Promowane

8bitspell Czy warto kupić The Simpsons Arcade Game? [recenzja]

Rodzina Simpsonów od 23 lat nieprzerwanie bawi amerykańskich telewidzów. Z grami na podstawie serii jest różnie — powstało ich naprawdę dużo, jednak, jak większość produkcji na licencji, ich jakość nierzadko bywa, delikatnie mówiąc, wątpliwa. The Simpsons Arcade Game, wydanej pierwotnie w 1991, udało się zdobyć całkiem pokaźną bazę fanów i szybko doczekała się portów na Commodore 64  oraz PC. Nie tak dawno trafiła również na iOS, a od kilku dni mogą się nią  cieszyć posiadacze PS3 i Xboxa 360. Jak wypada po 21 latach od premiery i co różni ją od automatowego oryginału?


Cała historia zaczyna się w chwili, gdy Waylon Smithers wraz ze swoją bandą usiłuje ukraść diament dla Pana Burnsa. Jak to zwykle bywa w rodzinie Simpsonów — wszyscy znaleźli się w nieodpowiednim miejscu i czasie, bo podczas całego zajścia przechodzili akurat przed rabowanym sklepem jubilerskim. Ale to nie koniec kłopotów, bo nie wiadomo nawet kiedy Maggie zamieniła smoczek na drogocenny klejnot, przez co została porwana. Szczęście w nieszczęściu że byliśmy świadkami całego zajścia i wiemy kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie najmłodszego członka tej zwariowanej rodziny. Wybieramy zatem jednego z czterech dostępnych bohaterów (Marge, Homera, Barta lub Lisę) i ruszamy przed siebie by odbić Maggie!



The Simpsons Arcade Game to klasyczny beat’em’up, gdzie podążamy w prawą stronę i bijemy wszystkich dookoła czym popadnie. Nie będę ukrywał, że nie jest to najlepsza gra z tego gatunku z jaką przyszło mi się w życiu zmierzyć. Dlaczego? Mechanika w dzisiejszych czasach jest dość toporna, porównywalna do tej z pierwszych części hitów jak Streets of Rage lub Golden Axe, które nie mogą nawet stanąć do walki z kultowymi, wydanymi zaledwie kilkanaście miesięcy później Punisherem czy Cadillacs and Dinosaurs. A nie oszukujmy się, to mimo wszystko najistotniejsza część produkcji. Jeżeli nie mieliście jeszcze okazji w nią zagrać i nie liczycie na filtr związany z miłymi wspomnieniami, to lojalnie uprzedzam, że możecie poczuć się nieco zawiedzeni.


Jeśli zaś chodzi o jej wydanie na konsole obecnej generacji to muszę przyznać że Backbone Entertainment wykonali kawał dobrej roboty. Podobnie jak w przypadku zeszłorocznego portu X-menów możemy wybierać między dwoma romami: japońskim i amerykańskim. Niby nie różnią się one za bardzo, jednak ortodoksyjni fani z pewnością docenią inny system punktowy i nowe bronie w azjatyckim wydaniu gry. Nie zabrakło również przyjemnego tła, pozwalającego uczynić wygląd Simpsonów atrakcyjniejszym na nowoczesnych telewizorach panoramicznych. Poza tym to wciąż ta sama pozycja, nie spodziewajcie się zmian w kwestiach muzyki i grafiki. Czy to źle? Nie mnie oceniać, specjalnie mi to nie przeszkadzało, to przecież tylko port, jednak nie obraziłbym się specjalnie, gdyby odświeżono grę na tę samą modłę, z którą powstał Another World przygotowany specjalnie na 15 rocznicę premiery gry.


Jako że jest to wersja domowa, nie musimy przygotowywać zawczasu całej kieszeni żetonów. Mamy do wyboru kilka trybów:

  • Quarters — każdy z graczy na starcie otrzymuje 10 kredytów;
  • Team Quarters — pula 40 kredytów przyznawana jest wspólnie, dla wszystkich;
  • Free Play — nie musimy się o nic martwić, nieograniczoną ilość razy możemy kliknąć w ogromny napis Continue;
  • Survival — to opcja dla najwytrwalszych. Jedno życie i brak możliwości kontynuowania zabawy gdy komuś się nie powiedzie.


Gwoździem programu jest jednak rozgrywka sieciowa, w której z przyjaciółmi, lub poznanymi przypadkiem w internecie ludźmi, mamy szansę zmierzyć się z wrogą armią pana Burnsa, stającej nam na drodze przy próbie odzyskania Maggie. Ten póki co działa naprawdę przyzwoicie, nie miałem najmniejszych problemów ze znalezieniem kompanów do zabawy, a przy okazji zgrzeszyłbym narzekając na jego jakość. Co prawda nigdy nie udało mi się jeszcze sprawdzić Simpsonów w cztery osoby, jednak wierzę że wówczas sprawuje się równie dobrze i nie mamy żadnych problemów z opóźnieniami czy innymi niespodziewanymi błędami.



Ciekawym akcentem są również dodatki w dziale Cool Stuff, w którym za przejście każdą z postaci odblokowujemy bonusy tj. informacje o postaciach, muzyka i dźwięki z gry czy materiały związane z jej powstawaniem. Nie wnosi to nic do samej rozgrywki, ale jest miłym dodatkiem, szczególnie oś czasu z której dowiadujemy się co, gdzie i kiedy było tworzone.


Dla fanów serii gra kultowa i obowiązkowa Dla miłośników gatunku pozycja, której powinni chociaż dać szansę. Niestety nie jest tak dobra jak wydani w zeszłym roku superbohaterowie od Marvel, a w niektórych momentach może nawet nieco drażnić swoją topornością. Jednak w ogólnym rozrachunku to wciąż przyzwoita gra. Dwuwymiarowe chodzone bijatyki mają to do siebie, że czas nie wyrządza im drastycznej krzywdy. Obecnie subskrybenci PlayStation Plus mogą ją pobrać za darmo — i tu bez wątpienia warto zainwestować godzinę z naszego życia by zapoznać się lub odświeżyć sobie klasyka, szczególnie w szerszym gronie. W innym wypadku, cóż, z braku laku dobrzy i starzy Simpsonowie na współczesną platformę.


Chcesz skomentować? lub zarejestruj.

KOMENTARZE (4)

  • michaelius Luty 12, 2012 o 14:42

    Zdecydowanie nie warto kupować tego crapu - rozgrywka jest niesamowicie biedna i opiera sie na slownie jednym ataku i skoku.
    Zamiast wydawac 36 zeta na to g... lepiej kupic sobie plyte segi ze starociami gdzie za kilkadziesiat zeta dostaniemy kilka znacznie lepszych chodzonych bijatyk + mase innych legendarnych gier.

    Poza plusowcami majacymi ja za darmo reszta powinna trzymac sie z daleka.

  • 8bitspell Luty 12, 2012 o 14:56

    @michaelius: wiele beat'em upów opiera się tylko na dwóch przyciskach z tym, że są mniej toporne. No i potwierdzam, składanka Segi to mistrzostwo świata, same hity :)

  • lehlerex Luty 12, 2012 o 20:04

    Gra suchar :) lepiej już zainwestować w Scott Pilgrim vs. the World o podobnym stylu rozgrywki.

  • 8bitspell Luty 12, 2012 o 20:59

    Scott jest o wiele lepiej skrojony. Ale ta gra zwyczajnie nie przetrwała zbyt dobrze próby czasy, choć tragedii nie ma. Ale nie za blisko 30zł...




Powrót do góry