszcze początków historii Solid Snake’a mogą czuć się zawiedzione, ponieważ nie znajdą w tym zestawie tego najważniejszego ogniwa budującego całość i łączącego się w tak wielu miejscach z kolejnymi grami w serii. Osobiście nie przepadam za adaptacją pierwszego MGSa o podtytule Twin Snakes, ale mimo wszystko nie obraziłbym się za jego dodanie w zestawie. Zadecydowały zapewne względy licencyjne oraz koszty takiej zabawy, niestety w takiej sytuacji gracze zostają rzuceni jakby odrobinę na głęboką wodę. Posiadacze PS3 mogą się jeszcze ratować kupując Metal Gear Solid na PS Store w postaci klasyka z PSOne, ale byłaby to dość brutalna konfrontacja, jak na pierwszy kontakt z serią.


Zostawiając jednakże politykę i biznes wróćmy do samej kolekcji, czyli tego co znajdziemy na płycie. Co ważne MGS2 oraz MGS3 zostały dodane w ulepszonych i wzbogaconych wydaniach o podtytułach odpowiednio Substance oraz Subsistence. Dzięki temu między innymi uzyskaliśmy dostęp do dodatkowych misji Snake’a w MGS2 oraz co dużo ważniejsze poprawionej kamery w MGS3. Oczywiście nie uświadczymy tutaj trybu sieciowego z trójki, ale myślę, że i tak nie byłoby na niego wielu chętnych skoro możemy przechodzić Peace Walkera w kooperacji przez sieć. Gra została stworzona pod tym kątem – krótkie misje, jasno określone cele. Nawet po skończeniu wątku fabularnego zdarzało mi się odpalać wersję na PSP, by pograć Ad-hoc ze znajomymi, więc tym bardziej widzę sens takiej zabawy, gdy już nie musimy z naszymi konsolkami siedzieć w jednym pokoju.



Zestaw uzupełniają klasyczne gry Metal Gear oraz Metal Gear 2 z MSXa. Jeśli chcecie wiedzieć, jak to wszystko się zaczęło to możecie śmiało próbować, ja osobiście podchodziłem do nich wielokrotnie i nigdy nie podołałem wyzwaniu. Tym razem nie pomoże również rozdzielczość obrazu – to czyste i nienaruszone klasyki, czyli format 4:3, olbrzymie piksele, wciąż tak samo wysoki poziom trudności oraz brak filmowości, z której słynie seria.


To właśnie z powodu montażu scen przerywnikowych i zawiłej fabuły wszyscy kochają lub nienawidzą produkcje Hideo Kojimy. Musicie się przyzwyczaić, że tutaj rozpoczynając przygodę możecie spędzić dobre 30 minut zupełnie odkładając pada. Wspaniałe intro z MGS 2 czy też końcowa scena walki z MGS3 to momenty, przez które zrozumiałem, że gry nie muszą mnie tylko bawić na poziomie prostej rozrywki. To żywe dowody na to, że da się opowiedzieć historię, która złapie za serce, zmusi gracza do uronienia łzy, a zaraz potem wprowadzi w stan refleksji nad tym, czym tak naprawdę jest demokracja. Często jest odrobinę zbyt dramatycznie, a dodanie do tego pierwiastka japońskiego postrzegania świata powoduje, że bardziej mamy ochotę się roześmiać niż podejść do tematu poważnie, ale taki już urok serii.


Innym ważnym atutem każdej z trzech znajdujących się w kolekcji gier była oprawa graficzna, przynajmniej w momencie ich premiery. Niestety kilka lat później, pomimo dopisku „HD” na pudełku, aż tak dobrze nie jest. Oczywiście dopasowano obraz do rozdzielczości 16:9, podciągnięto rozdzielczość, ale w kwestii tekstur nie udało się już poczynić tak dużych sukcesów. Na porządku dziennym będą rozmazane obiekty tła i ogólny brak detali w otoczeniu. Na scenkach przerywnikowych postacie wyglądają wciąż bardzo dobrze i stanowią spory kontrast dla tego, co znajduje się za nimi. Pamiętajmy, że są to gry z PS2 oraz PSP, więc zawodzi również geometria obiektów. Sporo jest drobnych uproszczeń, które od czasu do czasu wybijają nas z chłonięcia fabuły, ale nie martwcie się – piersi Ewy nadal wyglądają świetnie.

No właśnie, jeśli miałbym dokonać jakiegoś uporządkowania tych trzech MGSów to ze względu na oprawę zdecydowanie najlepiej wypada MGS3. Widać, że był wydawany pod koniec życia PS2 i różnica pomiędzy dość pustawym MGS2 jest spora. Co prawda w Peace Walkerze mamy bogatsze środowisko i większą różnorodność, ale ewidentnie malutki ekran PSP przykrywał wiele niedoróbek. Wszystko jest kanciaste, łącznie z postaciami, a nawet komiksom opowiadającym fabułę brakuje odrobinę rozdzielczości, co szczególnie widać przy zbliżeniach.


Co ciekawe zestawienie to wyglądałoby odrobinę inaczej, jeśli rozpatrzymy kwestię sterowania. Stawkę znów zamyka MGS2, który po odpaleniu przytłoczył mnie trudnością w ogarnięciu poczynań bohatera. Adaptacja trwała długo, ale w końcu dało się przyzwyczaić. Lepiej pod tym kątem wypada MGS3, który z poprawioną pracą kamery pozwala na łatwiejszą kontrolę nad Snakiem. Najlepiej natomiast grało mi się w Peace Walkera, który nie tylko oferuje trzy różne ustawienia sterowania, ale przede wszystkim przenosi jedno z nich wprost z MGS4. W tamtej części poczyniono spory krok naprzód, jeśli chodzi o dopasowanie do zachodnich standardów, co zdecydowanie ułatwia strzelanie. Pozostawiono również automatyczne namierzanie znane z wersji na PSP, jednakże mając dwa analogi do dyspozycji nie czułem potrzeby korzystania z niego.


MGS HD Collection to nie jest najlżejszy zestaw gier, który mógłbym polecić każdemu. Mimo wszystko, jeśli nie mieliście okazji zagłębić się w tę serię to jest to najlepszy sposób, by poznać dlaczego do dziś wspominamy niektóre walki z bossami, a postać Snake’a jest jedną z najbardziej ikonicznych w grach wideo. Sam nie przepadam za tymi odświeżonymi wydaniami, ale dla Metal Gear Solid zrobiłem wyjątek i ani przez moment nie żałowałem. Jeśli nawet macie tę przygodę za sobą to taki powrót uzmysłowi Wam, jak wiele z obecnie wydawanych gier nie dorasta do pięt MGSom.

Wiele osób (w tym ja) wskazuje Hideo Kojimę, jako jednego z najbardziej wpływowych twórców w branży i w tym jednym pudełku z napisem Metal Gear Solid HD Collection znajdziemy wystarczająco dużo dowodów na poparcie tej tezy. Szczególnie za taką cenę.

Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (5)

  • lehlerex Luty 12, 2012 o 20:12

    Tyle się nasłuchałem i naczytałem o serii MGS (w żadną część nie grałem wcześniej), że wychodząc teraz na x360 nie mogę nie kupić tej kolekcji.

  • skylight Luty 12, 2012 o 20:24

    Ja też kupię jak stanieje, grałem tylko w MGS4 i zakładam, że przynajmniej 3 i Peace Walker są bez problemu o ugryzienia.

  • ethnoe Luty 12, 2012 o 21:01

    @lehlerex - ja też się tyle naczytałem i nasłuchałem, kupiłem MGS4 i odpadłem.. gra czeka na swoją drugą szansę na półce od roku chyba.

  • deusz Luty 12, 2012 o 23:54

    Pewnie kupię jak stanieje. Nawet dla samego sentymentu, bo jakoś wątpię żebym potrafił obecnie to wszystko przejść od początku do końca.

  • skylight Luty 13, 2012 o 09:08

    @ethnoe pisze:
    @lehlerex - ja też się tyle naczytałem i nasłuchałem, kupiłem MGS4 i odpadłem.. gra czeka na swoją drugą szansę na półce od roku chyba.

    Ja natomiast byłem czwórką kupiony od samego początku, jestem miłośnikiem filmów i ta filmowość po prostu mnie pochłonęła.




Powrót do góry