Newsy

mrkort Wciśnij X: dlaczego ludzie dali im milion dolców?

W razie gdyby okazało się, że nie pilnowaliście ostatnich wiadomości, to Double Fine, takie studio, postanowiło poprosić – no cóż – Internet o sfinansowanie najnowszej gry. Potrzeba było 400 tysięcy dolarów. Zebrał się milion. Ponad milion. W jeden dzień.


Nie jest to normalna kolej rzeczy, prawda? Nasuwa się jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego tak wielu ludzi postanowiło zainwestować w branżę rozrywki pieniądze ot tak sobie? Przecież dla samej branży każdy z tych, co dali pieniądze to nic innego jak numerek kupujący gry. Przecież nie jest inaczej…


Może spróbuję po kolei.


Nie można wykluczać, że te półtora miliona dolarów urośnie do sumy jeszcze bardziej horrendalnej. I dobrze, bo Schafer i jego banda z Double Fine obiecali, że wszelkie nadwyżki pójdą na doszlifowanie i dopracowanie gry. I prawdopodobnie tak będzie. To co jest najlepsze w tego typu inicjatywie, to fakt iż studio nie będzie odpowiadało przed wydawcą. Co daje im automatycznie całkowitą kontrolę nad, pięknie i wybitnie nie po polsku nazywaną kreatywną kontrolą. Mogą zrobić co im się żywnie podoba. Oczywiście nie przeginając, gdyby chcieli znów w ten sposób sfinansować grę.


No dobrze, ale to plusik, kolejny, dla Doule Fine. W dalszym ciągu zostaje „dlaczego”.


Dlatego, że – jak się okazuje – gracze, zupełnie jak ja i na pewno część z Was, znudzeni są kolejną okładką z żołnierzykiem i numerkiem obok nazwy, niebezpiecznie zbliżającym się do dwucyfrowej liczby. A to właśnie chcą sprzedawać wielcy wydawcy. Hity. Bo hit to sprawdzony sposób na kasę. Nie ma co ukrywać, proces produkcji gry nie trwa 15 minut, więc nie mają możliwości reagować na każdą zmianę mody/żądań społeczności/własnych widzimisię/czegokolwiek innego co sobie sami wymyślicie. A do tego jest zupełnie tak, jak Schafer powiedział niedawno, że ciężko podejść do kogoś i „poprosić o parę milionów dolarów na zrobienie gry wideo”. No chyba, że poprosi się wszystkich.


Sprzedaż hitów zawsze przyniesie zyski, zawsze uda się sprzedać setki tysięcy wspomnianych pudełek z żołnierzykiem z grymasem twarzy nie pozostawiającym wątpliwości, że obcierają go buty. Niestety, takie podejście krzywdzi tych odbiorców, którzy wymagają nieco innej rozrywki. Przykładowo takich, którzy w grach szukają nieco kontrolowanej samotności z dobrą historią, zamiast gnieżdżenia się na „de_dust” z wykrzykującymi przekleństwa i „nooby” z częstotliwością karabinu maszynowego, nastolatkami.


Wydawcy wielkich tytułów mają nadzieję, że weźmiemy ich grę, obok klawiatury czy pada postawimy kubeł z prażoną kukurydzą i pooglądamy eksplozje. Nuda, co? No nuda. Podobny korytarz, podobna historia, podobny bohater, podobny problem, podobna broń, podobny przeciwnik. Tu można wstawić dźwięk, jaki wydaje człowiek, gdy rozdzierająco ziewa.


Sytuacja z Double Fine zatem pokazała wszystkim, że MASA GRACZY CHCE CZEGOŚ INNEGO. Nie chcą się nudzić grając. Po co grać, jeśli człowiek się nudzi?



Wtedy przychodzi Schafer i mówi: „Zrobię grę, jak mi dacie pieniądze”. Gracze z tej grupy, która się nudzi odpowiadają: „Bierz kasę i rób, chcemy mieć w co grać”. Oczywiście większość z nas pamięta co zawdzięczamy Double Fine i dwóm panom Timowi Schaferowi i Ronowi Gilbertowi. Pamiętamy doskonałości elektronicznej rozrywki pokroju: Day of the Tentacle, Full Throttle, Grim Fandango, Psychonauts i inne, których wymieniać mi się już nie chce. Po prostu, krótko: ci goście to legendy. A nie pomóc legendom, to wstyd.


Czy to zmieni całą branżę rozrywki elektronicznej? Niektórzy już próbują, tak jak na przykład Obsidian, jednak nie sądzę, aby wiele się zmieniło. W końcu nie każdy kto powie „robię grę” otrzyma półtora miliona zielonych od Internetu. Wszystko zależy. Wiadomo, uwaga nadchodzi skomplikowana prawda: Schafer to Schafer.


Na pewno otwiera to nowe drzwi. Jak wielu z nas chciałoby widzieć wskrzeszenie dawno utraconych gatunków, jak kosmiczne symulatory (dajcie spokój z Eve Online) czy na przykład strategie pokroju Battle Isle? Ja bym chciał. Wydałbym na to pieniądze. Wielu z nas chętnie zapłaci za coś, czego po prostu nie ma, a co byśmy chcieli. Schafer i Double Fine kasę ode mnie dostali.


Teraz niech zrobią rewelacyjną grę.


Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (15)

  • whuu Luty 11, 2012 o 19:42

    Drugi najlepszy artykuł jaki dzisiaj przeczytałem:)

  • michaelius Luty 11, 2012 o 19:59

    Mi sie pomysl bardzo podoba - zwlaszcza jesli prosza legendy branzy dajace pewna gwarancje jakosci.

    Na tlumaczenie Valkyria Chronicles 3 czy wspomniana gre Obsidianu z checia bym sie zrzucil

  • Altairus Luty 11, 2012 o 21:49

    O tak na Valkyrie też bym dał, ale np takiemu Molineuxowi nawet złamanego grosza nie rzucę

  • MAPPY Luty 11, 2012 o 21:58

    Zrzuta na tłumaczenia gier? Jestem jak najbardziej za!

  • Razer Luty 12, 2012 o 04:14

    Pomysł z takim "sponsorowaniem" gier jest świetny i ma przed sobą przyszłość. Pominięcie wydawcy to po pierwsze pozbycie się "cenzora", ale też kolejnej "gęby do wykarmienia". To poniekąd powrót do starych czasów kiedy gry robili gracze dla graczy, a nie korporacje dla konsumentów (przesadzam, ale intencjonalnie). To otwarcie drogi dla odważnych i nietypowych rozwiązań które w innych warunkach wiązały by się z ryzykiem finansowym i brakiem zainteresowania sponsorów. No i najprostszy sposób na zaspokojenie konkretnej potrzeby - dajcie kasę na taką grę jaką chcecie a my ją zrobimy. A jestem pewien że każdy z nas kiedyś stwierdził "kurde, zapłaciłbym im ile by chcieli, byle by zrobili kolejną część tej gry". Teraz istnieje taka możliwość, w dodatku cyfrowa dystrybucja pozwala na spore obniżenie ostatecznego kosztu produktu. Poza tym wciąż naiwnie wierzę że developerzy nie są tak łakomi na kasę jak wydawcy i nie będą kiwać graczy. Przynajmniej nie tacy jak pracujący z pasją team Double Fine. Kto wie, może takie gry "prepaid" to przyszłość naszego hobby? Moja lepsza połowa już zadeklarowała chęć wsparcia kolejnej części Neverhood'a, a ja też chętniej wspierałbym nie "pożyczkodawców", a bezpośredno twórców, czy to gier, czy muzyki, czy czegokolwiek innego.

  • dhoine Luty 12, 2012 o 09:12

    Pomysl dobry, ale jak kazdy 'kij' - ma dwa konce. W przypadku takiego DoubleFine moze okazac sie sukcesem i gracze naprawde dostana cos dobrego/ciekawego.

    Ale co jesli na taki pomysl wpadnie Kottick? I powie ze bedzie CoD10, ale jesli wpierw na jego konto wplynie 5mln$. Taki pre-pre-order :|

    Inna sprawa, niewielu jest ludzi/firm, ktore tak jak Schaffer moga sobie pozwolic na taki ruch. Tim S. ma solidne zaplecze i historie, ale m.in. dzieki "tym zlym korporacjom i staremu systemowi" wlasnie - wiec bledne kolo sie zamyka.

  • michaelius Luty 12, 2012 o 10:29

    Nie bardzo widze problem - chcesz to dajesz, nie chcesz to nie.
    Rynek mysle dosc brutalnie zweryfikuje kto ma zaufanie graczy, a kto nie.

  • Razer Luty 12, 2012 o 15:22

    dhoine - ciągle myślisz starym/obecnym systemem :) Kottick nie jest developerem tylko "wstrętnym" biznesmenem, chociaż byś mu dał 5mln $ on sam ci gry nie zrobi. Był potrzebny bo dysponował funduszami na produkcję, ale dzięki bezpośredniemu sponsorowaniu przez graczy taki kasiasty cwany Kottick staje się zbędny. Wyobraź sobie że West i Zampella odchodzą od Infinity Ward i chcą zrobić nowego FPSa, równie rewolucyjnego co MW1. Bez kasy od wydawcy nie mają szans na wysokobudżetowy projekt AAA, ale jednocześnie wiedzą że kasiasty wydawca każe im zrobić kolejny desant ruskich na hamburgerownię, wybuchy atomowe w kosmosie itp. A tak Respawn Studios puszcza info w eter "zrobimy nową grę, poważny wojenny fps na miarę MW1" i zbierają masę kasy na swój projekt bezpośrednio od zainteresowanych graczy. Kottick nie zarabia złamanego grosza, gracze nie sponsorują swoimi pieniędzmi kolejnej infantylnej papki dla mas. Chętni developerzy bez problemu zebrali by pieniądze na kolejne Mirrors Edge, Beyond Good & Evil, Shenmue, Psychonauts, Homeworld itp.

    Warto przeczytać tekst Double Fine na Kickstarterze, jest tam opisane wiele zalet takiego systemu opłacania gier, chociażby to że gracze prowadzą dyskusję z developerem, grają w wersje beta, zgłaszają swoje uwagi i propozycje co owocuje stworzeniem możliwie najlepszej gry odpowiadającej oczekiwaniom fanów. Dla mnie bomba, istny new world order, koniec dyktatury gigantów finansowych, demokratyzacja rynku gier, muzyki, filmów itp. Chętni ludzie chętnie dadzą kasę innym chętnym ludziom z pasją którzy zrobią coś dla innych i jednocześnie dla siebie, wkładając w to serce i duszę. Całkowite pominięcie bezdusznych korporacji nastawionych wyłącznie na zysk, narzucenie gustu i obniżenie wymagań klienta masowego.

  • Altairus Luty 12, 2012 o 20:53

    Ktoś tu coś wspomniał o Homeworld ? :D

  • bone Luty 12, 2012 o 21:05

    Ale aki nowy porzadek juz istnieje nazywa sie glosowanie portfelem w sklepie tyle tylk oze wymaga wiekszej swiadomosci gracza no i wiekszej odpornosci na papkoreklame.

  • ethnoe Luty 12, 2012 o 21:44

    No nie do końca, bo przy kickstarterze dev nie musi się uśmiechać do wydawcy po kasę przed rozpoczęciem prac. Plus ma właściwie murowane preordery jeszcze przed ogłoszeniem gry :D Inna sprawa, że nierealne jest zebrać budżet Naprawdę Dużej Gry, nie sądzę, żeby kiedykolwiek to było realne.

  • michaelius Luty 12, 2012 o 22:52

    Ale nie potrzebujesz kosmicznego budzetu by zrobic niezla gre - japonczycy maja caly przemysl, ktory utrzymuje sie sprzedajac gry w nakladzie 50-100k egzemplarzy.

  • cooldan Luty 13, 2012 o 09:00

    Mój znajomy który ma mały zespół i dłubie sobie gry zwrócił mi uwagę na jedną rzecz - kwota którą chcieli zebrać wydaje się dość mała jak na cały budżet na grę.
    Double Fine ma (patrząc po zdjęciu na kickstarterze) 47 osób. Jeśli spojrzymy na średnią pensji w usa w game designie
    [img:3eeenx5z]http://www.gamecareerguide.com/db_area/images/item_images/110803/figure18.jpg[/img:3eeenx5z]
    to licząc zgrubnie każdy z nich miesięcznie zarabia około 5-6k $. Czyli cały team miesięcznie wydaje 235k. 400k daje budżet na niecałe dwa miesiące pracy. Wydaje mi się, że nie realne jest zrobienie tytułu w takim czasie.

  • skylight Luty 14, 2012 o 10:10

    Chyba raczej nierealne jest aby całe Double Fine skupiło się na tej właśnie grze. Pewno będzie to jakiś mniejszy zespół oddelegowany no i chyba nie jest tak, że przez cały proces tworzenia gry każdy członek zespołu ma w 100% zagospodarowany czas.


ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE NA FORUM



Powrót do góry